
"You have to be! (Laughs) You might get shot!" - John Lennon
Muszę się uczyć, ale zwyczajnie mi się nie chce, więc odświeżę trochę trupa zwanego powszechnie Kabaragejem innym trupem, który, nie bardzo nawet wiadomo jak, stał się swoistym Jezusem Chrystusem rock 'n' rolla.
Płyta Walls And Bridges jest powrotem Lennona na łono hipisowskiego stylu życia. W roku 1973 John Lennon i Yoko Ono doszli do wniosku, że muszą od siebie odpocząć i sprawdzić swoją miłość. Sam zainteresowany miał nazwać tę rozłąkę "lost weekend" z której korzystał w pełni. Pukał May Pang, która - nie oszukujmy się, była, jest i będzie ładniejsza od Yoko - chlał litrami drogie alkohole, a w międzyczasie nagrywał płyty, czując się wolny i uwolniony spod pantofla. Dobrze zrobiło to i Johnowi i Yoko, bo ich związek przechodził poważny kryzys. A tak, zrobili sobie bachora o imieniu Sean, który poszedł w ślady ojca.
Jaką płytą jest Walls And Bridges ? To dziwna mieszanka. Znajdziemy na niej piosenki, które bez problemu znalazłyby się na płytach Beatlesów (Ya-Ya, Nobody Loves You (When You're Down And Out), #9 Dream), typowe piosenki Lennonowskie (Going Down on Love, Beef Jerky) ale także nowy, pijacki po trosze duch. Walls And Bridges jest fajnym eksperymentem, który wywindował Lennona na pierwsze miejsce listy billboardu.
W warstwie tekstowej nie ma raczej nic nowego. John opowiada o standardowych dla siebie problemach egzystencjalnych, miłości oraz tęsknocie za Yoko. Czuć jednak, że Lennon rozwija się tutaj, bada rózne style i penetruje różne pokłady samego siebie korzystając z wolności od władczej partnerki.
Nie zabrakło też standardowych 'dissów' w stronę byłych kolegów z zespołu The Beatles. Jak na Imagine mogliśmy znaleźć How Do You Sleep, które skierowane było w stronę McCartneya, tak tutaj mamy diss w stronę byłego managera Beatlesów, Allena Kleina.
Na płycie znajduje się dwóch, interesujących gości. Pierwszy z nich to Elton John, który gra na organach hammonda i śpiewa w Whatever Gets You Thru the Night, który stał się ogromnym hitem roku 1974. Drugi natomiast to, jedenastoletni podówczas, syn Johna, Julian. Nagrał wraz z ojcem kawałek Ya-Ya, który jest starym hitem z dzieciństwa Johna.
Walls and Bridges jest pewnym rozliczeniem z samym sobą. Próbą zrozumienia tego, co działo się wokół Lennona w roku 1974. Jest odbiciem jego, ciągle pijanej, świadomości. Jest dużo bardziej drapieżny niż poprzednie albumy, mocniejszy i pewniejszy. Można jednak znaleźć na niej delikatnego Lennona, Lennona lirycznego, lekko zakręconego i nastrojowego (chociażby Bless You, Nobody Loves You).
Jak można było dużo zarzucić Imagine, min. zupełne upolitycznienie, ogólny bełkot i raczej małą spójność, tak Walls and Bridges jest swego rodzaju, przynajmniej dla mnie, opus magnum Lennona. Płytą, która prezentuje całą jego twórczość w pigułce. Płytą, która otworzyła mu oczy i pozwoliła dokonać samoistnego katharsis.
Ocena: 7/10



0 komentarze:
Prześlij komentarz