
Samotna postać odwrócona tyłem do publiczności majstrująca przy tonie podejrzanie wyglądającego sprzętu. Rox.
Klaus ma sporo grono wielbicieli w naszym kraju (i dobrze), ja jednak wezmę na warsztat płytę moze nieco niedocenioną, bo i trudniejszą. Debiut z 1972 roku, "Irrlicht".

Cechą charakterystyczną tej płyty jest to, że opiera się właściwie tylko na brzmieniu. Tak, nie znajdzie się tutaj ani grama melodii, czy rytmu. Za to brzmienie jest tak poteżne, że zwala z nóg. Klaus czerpie garściami z muzyki klasycznej, tworząc organopodobne faktury i symfoniczne twory. Kontemplacja i onanizm. Zaproszona została też orkiestra. Utworów jest trzy, z czego dwa są bardzo długie. Można całość okreslić jako protoplastę stylu ambient (może nawet dark ambient), choć jest to muzyka tylko pozornie nudna i jałowa.
Przejdę może do rzeczy. Brzmienie jest tak majestatyczne i mocne, że skróra się marszczy na tyłku z podniecenia. Te dźwieki mogłyby stanowić doskonały soundtrack do narodzin galaktyk. Kosmische Musik. Czarna odchłań kosmosu. Podróże międzygwiezdne. Wiadomość od obcych cywilizacji. Niepotrzebne skreślić. Głos wszechswiata zaklęty na małym srebrnym (lub nieco wiekszym czarnym [lub kilkudziesiąciu megabajtach twardego dysku]) dysku. Tysiące dźwięków, faktur i brzmień ukrytych w 50 minutach muzyki. Geniusz, istny geniusz.
Czegoś takiego jeszcze nie słyszeliście. Dobrzy ludzie umieścili na youtube fragment. Posłuchajcie go głośno, a poczujecie namiastkę tego, co da Wam przesłuchanie całej płyty.
Ocena: 9/10



W sumie zawsze ten Klaus za mną chodzi. Muszę w końcu coś na ruszto wziąć.
OdpowiedzUsuń na zawsze