niedziela, 29 marca 2009

Po wszystkim. Post-punk w pigułce.





Dzień dobry. To ja, Ass.
Nie mam nic mądrego do powiedzenia na temat, więc w ramach odwiecznej tradycji piszę jako pierwszy, by upewnić przypadkowego czytelnika, że źle trafił.
Jeśli o post-punk chodzi, wpisałem dziś ów termin w google, dodając doń nieposkromiony w swej potędze dezinformacyjnej człon „wiki”. Dostałem garść wyników, poczytałem sobie, któż to właściwie się pod tym wszystkim kryje („O! The Cure i The Birthday Party – znam!(*)” – zakrzyknął radośnie Ass, po czym zamknął długą na dwie setki zespołów listę) i w tej samej chwili zrozumiałem, jak mądrą decyzją było pokazanie wszystkim fakosa i pójście do sąsiedniego pokoju.

(**)
Ale do rzeczy:

Z najwyższą przyjemnością pragnę przedstawić Szerokiej Rzeszy Naszych Fanów (***) kabaragajowy przewodnik po post-punku. Niezależny, jadowity. Kąśliwy, daleki od bałwochwalczych peanów i typowego dla Naszego Blogaska pisania pod dyktando wytwórni płytowych i za ich pieniądze. Panie i Panowie! Jeśli dotrwaliście do tego miejsca i przeczytaliście wszystkie przypisy, oznacza to tylko jedno: jesteście gotowi!

[uderza potężnie G otwierające „Love Will Tear Us Apart” i zaczyna się]



BeBe:


Joy Division
Jak naprawdziwych punkowców przystało, wzięli sobie pierwotną nazwę od pewnego demoluda w centrum Europy, który szczycił się w latach 75-76 regresem gospodarczym, rządami Gierka (chcesz cukierka, idź do Gierka) i generalnym syfem. Taki też miał być ten zespół. Niby punk (po koncercie Sex Pistols to nawet kater doszedłby do wniosku – tak to i ja potrafię) ale jednak coś więcej. Historia chciała trochę inaczej, ale historia zawsze płata figle.
Mnie z Joy Division zapoznał smith. Początkowo zastanawiałem się, kto do kurwy nędzy pozwolił, żeby na oficjalnym, studyjnym nagraniu był taki fałsz (a był to utwór Transmission). Jednak coś chwyciło. Jakiś bakcyl, bo ja wiem co to było? W zasadzie dobija mnie tylko fakt wisielcowatości i jak ostatnio zauważył mój muzyczny mentor – popartowości Curtisa.
Czym dla muzyki post-punkowej jest Joy Division? Dla mnie to taki zespół flagowy, odpowiednik Black Sabbath, coś co zapoczątkowało, rozwinęło i tchnęło odrobinę poetyckości w cały ruch post-punkowy. Trudno zamknąć ich w czterech czy pięciu słowach. Joy Division jako zjawisko jest dziwne. Chłopaki zabłysnęli efektownie jasnym blaskiem i szybko zniknęli pozostawiając sobie raptem dwie, genialne płyty. Przekształcając się w New Order też zrobili kawał dobrej roboty. No i początkowo też grali post-punk.


Bauhaus
Tak zwany żart muzyczny.
(Niemcy, Weimar, rok 1934. Męska szatnia szkoły Bauhaus)
Popiół:

Oddawaj tę szminkę! I zostaw lakier.
Merfi: Ferkelbucht! Ty żydowska świnio!
Popiół: Ciszej, Obersturmbannfuhrer Gothic nas usłyszy!
Merfi: To dobrze, przestaniemy się ukrywać. Mam już tego serdecznie dość.
Popiół: Weź tę trąbkę trochę wyżej! Wyeksponuj jądra! Nudzę się już powoli w tym Flat fieldzie. A do tego Ona wcale nie chce dać się pociąć na części.
Merfi: Jajka mi marzną, mógłbyś szybciej. Daj więcej lakieru!
Obersturmbannfuhrer: Tutaj jesteście, gejowskie zboczeńce! Ja wam dam! Fuhrer zamknie tę szkołę!




Raziel:


Chrome
Określić muzykę, jaka grali Chrome jest stosunkowo łatwo – wystarczy wymienić jednym tchem Hendrixa,
Black Sabbath, Fausta, Neu!, Residents i Throbbing Gristle. Fajna mieszanka, prawda? Zespół niesamowicie wyprzedził swoją epokę. Wokalista śpiewał przesterowanym głosem, wokół latały sample, perkusja wystukiwała czasem taneczny rytm a w tle coś grało psychodelicznie. Można dodać industrialny zgiełk jako wisienkę na torcie. Całość utrzymano w klimacie science-fiction. Efekt jest piorunujący – każdy utwór jest falą uderzeniową monstrualnych rozmiarów. Silne uzależnienie od narkotyków twórców i choroba psychiczna lidera (twierdził on przykładowo, ze widział UFO) pomogły uzyskać odpowiedni poziom psychozy.


The Pop Group (przewrotnie się nazwali – pop to chyba ostatnie określenie, jakie do nich pasuje) dali się poznać światu jako jedna z najbardziej artystycznych grup wywodzących się z nurtu punk. Dodali „od siebie” nieco funka, free-jazzu i reggae (a dokładniej dubu). Prowokacyjne polityczne teksty wypełniły lukę jaka została po Sex Pistols (choćby ich hasło „We Are All Prostitutes”). Utwory były bogato zaaranżowane (pojawiają się tak nietypowe na tego typu muzykę instrumenty jak saksofon i pianino). Wokalista wrzeszczy, szepcze, śpiewa na zmianę, z pasją jakby od tego zależało jego życie. Niezwykle trudna, złożona była to muzyka, ale „Y” pozostaje jednym z najciekawszych dzieł epoki.

Pere Ubu poczynili niemała rewolucję swoim debiutanckim albumem. Ich muzyka miała w sobie energię i bojowniczego ducha punk, ale nie była nim. Avant-garage (jak określił to lider Ubu David Thomas) polegał na umiejętnym wykorzystaniu patentów rocka garażowego i awangardy (szczególnie elektronicznej). Skomplikowane, ale jednak piosenkowe utwory mieściły w sobie apokalipsę tzw. „blank generation” i swoistą pogodę ducha. Pere Ubu było głosem post-industrialnego społeczeństwa, jego lęków i problemów (samotność w wielkim mieście – „Sentimental Journey”). A wszystkie nietypowe odgłosy takie jak tłuczenie szkła oraz hałaśliwe brzmienie syntetyzatora otworzyły drzwi rockowi industrialnemu.

Wire (Pink Flag) jest grupą nieco niedocenioną i zapomnianą. Za ambitna dlamiłośników Sex Pistols, zbyt zawadiacka dla tych od Television. „Pink Flag” doskonale to ilustruje: jest zawieszona pomiędzy surowym, rozkrzyczanym punkiem a surowymi klimatami w stylu Joy Division. Utworów jest wiele, bo aż 21 i są raczej krótkie. Czasami intensywne i buntownicze, innym razem wolniejsze i bardziej melodyjne. Do tego dochodzi pierwszy punkowy utwór instrumentalny i niepokojąca, złowieszcza kompozycja tytułowa. I oczywiście klasyczna okładka, rozbrajająca swoją prostotą – maszt z zawieszoną … różową flagą na tle błękitnego nieba.



kater:


Dead Can Dance
Właściwie zespół ten (czy też duo) ma tyle wspólnego z post punkiem, co nasz brzydki krasnal ogrodowy z bluesem. No ok - debiut (wiecie, to ta płyta z takim pingwinem, czy co to tam jest) brzmi trochę jak Joy Division z prawdziwymi wokalistami, zamiast Curtisa. Surowo, tajemniczo i przygnębiająco. Szczęśliwie Lisa i Brendan nie ograniczyli się do tej stylistyki (no bo w końcu ile można?) i w dalszej twórczości czerpali z szeroko pojętej - jak sama nazwa wskazuje - muzyki świata, popełniając takie arcydzieła jak monumentalne, gotyckie Within The Realm Of A Dying Sun (1987), do którego to kater się modli z nabożeństwem; czy też bardziej subtelne, orientalne Serpent's Egg (1988) z niesamowitą wokalizą Lisy w The Host Of Seraphim (tego się nie słucha, to się przeżywa). Ostatnia płyta (Spiritchaser, wydana w 1996) inspirowana była dla odmiany muzyką afrykańską. Pomimo tak dużego rozrzutu stylistycznego jedno się w ich twórczości nie zmieniło - szczerość i prostota przekazu. Czyli w sumie to, o co chodziło w post punku.





ASSOWE PRZYPISY:
(*) dobra, kłamałem. Znałem jeszcze pięć innych (jeśli brać „Siekiera” i „U2 (early)” za poważne wyniki), ale tak jakoś brzmiało lepiej, zwłaszcza, że udowadniamy tu moją ignorancję.
(**) chwilowo spojler. Chyba.
(***) tak, piszę ten wstęp tylko dlatego, żebym też miał jakieś zajęcie i nie płakał w poduszkę, podczas gdy reszcie Autorów nagie fanki będą podawać do ust winogrona i błagać o najlżejszy choć dotyk, a kompletnie ubrani fani będą snuć się naokoło, zastanawiając się „Ej, serio: co my tu właściwie, kurwa, robimy?”, po czym zgodnie pójdą na browar do sąsiedniego lokalu, pokazując wszystkim fakosa. (****)
(****) A to już z kolei nie spojler. Najprawdopodobniej.
(*****) Wiem, że przypisy czyta się niewygodnie, a poza tym gwiazdki w tamtym miejscu rozbiły by dramatyzm, więc po prostu: daj Boże, żeby to było G. Jesteś mądry, Czytelniku, wiesz, gdzie sobie to wstawić. Nie, nie tam.


Smith przypis:Tłumaczenie( autorstwa T.Beksińskiego) fragmentu utworu Love Will Tear Us Apart oryginalnie:
there's a taste in my mouth, as desperation takes hold.
just that something so good just can't function no more.

8 komentarze:

  1. Uważam, nawiasem mówiąc, że jesteśmy zajebiści. Aż szkoda, że gówno wiem o post-punku i tradycyjnie tylko się wymądrzałem. Ach, ta natura złego chłopca.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. A ja uważam, że jeśli chodzi o przejrzystość całości, to teraz jest o niebo lepiej.

    *macha do Assa*

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Swoją drogą, to jednak nie był spojler z tym fakosem.
    *pozdrawia Łini uśmiechem szerokim a promiennym*

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Jakoś nie załapałem joke z Bauhausem :(

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. "Tutaj jesteście, gejowskie zboczeńce!" <--- Teraz zauważyłam!!! Pomówienie! ;f

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Żart z Bauhausem jest...metaforą i anaforą niesamowicie barwnej, mrocznej i zagadkowej TWÓRCZOŚCI tegoż zespołu. Mieści się w nim cały...sens całości i WSZECH-STRON-NOŚCI muzyki pana Murphy'ego i spółki.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. od którego albumu zacząć słuchanie Chrome? :>

    OdpowiedzUsuń na zawsze