czwartek, 29 stycznia 2009

Section 25 - From The Hip [1984]



BeBe: Damski wokal w zespole post-punkowym - bania na pełnej linii imho !!
Jester: Przecież siouxie już to robiła.
BeBe: Siouxie brzmi jak facet.



Section 25 to zespół, który zadziwia mnie coraz bardziej. Założony w roku 1977, rozwiązany w 1988 i reaktywowany w 2001 nagrał pięć płyt. Pomiędzy debiutem Always Now, wydanym w roku 1981, a ocenianą przeze mnie płytą, trzecią w dyskografii zespołu jest przepaść trzech lat, ale także muzyczna, wręcz gatunkowa. Prawie jak w przypadku Joy Division i New Order. I porównania do tych zespołów są zupełnie nieprzypadkowe*.

Gdy w roku 1979 Section 25 pojawił się w studiu nagraniowym Factory, za konsoletami do wyprodukowania Ep-ki Girls Don't Count zasiadły dwie osoby - menadżer Joy Division a później New Order, Rob Gretton oraz...Ian Curtis. Singiel ma typowe brzmienie post-punkowe: ostre, przytłumione, oszczędne, bardzo suche.
W takich klimatach też prezentował się album Always Now. Tym razem wyprodukowany przez Martina Hannetta, pod względem produkcji przypominał debiut Joy Division. Sucha, metaliczna perkusja, głęboki bass, typowe echo gitar i sprzężone głosy. Męski wokal Larry'ego Cassidy do złudzenia przypominał Curtisa. Płyta ogólnie brzmiała jak kopia Unknown Pleasures, bądź wczesne Bauhaus z pewnymi ozdobnikami i bardziej żywszymi kompozycjami. Ale nie trudno odnieść wrażenia iż, nawet jeżeli debiut jest płytą dobrą, Section 25 mówiąc brzydko - zrzyna z Joy Division.

Jakże zostałem zaskoczony przesłuchując From The Hip. Otwierający album utwór Procession już nasuwał klimat całego krążka - elektroniczny album w stylu Power, Corruption & Lies, New Order następcy Joy Division. W tle pojawia się delikatny, wyjątkowy kobiecy wokal, przywołujący mi na myśl Régine Chassagne z Arcade Fire. Następujący zaraz po tym najsławniejszy kawałek Section 25, Looking from a Hilltop, to kompletne zaskoczenie. Utwór zupełnie inny stylistycznie i w wymowie niż to, co bracia Cassidy pokazywali na pierwszym krążku. Mówią, że małżeństwo nie ogłupia ? Looking for a Hilltop zbliża się niebezpiecznie do granicy techno, jednakże jeżeli chodzi o utwory taneczne z kategorii new wave bez problemu mogłoby stanąć w szranki z New Orderowym Blue Monday. Co tutaj się zresztą dziwić - płyta ta została wyprodukowana przez Bernarda Sumnera, więc brzmienie całości jest zbliżone do dzieł New Order, szczególnie tych wyprodukowanych przez zespół.

Trudno mi oceniać tę płytę po kawałkach. From The Hip, choć odmienny zupełnie od pierwotnych cold-wave'owych dźwięków Section 25, jest albumem średnio spójnym stylistycznie, ale tworzącym jednak pewną, nierozerwalną całość. Zmieniający się wokal Larry'ego ze zmarłą niedawno Jenny Cassidy [dla której został zadedykowany najnowszy album Part-Primitiv] oraz Angelą Flowers powoduje, że płyta ma w sobie dużo więcej świeżości i jest bardziej otwarta od poprzedniczek. Jednakże mieszają się tutaj mocne, taneczne numery [Looking from the Hilltop, Program for the Light], nastrojowe, melancholijne ballady [Desert], post-punkowe numery, uderzająco podobne do No Love Lost Joy Division [Beneath the Blade, Inspiration] oraz lekkie, synth-popowe pioseneczki. A wszystko to przyprawione jest szczyptą zdobywającej wówczas sławę muzyki new wave.

From The Hip to album, który prowadzi nas tak na dobrą sprawę przez całą muzykę, która była popularna w latach 70 i tej, która dopiero ową popularność zdobywała w latach 80 w Manchesterze. Choć płyta może wydawać się trochę niespójna, poprzez lawirowanie gatunkowe, to jest to podróż magiczna, którą warto odbyć. Ewidentnie czuć tutaj wpływy przede wszystkim Joy Division i New Order. Nie da się słuchać tego zespoł, bez chociażby cienia takiego przeświadczenia, ale na szczęście na From The Hip wyłania się też własny styl Section 25, który został nieco przytłumiony na Love & Hate ale wyeksponowany na Part-Primitiv. Ostatecznie jednak Section 25 nagrał album oryginalny, jednocześnie przebojowy, melancholijny i świeży nawet dziś. Starał się zrzucić brzemię porównań do Joy Division i udało im się to, co prawda w bólach, ale udało. W niektórych momentach może ich kompozycje przypominają dokonania New Order, to jednak Section 25 zaczął na tej płycie tworzyć swoją własną historię.

Ostatnio znajomy powiedział mi, że gdyby Ian Curtis żył, Joy Division brzmiałoby jak Section 25 tylko bez tych paniuś. Wydaje mi się, że miał trochę racji.

Ocena: 7/10


* Ot, chociażby ciekawostka - w 2008 roku z Section 25 na kilku koncertach wystąpił Peter Hook. Zespół zaprezentował parę piosenek z repertuaru Joy Division i New Order.

0 komentarze:

Prześlij komentarz