<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482</id><updated>2011-07-08T00:43:07.146+02:00</updated><category term='falco'/><category term='* obsada'/><category term='nie-czytajcie-tego-Ass-znowu-napisał-o-bluesie'/><category term='Throbbing Gristle'/><category term='Pet Shop Boys'/><category term='# Le Mur'/><category term='Dead Can Dance'/><category term='The Raconteurs'/><category term='Pere Ubu'/><category term='Led Zeppelin'/><category term='Pop Group'/><category term='Joy Division'/><category term='# kater'/><category term='Vágtázó Halottkémek'/><category term='Chrome'/><category term='* autodiss'/><category term='Bauhaus'/><category term='skutery'/><category term='* recenzje'/><category term='Guns n&apos; Roses'/><category term='Brian Eno'/><category term='System Of A Down'/><category term='# Raziel'/><category term='Happy Mondays'/><category term='# Ass'/><category term='Factory'/><category term='* felietony'/><category term='Section 25'/><category term='Wishbone Ash'/><category term='Scars On Broadway'/><category term='# BeBe'/><category term='Wire'/><category term='New Order'/><category term='Hoochie Coochie Men'/><category term='* przegląd'/><category term='Gong'/><category term='Robert Wyatt'/><category term='Duffy'/><category term='Nelly Furtado'/><category term='Pink Floyd'/><category term='John Lennon'/><category term='Queen'/><category term='Serj Tankian'/><category term='The Prodigy'/><category term='13th Floor Elevators'/><category term='jesień'/><category term='Morrissey'/><category term='Orchestral Manoeuvres in the Dark'/><category term='Budgie'/><category term='Klaus Schulze'/><category term='P.J. Harvey'/><category term='OMD'/><category term='wakacje'/><category term='Free'/><category term='Talking Heads'/><category term='Television'/><category term='Bob Dylan'/><title type='text'>KABARAGAJ</title><subtitle type='html'>Nie znamy się na muzyce i gówno wiemy.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>kater</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14216627163261874459</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SZiA3upiKtI/AAAAAAAAAcE/d7AGA76TWso/S220/katerdrunk.png'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>39</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-6083023442181411847</id><published>2009-10-23T16:59:00.014+02:00</published><updated>2009-10-23T19:51:02.160+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='OMD'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Factory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Orchestral Manoeuvres in the Dark'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>Orchestral Manoeuvres In The Dark (OMD) - Orchestral Manoeuvres In The Dark</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.recordsale.org/cdpix/o/orchestral_manoeuvres_in_the_dark-did_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 382px; height: 400px;" src="http://www.recordsale.org/cdpix/o/orchestral_manoeuvres_in_the_dark-did_2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"No, coś kojarzę, kojarzę. Bum, bum [przytup nóżką]. Nie, kurwa, nie wiem - co to jest?"&lt;/b&gt; - kolega BeBe na dźwięk Electricity.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc chlubną tradycją hasła przyświecającego całości projektu Kabaragaj, tzn. "nie znamy się na muzyce i gówno wiemy", oraz "lenistwem maturalnym" [szukanie zajęcia byle nie siadać do tego mającego osiemset stron vademecum historycznego] piszę ową recenzję. OMD to zespół zabawny, dziwny i jednocześnie, mimo wszystko, nie szablonowy. Zaaferowany pewnego pięknego dnia, kiedy to rodzic mój, płci męskiej, słuchał całkiem konkretnego kawałka z zabawnymi klawiszami, spojrzałem na okładkę płyty której słuchał. I nie dość, że widzę tam napis "Fac 6", czyli, że Tony Wilson maczał w tym palce, to jeszcze taka zajebiście długa i debilna nazwa, trudna do napisania - Orchestral Manoeuvres in the Dark. Co miałem innego zrobić - jak podarować tacie płytę debiutancką, coby sobie przypominał lata młodości, a sam - słuchać jej po kryjomu, żeby siary nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O OMD nie pamięta chyba już nawet najstarszy góral. Zespół współtworzył, podobno, tzw. new romatnic, chociaż do tego gatunku nie bardzo się wpasowywał. Z jednej strony mieliśmy tutaj produkcję perkusji i basu typową dla muzyki post-punkowej z okresu Joy Division czy A Certain Ratio bądź Danse Society - ale z drugiej, słodziutkie klawisze, które cechowały wczesne dokonania zespołu Depeche Mode czy Alpaville. Chłopaki łączyli w sobie fascynację punkiem '77 i muzyką Briana Eno. Połączyli to w jedno i wyszła trochę mieszanka wybuchowa - ale na pewno przebojowa, taneczna i całkowicie nieszablonowa. Choć na późniejszych płytach już nawet trochę eksperymentowali (Architecture &amp; Morality i "Maid of Orleans).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie powiem nic nowego - debiut to płyta ważna. O ile nie najważniejsza. Umieszcza zespół w szufladce, pozwala zdobyć fanów i wyznacza kierunek w którym owy zespół będzie szedł. Z OMD nie było inaczej. Nie skończyli się na Kill 'Em All.&lt;br /&gt;Większość kompozycji na Orchestral Manoeuvres in the Dark to kompozycje oparte na trzech instrumentach - syntezatorze, elektronicznej perkusji i basie. Mało w tym wszystkim gitary, bądź innych instrumentów. Muzyka jest oszczędna i w swojej wymowie nawiązuje do wcześniej użytego przez jestera porównania - gierek na pegazusa. (Pegazusologia - nauka zajmująca się badaniem wpływu oraz zależności zachodzących pomiędzy 8-bitowymi grami, a muzyką. Zapoczątkowana przez Jestera, wałkowana jest przez innych twórców Kabaragaja). To w większości przypadków bardzo chłodne, elektroniczne kompozycje, nawiazujące trochę do twórczości post-punkowych zespołów, ale zapowiadające także przyszłe pokolenia elektronicznych grup (The Messerschmitt Twins przypomina mi jakiś kawałek DM tylko nie mogę skojarzyć jaki. McCluskey śpiewa nawet podobnie do Gahana).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różnorodność kawałków raczej jest mierna. To zwykle kompozycje podobne do siebie, tworzone wydawałoby się - na jedno kopyto - jednak potrafiące zaskoczyć. OMD na siłę wciska się w nurt new romantic, który w swojej wymowie był bardzo infantylny i niezmienny. Ja osobiście OMD wyciągnąłbym stamtąd za uszy i wsadził do nowej fali(tak wiem, jester - to się zawiera.). Dlaczego? Nawet warstwa tekstowa utworów OMD różni się od większości zespołów new romantic, nie mówiąc już o późniejszych próbach eksperymentalnych, gdzie nawiązywali nawet do klasycznych zespołów progresywnych (na rzeczonym Architecture &amp; Morality). Gdy słucham ich debiutu z jednej strony - zlewa mi się to wszystko w masę podobnych piosenek, z drugiej jednak strony - jest to muzyka, która w momencie wsłuchania się - staje się bardziej klarowna. Kompozycje wydają się spójne. Czuć w tym wpływ Eno, czuć w tym Numana, czuć też Joy Division, Danse Society, a nawet Bauhaus. Kawałki takie jak "Messages", wymieniane już bliźniaki, czy "Electricity" mogą przypominać, co śmieszne - późną twórczość Depeche Mode. Inna ciekawa sprawa - na tej płycie znajduje się cover "Waiting for the Man" Lou Reeda. Intresująca, stricte elektroniczna interpretacja. A ja zastanawiałem się, czemu przypomina mi to "Nie wiem co to sen" Elektrycznych Gitar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie jest to album całkiem konkretny. Może i trochę archaiczny, zabawny, ale konkretny. Słucham go z przyjemnością. Dla rodziców także. Miło im jest, że zamieniłem zespoły o zapędach satanistycznych na zespoły o przeszłości wisielczo-elektroniczno-punkowej. I git.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Sq2vl99iIEc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Sq2vl99iIEc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Gro i Jester jak to przeczytają to się porzygają.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-6083023442181411847?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/6083023442181411847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/10/orchestral-manoeuvres-in-dark-omd.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6083023442181411847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6083023442181411847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/10/orchestral-manoeuvres-in-dark-omd.html' title='Orchestral Manoeuvres In The Dark (OMD) - Orchestral Manoeuvres In The Dark'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-8416531466797969291</id><published>2009-10-01T17:14:00.002+02:00</published><updated>2009-10-01T17:20:50.757+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Brian Eno'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><title type='text'>Brian Eno "Music for Airports"</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.dullneon.com/random-notes/images-videos-and-other-content/2008/09/brianeno-ambient1musicforaiports.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 360px; height: 360px;" src="http://www.dullneon.com/random-notes/images-videos-and-other-content/2008/09/brianeno-ambient1musicforaiports.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;"&lt;/em&gt;&lt;em&gt;W styczniu 1975 roku miałem wypadek samochodowy. Nie byłem ciężko ranny, ale musiałem leżeć w łóżku na wznak i byłem unieruchomiony. Moja przyjaciółka, Judy Nylon, odwiedziła mnie wtedy i przyniosła płytę z XVIII-wieczną muzyką na harfę. Kiedy już wyszła, z wielkim trudem nastawiłem płytę i położyłem się z powrotem. Okazało się, że wzmacniacz nastawiony był na minimalną głośność i jeden kanał był kompletnie głuchy. Ponieważ nie miałem siły, by się podnieść i wyregulować głośność, dźwięki dochodzące z głośnika były na granicy słyszalności. Wtedy zdałem sobie sprawę, iż można słuchać muzyki w zupełnie inny sposób: traktować ją jako element otoczenia, w ten sam sposób, co kolor światła i dźwięk deszczu"&lt;/em&gt; - Brian Eno&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witam Was wszystkich, Drodzy Czytelnicy, wytrwale poszukujacy na Kabaragaju kolejnych notek, których mimo upływu czasu nie przybywało. Kolega Ass, który - jak oficjalnie ogłosił - rzucił internet, uraczył Was paroma reckami z pogranicza bluesa i gej-rocka, czy co to tam było. Ja Wam opowiem o czymś z nieco innej półki. Bedzie klasyka: Brian Eno i jego "Muzyka dla Lotnisk".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie za twórcę muzyki ambient uważa się Eno własnie, choc podwaliny pod gatunek podłozyli zarówno Erik Satie, jak i Popol Vuh czy Klaus Schulze. Oraz może najbardziej Walter Carlos ("Sonic Seasonings" oparta na rozlazłych elektronicznych kompozycjach z dźwiękami natury w tle). W pełni ideę rozwinął jednak własnie Eno, nazwał rzeczy po imieniu i chwała mu za to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ambient w założeniu miał byc "muzyką tła", czyli czymś co nie angażuje emocjonalnie ani intelektualnie, a zarazem wprowadza w konkretny nastrój. Jest to muzyka "klimatyczna", spotyka sie też pojęcie "relaksacyjna" (te wszystkie tanie płyty z hipermarketów może nie brzmia tak samo, ale raczej mają podobna role do spełnienia). Żeby taki szczytny cel osiagnąć pozbyć się trzeba rytmu i melodii, albo przynajmniej zachować w tych kwestiach umiar. Nie chodzi bynajmniej o to by słuchacz usnął. Znowu posłużę się mądrym cytatem, tym razem z wkładki do "Music for Airports" (a co, niech autor powie sam, co miał na mysli), wybacznie moje kulawe tłumaczenie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"muzyka Ambient musi być zdolna pomieścić wiele poziomów uwagi sluchacza bez wyszczególniania żadnego z osobna; musi być zarówno łatwa do zignorowania jak interesujaca"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jeszcze jedna ważna i ciekawa anegdota, którą warto w tym miejsci przytoczyć. Dotyczy ona konkretnych intencji powstania albumu. No cóż, nie popiszę sie i tym razem zdolnosciami pisarskimi (a może ich po prostu nie mam i tak się sprytnie zaslaniam). Znowu pozwolę Brianowi powiedzieć samemu, co też mu się przytrafiło:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Pomysł pojawił się, gdy byłem na pięknym lotnisku w Kolonii, które jest naprawdę wspaniałym budynkiem. Pewnego niedzielnego poranka to miejsce było pięknie oświetlone, wszystko było piękne. Z wyjątkiem odtwarzanej muzyki, która była okropna. Wtedy przyszło mi do głowy, że coś tu jest nie tak, skoro ludzie zupełnie nie myślą o muzyce w takich sytuacjach. Wydaje się miliony funtów na architekturę, właściwie na wszystko, ale z wyjątkiem muzyki. Muzyka sprowadza się do tego, że ktoś przynosi taśmę ze swoimi ulubionymi kawałkami z tygodnia, puszcza ją, a całe lotnisko jest wypełnione tym dźwiękiem. Wtedy to pomyślałem, że pisanie muzyki dla przestrzeni publicznych mogłoby być interesujące. [...]&lt;br /&gt;Uważałem wtedy, że wszystko, co związane z lataniem jest jakąś formą oszustwa. Kiedy wchodzisz na lotnisko lub do samolotu zawsze usłyszysz jakieś radosne melodie. Jakby chciano ci powiedzieć: nie zginiesz, nie będzie żadnej katastrofy, nie masz się czym przejmować. Pomyślałem, że to kompletnie złe podejście. Pomyślałem, że znacznie lepiej byłoby słyszeć muzykę, która mówi: cóż, jeśli nawet zginiesz, to nie ma to aż takiego znaczenia. [...] Zamiast trywializować całą sprawę, chciałem podejść do tego poważnie. [...]"&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle czytania, a dalej nie wiadomo, co jest na tej płycie, prawda? Otóż może niektórych rozczaruję: nie dzieje sie niemal nic. Ale to "nic" jest błogosławieństwem. Ta płyta jest masakrycznie minmalistyczna. nie tak minimalistyczna jak dajmy na to Steve Reich (ktory mógł przez godzinę powtarzać tę sama melodię, ale za każdym razem inaczej i bogato ją aranżując). Eno rzuca na tacę zalediwe kilka dźwięków. Po kolei: "1/1" - pianino (autostwa Roberta Wyatta ;) ) i syntetyzator. Spokojna, delikatna muzyka z ciepła melodią. Mimo, że dzisiaj pogoda nie dopisywała, gdy słuchałem tych dźwięków przed oczami miałem słoneczny dzień. "2/1" - tylko głos, jakieś westchnięcia, może baardzo ascetyczna forma chóru. "1/2" - łączy oba poprzrednie kawałki (głos + pianino). Bardzo smutna melodia wprowadza w stan melancholii i refleksji. "2/2" - tylko syntetyzator, nieco podniosła melodia (może nawet fanfary, ale w bardzo delikatnym wydaniu). Wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To bardzo naturalna muzyka. Nic jej nie spieszy. Niczym nie jest ograniczona. W swoich czasach musiała być zaiste oksymoronem. W czasach rewulucji punk i industrial, w tym przemysłowym świecie odsyła do natury. Daje ukojenie zmęczonym nerwom. Pozwala odkryć prawdziwe piękno - nie to narzucające się, tylko zwykłe, codzienne. Uczy zachwytu nad drobiazgami. Pobudza do refleksji. Stawia pytania na temat sensu życia. Wreszcie zwyczajnie wprowadza w dobry nastrój i umila czas. Bardzo dużo jak na jedna płytę, nieprawdaż?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-8416531466797969291?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/8416531466797969291/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/10/brian-eno-music-for-airports.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8416531466797969291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8416531466797969291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/10/brian-eno-music-for-airports.html' title='Brian Eno &quot;Music for Airports&quot;'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1295587084961913967</id><published>2009-10-01T00:21:00.001+02:00</published><updated>2009-10-01T00:21:58.967+02:00</updated><title type='text'>!!!!</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;DO WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH!&lt;br /&gt;WRACAMY!&lt;br /&gt;PEWNIE NA CHWILĘ!&lt;br /&gt;ALE KOGO TO INTERESUJE?&lt;br /&gt;ELEONORA.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1295587084961913967?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1295587084961913967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/10/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1295587084961913967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1295587084961913967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/10/blog-post.html' title='!!!!'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-622929045795191531</id><published>2009-08-10T10:21:00.009+02:00</published><updated>2009-08-14T09:22:38.557+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hoochie Coochie Men'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nie-czytajcie-tego-Ass-znowu-napisał-o-bluesie'/><title type='text'>I znowu będzie o bluesie.</title><content type='html'>&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.thehighwaystar.com/news/wp-content/uploads/2007/08/front.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 449px; height: 447px;" src="http://www.thehighwaystar.com/news/wp-content/uploads/2007/08/front.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;W bluesie zasadniczo to jest tak, że kilku zbieraczy bawełny napisało kiedyś kilka piosenek, o tym, że ciężko, że kobieta nie kocha, bije i się puszcza; że słońce za mocno świeci, a whisky rozcieńczają za dużą ilością wody; że to wszystko jest tak nie do zniesienia, że ohmylordsweetjesus; że czas podążać za starą dobrą tradycją, spakować bety i ruszyć do Kalifornii, bo tam pieniądze leżą na ulicach. I nawet podobno ktoś je widział.&lt;br /&gt;Potem ci, którzy napisali te piosenki, umarli i pałeczkę przejęło nowe pokolenie, które nagrało wspomniane piosenki jeszcze raz, ale już z jakby mniejszym przekonaniem. Potem zaczął się bluesowy lans i wszystkie poważne zespoły grały bluesowe szlagiery w swoich wersjach, że już nie będę wytykał teraz palcem i krzyczał: „Led Zeppelin!”.&lt;br /&gt;Nie muszę chyba dodawać, że szlagiery od stu lat pozostały te same?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Historia bluesa to jedno wielkie pasmo coverów. Na ogół nijakich lub mało odkrywczych, bądźmy tu szczerzy. Z tego wszystkiego wyłania się kilku utalentowanych białych muzyków, którzy potrafią (bądź potrafili – tu warto wspomnieć chociażby niepoprawnego szpanera Stevego Raya Vaughana) zagrać dobrą solówkę i z dwuminutowego utworku o niespełnionej miłości umieją uczynić półgodzinny koncert gitarowy. Co jest przyjemne, ale jednak szybko się nudzi, nawet pomimo tytanicznych wysiłków Erica Claptona, który co roku poddaje recyclingowi kolejnego starego Murzyna i jego przemyślenia na temat kobiety, która nie kocha, bije i się puszcza.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;I po tym przydługim wstępie przechodzimy do Hoochie Coochie Men.&lt;br /&gt;Ich trzypłytową koncertówkę kupiłem w ciemno, nie znając ani jednego kawałka – skusiła mnie setlista (same standardy, które lubimy), klimaciarska okładka, stylowa bluesowa nazwa i nazwisko Jona Lorda na okładce. I tu zaczyna się najlepsze.&lt;br /&gt;Są to covery, tak. W końcu to blues. Różnica polega jednak na tym, że są to utwory przearanżowane tak, by zrobić miejsce organom. Wnosi to dużo świeżego powietrza w te biedne piosenki, maltretowane na to samo kopyto od czasem nawet 80 lat i sprawia wrażenie, jakby słuchało się czegoś zupełnie nowego – a jednocześnie działa tu stara zasada „znam i lubię”. Nie będę oszukiwać – gitarzysta jako solista jest cienki i jeśli czasem zagra solówkę, to tylko z grzeczności względem oryginalnej wersji, a i to bez przekonania. Basista nie wyróżnia się jakoś szczególnie, aczkolwiek nie można mu nic zarzucić. Pan od harmonijki jest bezbłędny i każdego poranka zazdroszczę mu wyczucia chwili. Lord zaś jest fenomenalny, zjawiskowy, natchniony, zachwycający, klimatyczny, eklektyczny, stary i wyciskający dech z piersi. (*) Kiedy czasem uderza brzmieniem zarezerwowanym normalnie dla jego macierzystej formacji, wielkie, spasione ciary wędrują wzdłuż kręgosłupa. Niechaj dana będzie próbka:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/tY8i95544Tk&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Chłopakom też się ten koncert spodobał, bo nagrali potem płytę studyjną. Z gościnnym udziałem niejakiego Iana Gillana (śpiewa tam lepiej, niż na polskim koncercie Deep Purple we Wrocławiu, słowo). Z rozmachu skowerowali nawet stonesowe Heart of Stone, dodając mu całkiem miłego pazura. I muszę przyznać, że nieźle im ta płyta wyszła – autorskie kompozycje dają radę, organy znowu z przodu, gitarzysta musiał kupić kilka DVD z nauką gry, bo potrafi już mnie miło zaskoczyć, wokal zadziorny (i to nie tylko tam, gdzie śpiewa Gillan). Jest parę mniej udanych kawałków, jasne, aczkolwiek wrażenia jak najbardziej pozytywne.&lt;br /&gt;Serio, posłuchajcie se.&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;(*) Tu ciekawostka, dotycząca sformowania zespołu. Lord miał zagrać w Australii koncert w ramach jakichś wariacji na temat muzyki klasycznej, niestety – uszkodził sobie palec. Nie chciał jednak zawieść słuchaczy, więc pomyślał (zupełnie słusznie): „w takim razie pogram trochę bluesowych kawałków, wszyscy to lubią, a poza tym co to za filozofia właściwie? Zrobię to, grając tylko moim uszkodzonym palcem, a drugą ręką jednocześnie rozwalę ostatni level w Zumie”. I jak pomyślał, tak uczynił – zebrał kilku znajomych z podrzędnego australijskiego bluesowego coverbandu i zrobił z nich muzyków w jeden wieczór (poza gitarzystą, fakt).&lt;br /&gt;Dowodząc przy okazji, że bluesa można grać nawet bez ręki. Ostatniego levelu w Zumie jednak nie przeszedł, bo okazało się, że nikt tego nie umie zrobić.&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-622929045795191531?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/622929045795191531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/08/i-znowu-bedzie-o-bluesie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/622929045795191531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/622929045795191531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/08/i-znowu-bedzie-o-bluesie.html' title='I znowu będzie o bluesie.'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-6072150751365894748</id><published>2009-07-22T23:51:00.001+02:00</published><updated>2009-07-22T23:53:06.371+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jesień'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='skutery'/><title type='text'></title><content type='html'>Lepsze od oryginałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/NN75im_us4k&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;color1=0xcc2550&amp;color2=0xe87a9f"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/NN75im_us4k&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;color1=0xcc2550&amp;color2=0xe87a9f" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Co, prawdę mówiąc, nie wydaje się szczególnym osiągnięciem).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-6072150751365894748?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/6072150751365894748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/07/lepsze-od-oryginaow.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6072150751365894748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6072150751365894748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/07/lepsze-od-oryginaow.html' title=''/><author><name>Mówi do Siebie na Głos i Bije Się w Głowę Rękawicą</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07992234786088442475</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-7646281644192830154</id><published>2009-06-26T12:28:00.001+02:00</published><updated>2009-06-26T12:31:12.603+02:00</updated><title type='text'>Wychodząc naprzeciw potrzebom społeczeństwa...</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.mediabistro.com/agencyspy/original/Michael_jackson_bad_cd_cover_1987_cdda.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 340px; height: 340px;" src="http://www.mediabistro.com/agencyspy/original/Michael_jackson_bad_cd_cover_1987_cdda.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;DOPISUJCIE MIASTA!&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;[*] &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Blachownia. Hehe, rotfl, to przecież nie miasto.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-7646281644192830154?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/7646281644192830154/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/06/wychodzac-naprzeciw-potrzebom.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7646281644192830154'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7646281644192830154'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/06/wychodzac-naprzeciw-potrzebom.html' title='Wychodząc naprzeciw potrzebom społeczeństwa...'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-825878435658052896</id><published>2009-05-11T09:30:00.006+02:00</published><updated>2009-05-11T09:47:08.705+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Budgie'/><title type='text'>Wielka Teoria Lesbijskiego Hard Rocka.</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Wq91zQyc2yg/R4U0WweIAOI/AAAAAAAAAVU/IOLxAaqFjjI/s400/bgn.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Wq91zQyc2yg/R4U0WweIAOI/AAAAAAAAAVU/IOLxAaqFjjI/s400/bgn.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Jakiś miesiąc temu, kiedy na dobre wgryzałem się w tę (Never Turn Your Back on a Friend) płytę podczas podróży pociągiem relacji Częstochowa-Sosnowiec, ułożyłem sobie w głowie recenzję. Była to zgrabna recenzja, miała jednakże pewien istotny mankament w postaci błędnego Głównego Założenia, które zaś było takie, że oto wreszcie mamy poważny zespół hardrockowy z kobietą na wokalu. W moim chorym umyśle zaczęły kształtować się porównania z Grace Slick z Jefferson Airplane, w pewnym miejscu usłyszałem nawet duet wokalny (*), słowem: szaleństwo.&lt;br /&gt;No niestety. Google po powrocie powiedziały, że wokalistka nazywa się Burke i jest mężczyzną.&lt;br /&gt;Wielka Teoria Lesbijskiego Hard Rocka upadła.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powinienem teraz napisać, że Budgie to taki fenomen, że lubią ich w Walii, w Anglii ktoś tam o nich podobno słyszał, w Stanach mają czterech fanów, a w Polsce są kultowi i nikt nie wie, jak to się stało (**). To i napisałem. Dodam jeszcze, że w roku bieżącym zespół dał bodaj dwanaście koncertów, z czego jedenaście u nas. Toteż sami rozumiecie, lubienie Budgie to patriotyczny obowiązek. Nie zapomnijcie ułożyć wielkiej flagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejdźmy jednak do rzeczy ważniejszych: atuty grupy.&lt;br /&gt;Pierwszym, znanym już nam skądinąd (wstęp), jest wokalista o nietypowym głosie. Do zaakceptowania jego, nazwijmy to, umiejętności wokalnych wiedzie droga przez trzy odsłuchania albumu. Większy problem jest z jego aparycją, dlatego sugeruję osobom wrażliwym nieoglądanie zdjęć, które z całą brutalnością ujawniają, że pan Burke czas między nagrywaniem albumów i koncertowaniem umilał sobie chodzeniem do szkoły, w której koledzy z klasy bili go drewnianą ekierką i tłukli mu okulary na parapecie w kiblu. Powiedzmy dyplomatycznie, że widzieliście bardziej rock’n’rollowe postacie.&lt;br /&gt;Drugim jest bas. Odpowiada za niego ten sam pan, co za wokal. I o ile jako wokalista wzbudza mieszane uczucia, o tyle jako instrumentalista sprawdza się znakomicie. Linie basu są wyraziste, wybijające się i naprawdę interesujące. Sam łapię się na tym, że częściej wsłuchuję się w nie, niż w partie gitary. Która również jest warta uwagi, o czym za chwilę.&lt;br /&gt;A właściwie już.&lt;br /&gt;Atut trzeci, czyli gitara. W „Baby Please Don’t Go” wywołuje przyjemne skojarzenia z DVD Led Zeppelin, częścią z Royal Albert Hall, by być precyzyjnym. W „Parents” pozornie leniwe, przejmujące zagrywki brzmią jak wyjęte z „Phoenixa” Wishbone Ash. Riffy są niesamowicie chwytliwe, niezależnie od tego czy pędzą na złamianie karku, jak w „Breadfan”, czy majestatycznie suną, jak w „You’re The Biggest Thing Since Powdered Milk” (***). Melodie akustyczne też dają radę i słucha się tego z przyjemnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wady Never Turn Your Back on a Friend?&lt;br /&gt;Jedna niewybaczalna. Perkusyjny wstęp do “You’re The…”. Perkusista ewidentnie poczuł się skrzywdzony, że poprzednia piosenka była całkowicie akustyczna i nie mógł sobie pobębnić, dlatego postanowił wysmażyć Najbardziej Gówniarskie Perkusyjne Solo W Historii Muzyki. Które rozwala, nawiasem mówiąc, nie tylko świetną piosenkę, ale i właściwie całą płytę (bo wypada toto mniej więcej w połowie albumu).&lt;br /&gt;Jedna drobna. Obrobinę zbyt ogniskowe i z odrobinę przydługim refrenem (niezły wyczyn, jak na dwuipółminutowy kawałek) „Riding My Nightmare”. Da się to polubić, czepiam się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reasumując, przestańcie słuchać Breadfan w wersji Metalliki, która nie ma jaj (Metallica czy wersja?) i zapoznajcie się z pierwowzorem, by potem, tak jak Ass, umieścić tę płytę w swoim top 10. Byłbym zapomniał, bez skrupułów mogę wystawić mocne 9 i tym samym jeszcze bardziej wywindować średnią moich ocen. &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;[A wszystko to z dedykacją dla Siły Dopingującej Assa Do Roboty.] &lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt; &lt;br /&gt;A, jeszcze: słuchać w słuchawkach.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;(*) W „You’re the Biggest Thing”, myślałem, że część od „What kind of a woman” śpiewa kto inny. Tym razem facet. Sami rozumiecie, nie od dziś król jest nagi, a Ass głóhy.&lt;br /&gt;(**) Prywatnie podejrzewałbym Kaczkowskiego.&lt;br /&gt;(***) Tak, tytuły piosenek to jedna z ich wad. Zaraz po nierokendrolowym wokaliście, ohydnych okładkach płyt i po tym, że nabrali mnie z tą wokalistką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-825878435658052896?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/825878435658052896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/05/wielka-teoria-lesbijskiego-hard-rocka.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/825878435658052896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/825878435658052896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/05/wielka-teoria-lesbijskiego-hard-rocka.html' title='Wielka Teoria Lesbijskiego Hard Rocka.'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Wq91zQyc2yg/R4U0WweIAOI/AAAAAAAAAVU/IOLxAaqFjjI/s72-c/bgn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1237396009530394902</id><published>2009-04-16T18:49:00.004+02:00</published><updated>2009-04-16T19:29:56.430+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Lennon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>Walls And Bridges (1974)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://webpages.charter.net/tomjbr/Beatles/John/WallsAndBridges2_CDcover.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 300px;" src="http://webpages.charter.net/tomjbr/Beatles/John/WallsAndBridges2_CDcover.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;"You have to be! (Laughs) You might get shot!" - John Lennon&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę się uczyć, ale zwyczajnie mi się nie chce, więc odświeżę trochę trupa zwanego powszechnie Kabaragejem innym trupem, który, nie bardzo nawet wiadomo jak, stał się swoistym Jezusem Chrystusem rock 'n' rolla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyta Walls And Bridges jest powrotem Lennona na łono hipisowskiego stylu życia. W roku 1973 John Lennon i Yoko Ono doszli do wniosku, że muszą od siebie odpocząć i sprawdzić swoją miłość. Sam zainteresowany miał nazwać tę rozłąkę "lost weekend" z której korzystał w pełni. Pukał May Pang, która - nie oszukujmy się, była, jest i będzie ładniejsza od Yoko - chlał litrami drogie alkohole, a w międzyczasie nagrywał płyty, czując się wolny i uwolniony spod pantofla. Dobrze zrobiło to i Johnowi i Yoko, bo ich związek przechodził poważny kryzys. A tak, zrobili sobie bachora o imieniu Sean, który poszedł w ślady ojca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaką płytą jest Walls And Bridges ? To dziwna mieszanka. Znajdziemy na niej piosenki, które bez problemu znalazłyby się na płytach Beatlesów (Ya-Ya, Nobody Loves You (When You're Down And Out), #9 Dream), typowe piosenki Lennonowskie (Going Down on Love, Beef Jerky) ale także nowy, pijacki po trosze duch. Walls And Bridges jest fajnym eksperymentem, który wywindował Lennona na pierwsze miejsce listy billboardu. &lt;br /&gt;W warstwie tekstowej nie ma raczej nic nowego. John opowiada o standardowych dla siebie problemach egzystencjalnych, miłości oraz tęsknocie za Yoko. Czuć jednak, że Lennon rozwija się tutaj, bada rózne style i penetruje różne pokłady samego siebie korzystając z wolności od władczej partnerki.&lt;br /&gt;Nie zabrakło też standardowych 'dissów' w stronę byłych kolegów z zespołu The Beatles. Jak na Imagine mogliśmy znaleźć How Do You Sleep, które skierowane było w stronę McCartneya, tak tutaj mamy diss w stronę byłego managera Beatlesów, Allena Kleina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na płycie znajduje się dwóch, interesujących gości. Pierwszy z nich to Elton John, który gra na organach hammonda i śpiewa w Whatever Gets You Thru the Night, który stał się ogromnym hitem roku 1974. Drugi natomiast to, jedenastoletni podówczas, syn Johna, Julian. Nagrał wraz z ojcem kawałek Ya-Ya, który jest starym hitem z dzieciństwa Johna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Walls and Bridges jest pewnym rozliczeniem z samym sobą. Próbą zrozumienia tego, co działo się wokół Lennona w roku 1974. Jest odbiciem jego, ciągle pijanej, świadomości. Jest dużo bardziej drapieżny niż poprzednie albumy, mocniejszy i pewniejszy. Można jednak znaleźć na niej delikatnego Lennona, Lennona lirycznego, lekko zakręconego i nastrojowego (chociażby Bless You, Nobody Loves You).&lt;br /&gt;Jak można było dużo zarzucić Imagine, min. zupełne upolitycznienie, ogólny bełkot i raczej małą spójność, tak Walls and Bridges jest swego rodzaju, przynajmniej dla mnie, opus magnum Lennona. Płytą, która prezentuje całą jego twórczość w pigułce. Płytą, która otworzyła mu oczy i pozwoliła dokonać samoistnego katharsis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: 7/10&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1237396009530394902?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1237396009530394902/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/04/walls-and-bridges-1974.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1237396009530394902'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1237396009530394902'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/04/walls-and-bridges-1974.html' title='Walls And Bridges (1974)'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1496293059479368217</id><published>2009-03-29T20:20:00.040+02:00</published><updated>2009-11-02T17:51:00.169+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* przegląd'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wire'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pere Ubu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chrome'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bauhaus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# kater'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dead Can Dance'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Television'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joy Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pop Group'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Talking Heads'/><title type='text'>Po wszystkim. Post-punk w pigułce.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://kna.swiderczak.com/faw/postpunk.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 700px; height: 496px;" src="http://kna.swiderczak.com/faw/postpunk.png" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="file:///C:/Users/smith/AppData/Local/Temp/moz-screenshot.jpg" alt="" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 12"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 12"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CUsers%5Csmith%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;link rel="themeData" href="file:///C:%5CUsers%5Csmith%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_themedata.thmx"&gt;&lt;link rel="colorSchemeMapping" href="file:///C:%5CUsers%5Csmith%5CAppData%5CLocal%5CTemp%5Cmsohtmlclip1%5C01%5Cclip_colorschememapping.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:trackmoves/&gt;   &lt;w:trackformatting/&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:donotpromoteqf/&gt;   &lt;w:lidthemeother&gt;PL&lt;/w:LidThemeOther&gt;   &lt;w:lidthemeasian&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeAsian&gt;   &lt;w:lidthemecomplexscript&gt;X-NONE&lt;/w:LidThemeComplexScript&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;    &lt;w:splitpgbreakandparamark/&gt;    &lt;w:dontvertaligncellwithsp/&gt;    &lt;w:dontbreakconstrainedforcedtables/&gt;    &lt;w:dontvertalignintxbx/&gt;    &lt;w:word11kerningpairs/&gt;    &lt;w:cachedcolbalance/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;   &lt;m:mathpr&gt;    &lt;m:mathfont val="Cambria Math"&gt;    &lt;m:brkbin val="before"&gt;    &lt;m:brkbinsub val="--"&gt;    &lt;m:smallfrac val="off"&gt;    &lt;m:dispdef/&gt;    &lt;m:lmargin val="0"&gt;    &lt;m:rmargin val="0"&gt;    &lt;m:defjc val="centerGroup"&gt;    &lt;m:wrapindent val="1440"&gt;    &lt;m:intlim val="subSup"&gt;    &lt;m:narylim val="undOvr"&gt;   &lt;/m:mathPr&gt;&lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" defunhidewhenused="true" defsemihidden="true" defqformat="false" defpriority="99" latentstylecount="267"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="0" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Normal"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="heading 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 7"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 8"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="9" qformat="true" name="heading 9"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 7"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 8"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" name="toc 9"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="35" qformat="true" name="caption"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="10" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Title"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="1" name="Default Paragraph Font"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="11" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Subtitle"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="22" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Strong"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="20" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Emphasis"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="59" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Table Grid"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" unhidewhenused="false" name="Placeholder Text"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="1" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="No Spacing"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="60" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Shading"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="61" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light List"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="62" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Grid"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="63" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="64" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="65" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="66" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="67" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="68" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="69" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="70" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Dark List"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="71" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Shading"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="72" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful List"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="73" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Grid"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="60" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Shading Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="61" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light List Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="62" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Grid Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="63" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 1 Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="64" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 2 Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="65" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 1 Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" unhidewhenused="false" name="Revision"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="34" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="List Paragraph"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="29" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Quote"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="30" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Intense Quote"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="66" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 2 Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="67" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 1 Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="68" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 2 Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="69" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 3 Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="70" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Dark List Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="71" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Shading Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="72" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful List Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="73" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Grid Accent 1"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="60" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Shading Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="61" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light List Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="62" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Grid Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="63" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 1 Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="64" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 2 Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="65" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 1 Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="66" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 2 Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="67" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 1 Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="68" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 2 Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="69" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 3 Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="70" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Dark List Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="71" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Shading Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="72" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful List Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="73" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Grid Accent 2"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="60" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Shading Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="61" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light List Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="62" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Grid Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="63" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 1 Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="64" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 2 Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="65" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 1 Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="66" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 2 Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="67" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 1 Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="68" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 2 Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="69" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 3 Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="70" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Dark List Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="71" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Shading Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="72" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful List Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="73" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Grid Accent 3"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="60" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Shading Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="61" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light List Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="62" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Grid Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="63" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 1 Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="64" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 2 Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="65" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 1 Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="66" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 2 Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="67" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 1 Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="68" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 2 Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="69" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 3 Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="70" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Dark List Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="71" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Shading Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="72" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful List Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="73" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Grid Accent 4"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="60" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Shading Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="61" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light List Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="62" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Grid Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="63" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 1 Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="64" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 2 Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="65" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 1 Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="66" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 2 Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="67" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 1 Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="68" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 2 Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="69" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 3 Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="70" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Dark List Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="71" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Shading Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="72" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful List Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="73" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Grid Accent 5"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="60" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Shading Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="61" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light List Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="62" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Light Grid Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="63" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 1 Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="64" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Shading 2 Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="65" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 1 Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="66" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium List 2 Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="67" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 1 Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="68" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 2 Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="69" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Medium Grid 3 Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="70" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Dark List Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="71" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Shading Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="72" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful List Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="73" semihidden="false" unhidewhenused="false" name="Colorful Grid Accent 6"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="19" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Subtle Emphasis"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="21" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Intense Emphasis"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="31" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Subtle Reference"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="32" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Intense Reference"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="33" semihidden="false" unhidewhenused="false" qformat="true" name="Book Title"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="37" name="Bibliography"&gt;   &lt;w:lsdexception locked="false" priority="39" qformat="true" name="TOC Heading"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */  @font-face 	{font-family:"Cambria Math"; 	panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:roman; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:-1610611985 1107304683 0 0 159 0;} @font-face 	{font-family:Calibri; 	panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:swiss; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:-1610611985 1073750139 0 0 159 0;} @font-face 	{font-family:Georgia; 	panose-1:2 4 5 2 5 4 5 2 3 3; 	mso-font-charset:238; 	mso-generic-font-family:roman; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:647 0 0 0 159 0;}  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-unhide:no; 	mso-style-qformat:yes; 	mso-style-parent:""; 	margin-top:0cm; 	margin-right:0cm; 	margin-bottom:10.0pt; 	margin-left:0cm; 	line-height:115%; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:11.0pt; 	font-family:"Calibri","sans-serif"; 	mso-ascii-font-family:Calibri; 	mso-ascii-theme-font:minor-latin; 	mso-fareast-font-family:Calibri; 	mso-fareast-theme-font:minor-latin; 	mso-hansi-font-family:Calibri; 	mso-hansi-theme-font:minor-latin; 	mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; 	mso-bidi-theme-font:minor-bidi; 	mso-fareast-language:EN-US;} .MsoChpDefault 	{mso-style-type:export-only; 	mso-default-props:yes; 	mso-ascii-font-family:Calibri; 	mso-ascii-theme-font:minor-latin; 	mso-fareast-font-family:Calibri; 	mso-fareast-theme-font:minor-latin; 	mso-hansi-font-family:Calibri; 	mso-hansi-theme-font:minor-latin; 	mso-bidi-font-family:"Times New Roman"; 	mso-bidi-theme-font:minor-bidi; 	mso-fareast-language:EN-US;} .MsoPapDefault 	{mso-style-type:export-only; 	margin-bottom:10.0pt; 	line-height:115%;} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-priority:99; 	mso-style-qformat:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin-top:0cm; 	mso-para-margin-right:0cm; 	mso-para-margin-bottom:10.0pt; 	mso-para-margin-left:0cm; 	line-height:115%; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:11.0pt; 	font-family:"Calibri","sans-serif"; 	mso-ascii-font-family:Calibri; 	mso-ascii-theme-font:minor-latin; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-theme-font:minor-fareast; 	mso-hansi-font-family:Calibri; 	mso-hansi-theme-font:minor-latin;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img7.imageshack.us/img7/5620/beznazwy6v.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 107px; height: 2995px;" src="http://img7.imageshack.us/img7/5620/beznazwy6v.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal; font-weight: bold;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;Dzień dobry. To ja, Ass.&lt;br /&gt;Nie mam nic mądrego do powiedzenia na temat, więc w ramach odwiecznej tradycji piszę jako pierwszy, by upewnić przypadkowego czytelnika, że źle trafił.&lt;br /&gt;Jeśli o post-punk chodzi, wpisałem dziś ów termin w google, dodając doń nieposkromiony w swej potędze dezinformacyjnej człon „wiki”. Dostałem garść wyników, poczytałem sobie, któż to właściwie się pod tym wszystkim kryje („O! The Cure i The Birthday Party – znam!(*)” – zakrzyknął radośnie Ass, po czym zamknął długą na dwie setki zespołów listę) i w tej samej chwili zrozumiałem, jak mądrą decyzją było pokazanie wszystkim fakosa i pójście do sąsiedniego pokoju. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;(**)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ale do rzeczy:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Z najwyższą przyjemnością pragnę przedstawić Szerokiej Rzeszy Naszych Fanów (***) kabaragajowy przewodnik po post-punku. Niezależny, jadowity. Kąśliwy, daleki od bałwochwalczych peanów i typowego dla Naszego Blogaska pisania pod dyktando wytwórni płytowych i za ich pieniądze. Panie i Panowie! Jeśli dotrwaliście do tego miejsca i przeczytaliście wszystkie przypisy, oznacza to tylko jedno: jesteście gotowi!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[uderza potężnie G otwierające „Love Will Tear Us Apart” i zaczyna się]&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;     &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;&lt;b&gt;BeBe:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Joy Division&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Jak naprawdziwych punkowców przystało, wzięli sobie pierwotną nazwę od pewnego demoluda w centrum Europy, który szczycił się w latach 75-76 regresem gospodarczym, rządami Gierka (chcesz cukierka, idź do Gierka) i generalnym syfem. Taki też miał być ten zespół. Niby punk (po koncercie Sex Pistols to nawet kater doszedłby do wniosku – tak to i ja potrafię) ale jednak coś więcej. Historia chciała trochę inaczej, ale historia zawsze płata figle.&lt;br /&gt;Mnie z Joy Division zapoznał smith. Początkowo zastanawiałem się, kto do kurwy nędzy pozwolił, żeby na oficjalnym, studyjnym nagraniu był taki fałsz (a był to utwór Transmission). Jednak coś chwyciło. Jakiś bakcyl, bo ja wiem co to było? W zasadzie dobija mnie tylko fakt wisielcowatości i jak ostatnio zauważył mój muzyczny mentor – popartowości Curtisa.&lt;br /&gt;Czym dla muzyki post-punkowej jest Joy Division? Dla mnie to taki zespół flagowy, odpowiednik Black Sabbath, coś co zapoczątkowało, rozwinęło i tchnęło odrobinę poetyckości w cały ruch post-punkowy. Trudno zamknąć ich w czterech czy pięciu słowach. Joy Division jako zjawisko jest dziwne. Chłopaki zabłysnęli efektownie jasnym blaskiem i szybko zniknęli pozostawiając sobie raptem dwie, genialne płyty. Przekształcając się w New Order też zrobili kawał dobrej roboty. No i początkowo też grali post-punk.&lt;i&gt;&lt;span style="color: rgb(204, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;/blockquote&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;Bauhaus&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Tak zwany żart muzyczny.&lt;br /&gt;(Niemcy, Weimar, rok 1934. Męska szatnia szkoły Bauhaus)&lt;br /&gt;Popiół:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Oddawaj tę szminkę! I zostaw lakier.&lt;br /&gt;Merfi: Ferkelbucht! Ty żydowska świnio!&lt;br /&gt;Popiół: Ciszej, Obersturmbannfuhrer Gothic nas usłyszy!&lt;br /&gt;Merfi: To dobrze, przestaniemy się ukrywać. Mam już tego serdecznie dość.&lt;br /&gt;Popiół: Weź tę trąbkę trochę wyżej! Wyeksponuj jądra! Nudzę się już powoli w tym Flat fieldzie. A do tego Ona wcale nie chce dać się pociąć na części.&lt;br /&gt;Merfi: Jajka mi marzną, mógłbyś szybciej. Daj więcej lakieru!&lt;br /&gt;Obersturmbannfuhrer: Tutaj jesteście, gejowskie zboczeńce! Ja wam dam! Fuhrer zamknie tę szkołę!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;Raziel:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Chrome&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Określić muzykę, jaka grali Chrome jest stosunkowo łatwo – wystarczy wymienić jednym tchem Hendrixa, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Black Sabbath, Fausta, Neu!, Residents i Throbbing Gristle. Fajna mieszanka, prawda? Zespół niesamowicie wyprzedził swoją epokę. Wokalista śpiewał przesterowanym głosem, wokół latały sample, perkusja wystukiwała czasem taneczny rytm a w tle coś grało psycho&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;delicznie. Można dodać industrialny zgiełk jako wisienkę na torcie. Całość utrzymano w klimacie science-fiction. Efekt jest piorunujący – każdy utwór jest falą uderzeniową monstrualnych rozmiarów. Silne uzależnienie od narkotyków twórców i choroba psychiczna lidera (twierdził on przykładowo, ze widział UFO) pomogły uzyskać odpowiedni poziom psychozy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;The Pop Group&lt;/b&gt; (przewrotnie się nazwali – pop to chyba ostatnie określenie, jakie do nich pasuje) dali się poznać światu jako jedna z najbardziej artystycznych grup wywodzących się z nurtu punk. Dodali „od siebie” nieco funka, free-jazzu i reggae (a dokładniej dubu). Prowokacyjne polityczne teksty wypełniły lukę jaka została po Sex Pistols&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; (choćby ich hasło „We Are All Prostitutes”). Utwory były bogato zaaranżowane (pojawiają się tak nietypowe na tego typu muzykę instrumenty jak saksofon i pianino). Wokalista wrzeszczy, szepcze, śpiewa na zmianę, z pasją jakby od tego zależało jego życie. Niezwykle trudna, złożona była to muzyka, ale „Y” pozostaje jednym z najciekawszych dzieł epoki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pere Ubu&lt;/b&gt; poczynili niemała rewolucję swoim debiutanckim albumem. Ich muzyka miała w sobie energię i bojowniczego ducha punk, ale nie była nim. Avant-garage (jak określił to lider Ubu David Thomas) polegał na umiejętnym wykorzystaniu patentów rocka garażowego i awangardy (szczególnie elektronicznej). Skomplikowane, ale jednak piosenkowe utwory mieściły w sobie apokalipsę tzw. „blank generation” i swoistą pogodę ducha. Pere Ubu było głosem post-industrialnego społeczeństwa, jego lęków i problemów (samotność w wielkim mieście – „Sentimental Journey”). A wszystkie nietypowe odgłosy takie jak tłuczenie szkła oraz hałaśliwe brzmienie syntetyzatora otworzyły drzwi rockowi industrialnemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wire &lt;i&gt;(Pink Flag)&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; jest grupą nieco niedocenioną i zapomnianą. Za ambitna dlamiłośników Sex Pistols, zbyt zawadiacka dla tych od Television. „Pink Flag” doskonale to ilustruje: jest zawieszona pomiędzy surowym, rozkrzyczanym punkiem a surowymi klimatami w stylu Joy Division. Utworów jest wiele, bo aż 21 i są raczej krótkie. Czasami intensywne i buntownicze, innym razem wolniejsze i bardziej melodyjne. Do tego dochodzi pierwszy punkowy utwór instrumentalny i niepokojąca, złowieszcza kompozycja tytułowa. I oczywiście klasyczna okładka, rozbrajająca swoją prostotą – maszt z zawieszoną … różową flagą na tle błękitnego nieba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b&gt;kater:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dead Can Dance&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Właściwie zespół ten (czy też duo) ma tyle wspólnego z post punkiem, co nasz brzydki krasnal ogrodowy z bluesem. No ok - debiut (wiecie, to ta płyta z takim pingwinem, czy co to tam jest) brzmi trochę jak Joy Division z prawdziwymi wokalistami, zamiast Curtisa. Surowo, tajemniczo i przygnębiająco. Szczęśliwie Lisa i Brendan nie ograniczyli się do tej stylistyki (no bo w końcu ile można?) i w dalszej twórczości czerpali z szeroko pojętej - jak sama nazwa wskazuje - muzyki świata, popełniając takie arcydzieła jak monumentalne, gotyckie Within The Realm Of A Dying Sun (1987), do którego to kater się modli z nabożeństwem; czy też bardziej subtelne, orientalne Serpent's Egg (1988) z niesamowitą wokalizą Lisy w The Host Of Seraphim (tego się nie słucha, to się przeżywa). Ostatnia płyta (Spiritchaser, wydana w 1996) inspirowana była dla odmiany muzyką afrykańską. Pomimo tak dużego rozrzutu stylistycznego jedno się w ich twórczości nie zmieniło - szczerość i prostota przekazu. Czyli w sumie to, o co chodziło w post punku.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;ASSOWE PRZYPISY:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(*) dobra, kłamałem. Znałem jeszcze pięć innych (jeśli brać „Siekiera” i „U2 (early)” za poważne wyniki), ale tak jakoś brzmiało lepiej, zwłaszcza, że udowadniamy tu moją ignorancję.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(**) chwilowo spojler. Chyba.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(***) tak, piszę ten wstęp tylko dlatego, żebym też miał jakieś zajęcie i nie płakał w poduszkę, podczas gdy reszcie Autorów nagie fanki będą podawać do ust winogrona i błagać o najlżejszy choć dotyk, a kompletnie ubrani fani będą snuć się naokoło, zastanawiając się „Ej, serio: co my tu właściwie, kurwa, robimy?”, po czym zgodnie pójdą na browar do sąsiedniego lokalu, pokazując wszystkim fakosa. (****)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(****) A to już z kolei nie spojler. Najprawdopodobniej.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(*****) Wiem, że przypisy czyta się niewygodnie, a poza tym gwiazdki w tamtym miejscu rozbiły by dramatyzm, więc po prostu: daj Boże, żeby to było G. Jesteś mądry, Czytelniku, wiesz, gdzie sobie to wstawić. Nie, nie tam.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Smith przypis:Tłumaczenie( autorstwa T.Beksińskiego) fragmentu utworu Love Will Tear Us Apart oryginalnie:&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;there's a taste in my mouth, as desperation takes hold.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;just that something so good just can't function no more.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 0.0001pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;" &gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1496293059479368217?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1496293059479368217/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/niezalezny-kabaragajowy-przewodnik-po.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1496293059479368217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1496293059479368217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/niezalezny-kabaragajowy-przewodnik-po.html' title='Po wszystkim. Post-punk w pigułce.'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-5763638538815809796</id><published>2009-03-28T15:42:00.007+01:00</published><updated>2009-03-29T20:43:05.121+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* przegląd'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><title type='text'>Mała Apokalipsa</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Brzydka pogoda za oknem, nadmiar alkoholu, mysli samobójcze, problemy egzystencjalne. Powody są różne, ale efekt jest ten sam. Uwaga – najpoważniejszy tekst na Kabaragaju. Raziel radzi, czego nie słuchać przy złym nastroju. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Joy Division - Closer&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 301px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_ko9KYHDjcnE/RguUsP7Gw-I/AAAAAAAAAS4/zMOkudIskcc/s320/joy.jpg" alt="" border="0" /&gt;Joy Division narodzili się z emocjonalnej pustki jaka cechowała późne lata siedemdziesiąte. Ich utwory to studium młodzieńczego niepokoju, pamiętnik lęków tamtego pokolenia. Surowy, zbudowany głównie na plemiennym niemalże rytmie i basie post punk zabarwiony był gotyckim syntetyzatorem i hałasującą gitarą.  Dymiące fabryki, przemysłowe miasto – to można zobaczyć słuchając ich płyt. A nade wszystko zmęczony głos Curtisa. Jego teksty przepełnione były poczuciem beznadziei, wyrażały czystą niemoc i brak kontroli nad życiem czy wręcz samym sobą. Ich autentyczność została niezbicie potwierdzona – koniec końców Ian odebrał sobie życie.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;The Cure – Pornography&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;„Jeśli wszyscy umrzemy, to nie będzie miało znaczenia” – tak zaczyna się&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 300px; height: 300px;" src="http://the217.com/site_media/images/2007/10/media-1192687512-6113.jpg" alt="" border="0" /&gt; być może najbardziej ponura płyta w historii muzyki. Gotyckie zapędy The Cure osiągnęły apogeum – Robert Smith dosłownie smaży się we własnym piekle. Na „Pornography” nie ma choćby jednego radosnego dźwięku. Tematem jest niemal wyłącznie śmierć. Na szczególną uwagę zasługuje wieńczący płytę utwór tytułowy, wypełniony tajemniczymi odgłosami, powoli narastającym napięciem i motywem zabójstwa pod prysznicem. Mało jest tak sugestywnych rzeczy. Na szczęście Smith nie podzielił losu Curtisa i wkrótce przeszedł na Jasną Stronę Mocy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Coil – Horse Rotorvator&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 280px; height: 279px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_c43FE1y8uXo/RgWsJZ6VoQI/AAAAAAAAAgQ/A7KZm5K79WE/s320/Horse+Rotorvator.jpg" alt="" border="0" /&gt;Lata osiemdziesiąte nie były łatwym okresem dla homoseksualistów choćby z powodu pojawienia się epidemii AIDS. Nic dziwnego, że dla duetu Coil nie był to łatwy okres – ich przyjaciele ginęli jeden za drugim, o swoje życie też mogli się obawiać. Głownym tematem „Horse Rotorvator” jest więc miłość i śmierć, jako zjawiska nierozerwalne i dopełniające się. Fala patologii i zwątpienia wylewa się z gotyckich i industrialnych nut albumu. Bóg jest określany jako sadysta, zabawiający się ludzkim życiem. Do tego rozdzierająca wersja Cohenowskiego „Who By Fire” i pogrzebowy „First Five Minutes After Death”. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Suicide – Suicide&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Nie polecam słuchać tej płyty przy złym nastroju, zdecydowanie. Już sam&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 299px; height: 300px;" src="http://images.amazon.com/images/P/B000040OBS.01.LZZZZZZZ.jpg" alt="" border="0" /&gt; tytuł i okładka mówią za siebie. Suicide byli jednym z najważniejszych grup lat osiemdziesiątych, choć paradoksalnie płyta powstała w ’77. Ale nie to jest teraz ważne. Duet przedstawił ponurą wizję Ameryki – już nie „american dream”, a raczej „american nightmare”. Emocjonalna pustka, alienacja, strach, niepewność jutra, groźba zagłady nuklearnej – wszystko namalowane gorączkowym rytmem rockabilly i lodowatym syntetyzatorem. I „Frankie Teardrop”, złowroga podróż przez osobiste piekło bohatera okraszona prawdopodobnie najbardziej przerażającym krzykiem w historii muzyki. Tego trzeba posłuchać, żeby zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Skinny Puppy – Mind: The Perpetual Intercouse&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 280px; height: 280px;" src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51ZLnMBfEnL._SL500_AA280_.jpg" alt="" border="0" /&gt;Skinny Puppy poszli podobną drogą co Suicide, tyle że zrobili to około 10 lat później. Lodowata, pokrętna i eksperymentalna elektronika umożliwiła stworzenie wyjątkowo dusznej i mrocznej atmosfery przy której włos się jeży na głowie. Skinny Puppy dokonali egzorcyzmów na społecznych lękach: globalna apokalipsa, religia, ekonomia, dostęp do broni, narkotyki i wojna. Każdy temat został przedstawiony bardzo osobiście i z punktu widzenia osoby nie do końca zdrowej psychicznie.  Ważne było dźwiękowe tło, sample z różnych źródeł (od filmów porno, poprzez horrory, na króliku Bugsie skończywszy) i piękne, smutne gotyckie melodie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;em&gt;Red House Painters – Down Colorful Hill&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Niezwykle smutna to płyta. Nie jest złowieszcza, raczej kontempluje smutek&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 300px; height: 264px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_nsCT3EFoxK8/SUl97IPxPPI/AAAAAAAAA-w/JAdXA3gGaLw/s320/Red+house+painters+-+Down+colorful+hill-1992.jpg" alt="" border="0" /&gt; i depresje jako taką. Dość długie, spokojnie rozwijające się akustyczne utwory wywołują emocjonalne cierpienie. Czysty głos Kozelka nazywa po imieniu młodzieńcze lęki, jest powiernikiem złamanych serc, idolem samotników i tych, którym nie udało się w życiu. Sam fakt, że cierpienie bywa piękne zdaje się usprawiedliwiać to, że słuchanie tej płyty daje dziwne uczucie ukojenia. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Lisa Germano – Geek The Girl&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 300px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/3/38/Geekthegirl.jpg" alt="" border="0" /&gt;No i wreszcie kobieta. Są one generalnie wrażliwsze, a przynajmniej wrażliwe nieco inaczej. „Geek The Girl” rozprawia się z damskimi demonami i lękami. Kobiety odrzucane, samotne i napastowane. Te którym nie jest łatwo w życiu mogą zobaczyć siebie w tekstach. A muzycznie – zwykle przejmująco i pięknie. Czasami jest głośno i rockowo. Innym razem do głosu dochodzą skrzypce. Lekko rozstrojone wywołują uczucie ściskania w gardle.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Maurizio Bianchi – Symphony For The Genocide&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Noise też potrafi być emocjonalny. Zwłaszcza jeśli dotyka tak globalnej &lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 318px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_cxtMb0Q5nEA/RvIE6lRhERI/AAAAAAAAATM/WSIwQECMTxw/s320/M.B.%2B-%2BSymphony%2BFor%2BA%2BGenocide%2B-%2Bfront.jpeg" alt="" border="0" /&gt; tragedii jaka był holokaust. „Symphony For The Genocide” jest pomnikiem wystawionym milionom ofiar – duża odpowiedzialność spoczęła na twórcy nagrania. W kilku utworach, z których każdy poświęcony jest jednemu obozowi można usłyszeć strach i obojętność. Powtarzane do znudzenia krótkie elektroniczne motywy dokumentują mozolną i wyniszczającą pracę, a dźwiękowy hałas przedstawia obraz zagłady, brudu i gryzący zapach śmierci. Wstrząsające.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli po przesłuchaniu którejkolwiek z tych pozycji będziecie żałować, pamiętajcie – ostrzegałem! ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-5763638538815809796?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/5763638538815809796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/maa-apokalipsa.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/5763638538815809796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/5763638538815809796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/maa-apokalipsa.html' title='Mała Apokalipsa'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ko9KYHDjcnE/RguUsP7Gw-I/AAAAAAAAAS4/zMOkudIskcc/s72-c/joy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-8575494174345711893</id><published>2009-03-12T18:05:00.009+01:00</published><updated>2009-03-13T15:55:41.215+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vágtázó Halottkémek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* autodiss'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Robert Wyatt'/><title type='text'>Kreator Etykiet Muzycznych.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:180%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;NIEZBĘDNE UTENSYLIA:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;1. Płyta Nieznanego Nikomu Zespołu.&lt;br /&gt;2. Standardowa, sześciościenna kość do gry (kolor dowolny).&lt;br /&gt;3. Kartka papieru, rozmiar standardowy. Bez preferencji odnośnie linii, kratki bądź braku wyżej wymienionych.&lt;br /&gt;4. Przyrząd notujący (kolor dowolny).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;INSTRUKCJA:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;1. Przesłuchaj płytę Nieznanego Nikomu Zespołu [krok opcjonalny]. &lt;br /&gt;2. Wykonaj kolejno dwa, cztery lub pięć rzutów kością (ilość zależy od stopnia muzycznego zaawansowania, jaki chcesz upozorować):&lt;br /&gt;  a) 2 rzuty: AMATOR [nieformalna, nienagrywana rozmowa z przyjacielem].&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;  b) 4 rzuty: CZŁOWIEK, CO Z NIEJEDNEGO PIECA CHLEB JADŁ [Forum Kabaragaja, poziom człowieka, co z niejednego pieca chleb jadł].&lt;br /&gt;  c) 5 rzutów: KOT GRO [Forum Kabaragaja, poziom kota Gro].&lt;br /&gt;3. Zapisz wyniki przyrządem notującym na kartce, po czym odczytaj rezultat z poniższego wzoru.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;WZÓR:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RZUT PIERWSZY.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1. Alternatywny&lt;br /&gt;2. Psychodeliczny&lt;br /&gt;3. Elektroniczny&lt;br /&gt;4. Eklektyczny&lt;br /&gt;5. Antykonformistyczny&lt;br /&gt;6. Bezkompromisowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RZUT DRUGI.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1. Post-punk&lt;br /&gt;2. Krautrock&lt;br /&gt;3. Rapcore&lt;br /&gt;4. Art rock&lt;br /&gt;5. Free jazz&lt;br /&gt;6. Acid rock&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RZUT TRZECI. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1. Głęboko zakorzeniony w&lt;br /&gt;2. Wyraźnie inspirowany&lt;br /&gt;3. Czerpiący pełnymi garściami z &lt;br /&gt;4. Spod znaku&lt;br /&gt;5. Nawiązujący do&lt;br /&gt;6. Z przejrzystymi odniesieniami do&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RZUT CZWARTY. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(UWAGA! Poniższe frazy wymagać będą odmiany, tak by pasowały gramatycznie!)&lt;br /&gt;1. Blues z Delty&lt;br /&gt;2. Twórczość wczesnych kapel stonermetalowych&lt;br /&gt;3. Brudne ulice nowojorskiego Bronksu&lt;br /&gt;4. Ukraińska muzyka ludowa&lt;br /&gt;5. Filozofia Schopenhauera [jeśli nie wiesz, kto to - zastąp Nietzschem]&lt;br /&gt;6. Darkwave’owa tradycja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RZUT PIĄTY. [opcjonalny]&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Poniższe punkty są tylko bazą dla dalszych, bardziej wysublimowanych elaboracji).&lt;br /&gt;1. Z domieszką bluegrassowej nostalgii i typowej dla południa Stanów Zjednoczonych afirmacji życia w drodze.&lt;br /&gt;2. Okraszone klasycznym rockowym ogniem i stukotem kopyt, może nie dzikich Mongołów Czyngis-chana, ale przynajmniej kawalerii Sobieskiego pod Wiedniem. &lt;br /&gt;3. A to wszystko wzięte w nawias i podniesione do kwadratu.&lt;br /&gt;4. Słowem, [jakieś nieznane nazwisko] spotyka [jakieś – inne, to ważne! – nazwisko] i idą na browar, dziwki i szluga. W tej właśnie kolejności.&lt;br /&gt;5. Wszystko to każe nam wspominać czasy, kiedy muzyka takich zespołów, jak Vágtázó Halottkémek wyznaczała nowe trendy w podkulturze, zastanowić się nad kierunkiem, w którym zmierza współczesna scena i nad geniuszem Roberta Wyatta.&lt;br /&gt;6. Oczywiście z solidnym industrialowym pierdolnięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;PRZYKŁAD:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Rzucamy czterokrotnie kością, wypada 3, 2, 3 i 6. Wynik:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Elektroniczny krautrock czerpiący pełnymi garściami z darkwave’owej tradycji. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótko, zgrabnie i na temat.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-8575494174345711893?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/8575494174345711893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/kreator-etykiet-muzycznych.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8575494174345711893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8575494174345711893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/kreator-etykiet-muzycznych.html' title='Kreator Etykiet Muzycznych.'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-7492876291293680086</id><published>2009-03-01T21:13:00.004+01:00</published><updated>2009-03-05T00:15:53.226+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Le Mur'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pet Shop Boys'/><title type='text'>Pet Shop Boys - Fundamental</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Y02ncXRjO-4/SartTcvTyrI/AAAAAAAAAfw/pFO6eYB58jo/s1600-h/psb.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Y02ncXRjO-4/SartTcvTyrI/AAAAAAAAAfw/pFO6eYB58jo/s320/psb.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5308316029197470386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Już za kilka tygodni ukaże się nowy album Pet Shop Boys, dlatego też, tworząc dlań przedpole, przypomnieć należałoby poprzednie fonograficzne dokonanie londyńczyków, czyli płytę „Fundamental” z 2006 roku. Recenzent „Gazety Wyborczej” raczył wówczas określić ją mianem &lt;i style=""&gt;inteligentnego popu dla czterdziestolatków&lt;/i&gt;. Jakkolwiek takie stwierdzenie może być odebrane jako wysoce obelżywe, w tym przypadku miało wydźwięk raczej pozytywny i wskazywało przede wszystkim na mocno wyciszony charakter płyty, predestynujący ją raczej na afterparty niż na rozgrzany do czerwoności parkiet. Zwolennicy dyskotekowych łamańców nie znajdą na „Fundamental” zbyt wiele dla siebie. Tennant i Lowe kontynuują tu raczej drogę obraną na „Release”, stają się coraz bardziej melancholijni, refleksyjni i jakby dojrzali, cokolwiek ostatnie z tych słów miałoby znaczyć w odniesieniu do gwiazd muzyki pop. Oczywiście takie podejście koresponduje z częścią ich wcześniejszej twórczości. Wszak, duet ów nigdy nie był – wbrew stereotypowi utożsamiającym go tylko z pogodnym i kiczowatym banałem „Go West” czy „Always On My Mind” (trzeba pamiętać, że oba te utwory, to mocno pastiszowe covery) – jakimś strasznie radosnym zespołem. Nawet dyskotekowe rytmy przyprawiali nierzadko obfitą szczyptą ironii i nostalgii. Na ostatniej płycie dodatkowo zatopili je (czy wręcz utopili) w ciepłym, kleistym orkiestrowym brzmieniu. Nie oznacza to jednak, że stworzyli jedynie uroczą pozytywkę dla spokojnego relaksu przy angielskiej herbatce i szacownym, konserwatywnym dzienniku. To mocno polityczny album, gdzie prócz syntezatorów znalazło się również miejsce dla Blaira, Busha, imigrantów i terrorystów. Jeśli ktoś jest zaskoczony, najwyraźniej jest skrzywdzoną ofiarą kolejnego bezsensownego stereotypu, wedle którego Chłopcy nie potrafią tworzyć tekstów serio a jedynie wezwania do podążania na różowy Zachód. E, pisałem już, że "Go West" to cover?&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Otwierający album utwór „Psychological” niewątpliwie posiada bardzo wyrazisty i frapujący rytm, od razu czuć jednak, że z tańców nic tym razem nie będzie i to nie tylko z powodu wolnego tempa. Zbyt niepokojący jest ten dziwaczny, jakby wybiegający przed samego siebie motyw przewodni i przenikające go klawisze oraz inne odgłosy. Sytuacja zmienia się nieco dopiero przy numerze 4, przy „Minimal”, gdyż choć „Sodoma And Gomorah Show” to piosenka o fajnej, przyjemnej dynamice, gatunkowo wpada do zupełnie innego worka niż disco czy taneczny synth-pop. Prócz tych dwóch wyjątków przebywamy w krainie orkiestrowych teł, dostojnych plam dźwiękowych, z których wyróżnić „I Made My Excuses And Left”, w którym, jak głosi wieść gminna, Tennant próbował wejść w skórę Cynthii Lennon nakrywającej swego męża na czułych słówkach z pewną starą japońską wiedźmą.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Pet Shop Boys zawsze słynęli z umiejętności pisania genialnych melodii, by przypomnieć chociażby eteryczne „Being Boring”, podniosłe „Jealousy” czy klimatyczne „King’s Cross”. Tu również pod tym względem nie zawodzą. Absolutną perełką jest „Casanova In Hell”, ironiczno-melancholijna dekonstrukcja erotycznego mitu wielkiego uwodziciela. Piosenka jednocześnie podniosła i delikatna, pełna uroku i stuprocentowo gejowska. Pod podobne kategorie podpada również „Indefinite Leave To Remain”, trochę bardziej banalne i sztampowe pod względem muzycznym, natomiast obdarzone interesującym tekstem, który można rozumieć jednocześnie jako opowieść o miłości i (już choćby z uwagi na tytuł) rozchwianej i niepewnej kondycji nielegalnych imigrantów. &lt;i style=""&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;Seeing you here/ You're my nation/ This is my application. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;Kapitalny zabieg.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Ten spokojny, kojący album posiada fantastyczny kontrapunkt w postaci ostatniego utworu. „Integral” jest czymś, co określiłbym mianem progresywnego disco. Pięć minut idealnie wymierzonego i wyważonego szaleństwa w stylistyce mrocznego parkietu. Owinięty niemalże orkiestrowymi partiami syntezatorów rytm wręcz wymusza drgająco-pływające ruchy, nie ma w tym jednak nic z banalnego i beztroskiego wygłupu. „Integral” to numer śmiertelnie serio nie tylko z uwagi na chirurgiczną precyzję każdego dźwięku, ale również dzięki zjadliwemu tekstowi, który w orwellowskiej stylistyce piętnuje zapędy brytyjskiej klasy politycznej do zwiększenia kontroli nad życiem zwykłych obywateli. &lt;i style=""&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;You had your chance/Now we’ve got the mandate/If you’ve changed your mind/I’m afraid it’s too late. &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;Zimny, odhumiazowany głos Neila tylko potwierdza, że zamiast na dyskotece znaleźliśmy się w politycznej matni. Gdyby szukać gdzieś analogii dla takiego zestawienia muzyki i tekstu, można przypomnieć chociażby perwersyjnie boysbandowy refren „B.Y.O.B” System Of A Down. Jak na Pet Shop Boys ten utwór naprawdę posiada pazur. Nieważne, że syntetyczny.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Po 20 latach od debiutu Tennant i Lowe wciąż w naprawdę dobrej formie. Jakkolwiek nie wszystkie utwory są zupełnie udane, a jeden – „Twentieth Century” jest po prostu nijaki i kiepski, to album jako całość broni się doskonale. To spójne, konsekwentnie przemyślane i zrealizowane dzieło. Świetna rzecz, która pozwala z optymizmem czekać na nadchodzące wielkimi krokami „Yes”. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Ocena: 8/10 &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-7492876291293680086?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/7492876291293680086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/pet-shop-boys-fundamental.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7492876291293680086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7492876291293680086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/03/pet-shop-boys-fundamental.html' title='Pet Shop Boys - Fundamental'/><author><name>Le Mur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15164566734513302616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_Y02ncXRjO-4/SartTcvTyrI/AAAAAAAAAfw/pFO6eYB58jo/s72-c/psb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-8085586929828197921</id><published>2009-02-18T14:00:00.005+01:00</published><updated>2009-02-18T15:28:33.790+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='The Prodigy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><title type='text'>The Prodigy - Invaders Must Die</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i34.tinypic.com/2n8nfxh.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 300px;" src="http://i34.tinypic.com/2n8nfxh.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Któż z nas nie słuchał kiedyś The Prodigy. W latach dziewięćdziesiątych byli niesamowicie modni. Dzisiaj to grupa wręcz kultowa. Zasłużyli sobie na to miano pomysłową muzyką łączącą dyskotekowy kicz z rockową ambicją. The Prodigy byli niesamowicie rozrywkowi, a przy okazji wnieśli parę nowatorskich rozwiązań. W pewnym sensie byli zapowiedzią nowego sposobu tworzenia: muzycznego recyklingu, zestawiania różnych elementów (często wręcz w oczywistych sposób się gryzących). Ich cyberpunkowy image i taneczne walory przyciagały milosników techno, a anarchistyczne, punkowe podejscie podobało się zwolennikom rocka (a i metalowcy nie pogardzili). The Prodigy byli grupą techno dla fanów rocka.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W swoim najlepszym okresie nagrali trzy płyty i można śmiało powiedzieć, że za każdym razem podnosili poprzeczkę. Przy czym co ważne, albumy nie były tłem dla singlii (a te mieli oczywiście znakomite - kto nie zna "Smack My Bitch Up", "Jericho" albo "Voodoo People" nie godzien czytać Kabaragaja ;)) - były po prostu zbiorem hitów. Najnowsze dzieło wraca do tamtych czasów. Nie oszukujmy się, nie odkryli niczego nowego, zafundowali jednak barwną podróż w przeszłość. Słuchając "Invaders Must Die" ciężko uwierzyć, że ta płyta została wydana w 2009 roku - brzmi bardziej jak zaginiony przed laty album o którego istnieniu dowiedzielismy się dopiero teraz. I może dlatego taka z niej radocha. Coś jak wejściówka do wesołego miasteczka ;) &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Otwierający płytę tytułowy kawałek to skrabnica świetnych motywów. The Prodigy wyciagają kolejny asy z rękawów: mocne bity, dyskotekowa melodia, gitarowe rzężenie i industrialne odgłosy. &lt;strong&gt;"Invaders Must Die"&lt;/strong&gt; jest &lt;em&gt;podniecający, &lt;/em&gt;wzbudza proste, ale autentyczne emocje. Dodajmy do tego kontrolowany chaos (i swoistą arytmię) i mamy autentyczny hicior, którego słucham wręcz na repaeacie. &lt;strong&gt;"Omen"&lt;/strong&gt;, kolejny singiel każe się cofnąć w czasie do przełomu lat osiemdziesiatych i dziewięćdziesiątych, do czasów gdy rave było modne. Bardzo taneczny, klubowy, ale oczywiście przefiltrowany przez anarchistyczne podejście Prodigy (złaszcza hałasliwa końcówka). &lt;strong&gt;"Thunder"&lt;/strong&gt; ma kapiatalny, rockowy wręcz refren przetykany gorączkowymi techno-pasażami. W jednym momencie jest niepojący i głośny, w innym rozpieszcza balladową wręcz (jak na nich) wokalizą. W &lt;strong&gt;"Colours"&lt;/strong&gt; pobrzmiewają echa debiutu i śmieszne brzmienia syntetyzatorów (kojarzące się z grami video). W tym samym duchu jest następny &lt;strong&gt;"Take Me To The Hospital"&lt;/strong&gt;. Cyberpunkowy marsz kończy się uliczną rozróbą.  &lt;strong&gt;"Warriors Dance"&lt;/strong&gt; jest zlepiony z oczywistych sprzeczności - kobiecy wokal jak z wiejskiej dyskoteki, a zaraz potem soczysty bas i poteżne bity wgniatające w ziemie. W &lt;strong&gt;"Run With The Volves"&lt;/strong&gt; pojawia się gitara i dość realistycznie brzmiąca perkusja a zarazem hip-hopowe wokale. The Prodigy walczą o uwagę sluchacza i wyciągają kolejne zabawki. &lt;strong&gt;"World's On Fire"&lt;/strong&gt; podąża tą drogą i jest jeszcze bardziej punkowy, agresywny i groźny. Choć oczywiście nie cały czas, zaraz musi pojawic się jakaś melodyjka która rozbroi atmosferę. &lt;strong&gt;"Piranha"&lt;/strong&gt; serwuje najprzyjemniejsze, bujające techno w stylu jungle jakie mogę sobie wyobrazić. No i na koniec &lt;strong&gt;"Stand Up" &lt;/strong&gt;- sympatyczna melodyjka, kojarząca mi się z jakąś paradą (może miłości ;)). Wspaniałe zakończenie tej jakże emocjonującej płyty. Mnóstwo zabawy i radości. jak dla mnie jak na razie najfajniejsza rzecz z tego roku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I to już wszystko! ocena 6.5/10&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-8085586929828197921?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/8085586929828197921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/prodigy-invaders-must-die.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8085586929828197921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8085586929828197921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/prodigy-invaders-must-die.html' title='The Prodigy - Invaders Must Die'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://i34.tinypic.com/2n8nfxh_th.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-6821510656662681391</id><published>2009-02-16T12:04:00.012+01:00</published><updated>2009-02-16T14:39:50.942+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* felietony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Led Zeppelin'/><title type='text'>Kompleks In Through the Out Door.</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i25.tinypic.com/2ywg8rk.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 317px; height: 320px;" src="http://i25.tinypic.com/2ywg8rk.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;strong&gt;Niektóre zespoły się nie zmieniają&lt;/strong&gt;, tłukąc album za albumem w stylu, który im leży i który – ot, miła niespodzianka – daje im pieniądze w ilościach wystarczających, by nie silić się na żadne wolty. Na ogół nagrywają Kill'em All jako pierwszą płytę, a potem tylko rozrzedzają go coraz większą ilością wody, aż do uzyskania tzw. efektu piątej wody po kisielu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;strong&gt;Niektóre rozwijają się stopniowo, album po albumie.&lt;/strong&gt; Ich Kill'em All wypada w okolicy 6-7 płyty, potem przez chwilę trzymają poziom i albo się rozpadają, albo w tempie odwrotnie proporcjonalnym do tempa rozwoju wypalają się.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niektóre zespoły zaczynają ostro, a potem mięknie im rura.&lt;/strong&gt; Zaczynają od Kill'em All, by parę płyt później nagrać Nothing Else Matters i Mama Said. Po czterdziestce próbują udowodnić, że im jeszcze staje i nagrywają mizerne St. Anger, które raczej powinno mieć nie pięść, a niebieską tabletkę na okładce.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Są też zespoły, które nagrały Kill'em All, Never Mind The Bollocks i The Dark Side of the Moon, a w międzyczasie wydały na singlu „Dziwny jest ten świat”.&lt;/strong&gt; Muzycy, którzy skaczą po stylach, każdą płytę nagrywają inną (albo chociaż dzielą swoją twórczość na wyraźne etapy, którym łatwo można nadać etykietki typu: „mroczny post-punk z lekką domieszką psychodelii, przepuszczone przez wrażliwość muzyczną spod znaku Roberta Wyatta”). Słuchamy dwóch płyt, które dzielą ledwie 2 lata (z których jedna to poetycki prog-rock, a druga jest hołdem dla popu lat 80) i zastanawiamy się, czy to aby ten sam wykonawca i czy przypadkiem ruska strona, z której ściągnęliśmy album, nie pomyliła tagów (Jezusmarianamoimlastfmbędąbłędy!!).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Są też zespoły, które nigdy nie nagrały nawet Kill'em All&lt;/strong&gt;, ale te zespoły mamy w dupie. Przynajmniej chwilowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Instrukcja obsługi:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;1. Wieszaj psy na pierwszej grupie zespołów.&lt;br /&gt;2. Wychwalaj pod niebiosa druga grupę.&lt;br /&gt;3. Napisz ironiczny komentarz na trzecią grupę na swoim blogu, a potajemnie słuchaj tylko ich ballad.&lt;br /&gt;4. Na czwartą zakrzyknij: „Całkowity chaos stylistyczny, absolutny brak pomysłu na siebie, nudne. A gitarzysta to trochę Hendrixem trąca”./”Fantastyczni pionierzy, tnący maczetami geniuszu skostniałe ramy współczesnej sceny muzycznej, skromni, nieszukający popularności, dalecy od spoczęcia na laurach Jurije Aleksiejewicze Gagarinowie muzyki, niewahający się oddać rzadkiego stolca nonkonformizmu na perskim dywanie wygodnictwa”. *&lt;br /&gt;5. Piątą miej w dupie. Przynajmniej chwilowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko pięknie, niestety wszystkie cztery podejścia prędzej czy później kończą się katastrofą. Mark Knopfler nagra wreszcie nijakie Kill to Get Crimson, w którym nie zostanie już nic z ducha Dire Straits ani jakichkolwiek słuchalnych pierwiastków i na której nie uświadczymy już nic, czego wcześniej nie słyszeliśmy. Trzy czwarte Pink Floyd nagra A Momentary Lapse of Reason, które sprawi, że Roger Waters będzie płakał przez długie bezsenne noce nad tym, na jakie psy zszedł Jego Zespół. Nick Cave kiedyś szczęśliwie się zakocha, rzuci heroinę i nagra The Good Son **. Nasi pionierzy kiedyś skoczą w złym kierunku i fani wypną się na tę płytę, udając, że nigdy nie lubili tego zespołu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie korci mnie, by powiedzieć, że zeppelinowa fascynacja punkiem i odejście od bluesa było złe. Że umieszczenie piosenki reggae obok No Quarter było początkiem końca, przegięciem pały i że ciary na mojej dupie wywołane tymże faktem powodują ruchy sejsmiczne i małe tajfuny w Malezji. Że In Through the Out Door to smutny żart Johna Paula Jonesa, który niecnie wykorzystał fakt, że Page był wtedy wyjątkowo zaćpany i w nocy przemycił do studia syntezatory i sambę. Ale waham się, bo nie wiem czy Led Zeppelin odcinający kupony od trzech pierwszych - idealnych – płyt nie byłby jeszcze większą klęską i ile różnych wersji Since I've Been Loving You dałbym radę znieść. Prowadzi to do ciekawego pytania: który wariant muzycznego gonienia w piętkę jest najbardziej strawny dla słuchacza zakochanego bez pamięci w danym artyście? Który ze scenariuszy nie będzie kazał nam budzić się z krzykiem każdej nocy z pośladkami zroszonymi perlistym potem?&lt;br /&gt;I jednocześnie zastanawiam się, czy jest jakiś zespół, który nie zjadł swojego ogona, nie wydał zupełnie niepotrzebnej/nudnej/wtórnej/niesatysfakcjonującej płyty, czy jest jakiś artysta bez swojego In Through the Out Door? Czy żeby zostać prawdziwą, nieskalaną żadną pomyłką legendą, trzeba nagrać jeden wielki album, spalić gitarę na Woodstocku, a potem zniknąć na zawsze ze sceny, najlepiej przy pomocy dubeltówki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prowadzi nas do jeszcze dwóch rzeczy, które uczynimy przy okazji:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Led Zeppelin – In Through the Out Door [1979] – 2+/10.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Jedyne, co ratuje tego potwora od jedynki, to w miarę dowcipny Hot Dog, ciekawe 5 sekund riffu z In The Evening i może z 10sekundowy dialog Page-Plant w I'm Gonna Crawl).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po drugie, w ramach Wielkiego Kombinowania Z Formą Naszego Wspaniałego Blogaska oraz faktu, że posiadamy własne forum, pozwolę sobie założyć na tymże forum eksperymentalny temat, związany z tymże postem. Jeśli kto chce, może sobie tam podyskutować. Jak nikt nie będzie chciał - usuwam temat, a wy wszyscy macie u mnie krechę jak stąd dotąd. &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Oto i, prawda, link:&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;a href="http://www.faw.fora.pl/kabaragaj,5/kompleks-in-through-the-out-door,73.html#5563"&gt;http://www.faw.fora.pl/kabaragaj,5/kompleks-in-through-the-out-door,73.html#5563&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;* niepotrzebne jest niepotrzebne.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;** nie, żeby to była zła płyta. To tylko źli ludzie mówią.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;miejsce na="" moment="" u=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-6821510656662681391?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/6821510656662681391/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/kompleks-in-through-out-door.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6821510656662681391'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6821510656662681391'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/kompleks-in-through-out-door.html' title='Kompleks In Through the Out Door.'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://i25.tinypic.com/2ywg8rk_th.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-2996414174847586359</id><published>2009-02-07T01:14:00.006+01:00</published><updated>2009-02-07T12:07:58.499+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Factory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Order'/><title type='text'>New Order - Movement [1981]</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/8/84/New_Order_Movement_Cover.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 300px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/8/84/New_Order_Movement_Cover.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Zanim New Order stało się New Order&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po nieszczęśliwym wypadku, w którym Ian Curtis doznał trwałego uszczerbku na życiu [czyt. śmierć], gdy potknął się o pranie i nawinął na pentelkę, Joy Division zostało na lodzie. No, może nie koniecznie. Peter Hook wspomina, że po pogrzebie wokalisty chłopaki powiedzieli sobie tylko:"to co, w poniedziałek w studio?" i na tym rozmowy się skończyły. Warto jednak zaznaczyć, że zachowali się po koleżeńsku - zmienili nazwę, a zamiast Curtisa dokoptowali sobie babę, która miała prać gacie w trasie, myć gary i sprzątać butelki, a od czasu do czasu grać na klawiszach i śpiewać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawa wokalisty nie była nadal jasna. Na początku Peter Hook dzielił ową funkcję z Sumnerem. Niestety, Sumner później zdominował wokale na płytach New Order co może w studiu nie brzmi tragicznie, jednakże koncertowo już tak [polecam chociażby nagranie "Blue Monday" dla radia BBC. Tylko dla odważnych !].&lt;br /&gt;Nie da się ukryć, że trio z Joy Division było w niemałym szoku po śmierci Curtisa [świadczy o tym chociażby fakt nie grania kawałków JD na koncertach przez blisko dwadzieścia lat], ale nie zamierzali zaniechać swojej kariery muzycznej. Raz, że nie mieli co ze sobą zrobić, a dwa - nadal mieli kontrakt z Factory. Poza tym, Wilson w nich wierzył. Potem z kolei New Order utrzymywało Haciendę. Więc Tony zrobił dobrą inwestycję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zespół postanowił nie korzystać z Curtisowej spuścizny, poza dwoma kawałkami "In A Lonely Place" i "Ceremony". New Order urodziło się wraz z singlem "Ceremony", które Joy Division grało kilka razy na koncertach. Singiel został ciepło przyjęty, ale mimo wszystko początek drogi Sumnera i spółki był dość ciężki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy 13 listopada 1981 roku, ponad rok po śmierci Iana, ukazał się album "Movement" krytycy nie zostawili na nim suchej nitki. Fani również. Od albumu czuć ducha Joy Division. Tak naprawdę można powiedzieć wprost - jest to trzecia płyta Joy Division. Nie trudno znaleźć tutaj ten typowy, duszny, ale zarazem otwarty i przestrzenny styl. To też pewnie wina Martina Hanneta. Dzięki niemu płyta brzmi po trosze jak Unknown Pleasures. Niestety jednak, współpraca pomiędzy NO i Hannetem zakończyła się na tym albumie. Później New Order sam wziął się za produkcję swoich płyt. Początkowo jednak, oskarżono kwartet o odcinanie kuponów z dawnej sławy i żerowanie na śmierci Curtisa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Movement znajdziemy tak na dobrą sprawę Joy Division z pewnymi dodatkami. Kawałki takie jak "ICB" [Ian Curtis Buried], "Truth" czy "The Him" przypominają kolejno "Insight", albumowe "She's Lost Control" [choć więcej w tym elektroniki, typowej tylko dla New Order], oraz przebłyski "Atmosphere".&lt;br /&gt;Niestety, trudno też się oprzeć wrażeniu, że Sumner stara się podrabiać wokal Curtisa. Nie jest jeszcze zbyt pewny, czy śpiewać niskim, chmurnym basem, czy może jednak przejść bardziej na swój głos, który stanie się wizytówką zespołu.&lt;br /&gt;Da się jednak na "Movement" znaleźć utwory typowo New Orderowe, chociażby "Dreams Never End", który generalnie ma dość pogodny wydźwięk i taneczny rytm. Klimatem podpada już pod "Power, Corruption &amp; Lies", na którym kwartet z Manchesteru się rozwinął.&lt;br /&gt;Co do utworu "Senses", który niektórzy nazywają "najbardziej New Orderowym na Movement" to jest to faktycznie piosenka, która raczej nie mogłaby być spotkana w twórczości Joy Division. W "Senses" pierwsze skrzypce bierze gitara, dając nam po trosze funkowej zabawy. A tego w Joy Division nie doświadczymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej jednak strony, idąc na przekór kiepskim opiniom "Movement" po jej premierze - czy Joy Division nie przekształciło by się samoistnie w New Order ? Już przecież "Atmosphere", ostatni utwór w którym zaśpiewał Ian Curtis, ma klimat dużo bardziej New Orderowy niż post-punkowy z okresu Closer czy Unknown Pleasures. Sam Curtis coraz bardziej spychał typową budowę utworu post-punkowego, gitara-bas-perkusja na dalszy plan, a wyciągał klawisze ["Love Will Tear Us Apart", "Atmosphere", "Decades", "Isolation"]. Niewątpliwie na ocenie albumu zaważyła śmierć Iana, ale myślę, że gdyby Curtis żył - "Movement" wyszło bo i tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście dla New Order - nie poddali się po debiucie, który nie oszukujmy się - jest próbą walki z legendą Curtisa i jego spuścizną. Już na kolejnej płycie, "Power Corruption &amp; Lies", wytworzyli zupełnie odmienny styl, łącząc zdobywające sławę elementy muzyki new-wave z przestrzennością i energią Joy Division. New Order wkroczyło na nowe tory, może czasem mniej udane ["Republic", "Technique"], ale nagrali "Blue Monday". I niech ich spróbuje ktoś pobić. Ja tylko będę życzył powodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: 6/10&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-2996414174847586359?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/2996414174847586359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/new-order-movement-1981.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/2996414174847586359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/2996414174847586359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/new-order-movement-1981.html' title='New Order - Movement [1981]'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-3040755081101763620</id><published>2009-02-05T12:09:00.005+01:00</published><updated>2009-02-05T18:16:29.814+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klaus Schulze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><title type='text'>Nazywam się Filemon</title><content type='html'>Gdyby ktoś mnie spytał kilka lat temu z kim kojarzy mi się muzyka elektroniczna, powiedziałbym: Jarre, Tangerine Dream i Klaus Schulze. Francuza nawet lubię za piękne widowiska, choć jego taneczna muzyczka jest nieco wsiowa. Tangerine Dream są fajni i słuchał ich Jacław z forum PF, ze też go tutaj wspomnę (pozdro jeśli nas czytasz! ;D). No i Niemiec o którym będzie to skromne wypracowanko. Mój pierwszy kontakt z nim to zdjęcie, o podobne do tego:&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 408px; height: 546px;" src="http://eer-music.com/Klaus_Schulze.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Samotna postać odwrócona tyłem do publiczności majstrująca przy tonie podejrzanie wyglądającego sprzętu. Rox.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Klaus ma sporo grono wielbicieli w naszym kraju (i dobrze), ja jednak wezmę na warsztat płytę moze nieco niedocenioną, bo i trudniejszą. Debiut z 1972 roku, "Irrlicht". &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 250px;" src="http://annexus.homestead.com/files/irrlicht.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Cechą charakterystyczną tej płyty jest to, że opiera się właściwie tylko na brzmieniu. Tak, nie znajdzie się tutaj ani grama melodii, czy rytmu. Za to brzmienie jest tak poteżne, że zwala z nóg. Klaus czerpie garściami z muzyki klasycznej, tworząc organopodobne faktury i symfoniczne twory. Kontemplacja i onanizm. Zaproszona została też orkiestra. Utworów jest trzy, z czego dwa są bardzo długie. Można całość okreslić jako protoplastę stylu ambient (może nawet dark ambient), choć jest to muzyka tylko pozornie nudna i jałowa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przejdę może do rzeczy. Brzmienie jest tak majestatyczne i mocne, że skróra się marszczy na tyłku z podniecenia. Te dźwieki mogłyby stanowić doskonały soundtrack do narodzin galaktyk. Kosmische Musik. Czarna odchłań kosmosu. Podróże międzygwiezdne. Wiadomość od obcych cywilizacji. Niepotrzebne skreślić. Głos wszechswiata zaklęty na małym srebrnym (lub nieco wiekszym czarnym [lub kilkudziesiąciu megabajtach twardego dysku]) dysku. Tysiące dźwięków, faktur i brzmień ukrytych w 50 minutach muzyki. Geniusz, istny geniusz.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czegoś takiego jeszcze nie słyszeliście. Dobrzy ludzie umieścili na youtube fragment. Posłuchajcie go głośno, a poczujecie namiastkę tego, co da Wam przesłuchanie całej płyty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/1oppZBF40is&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/1oppZBF40is&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ocena: 9/10&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-3040755081101763620?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/3040755081101763620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/nazywam-sie-filemon.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3040755081101763620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3040755081101763620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/nazywam-sie-filemon.html' title='Nazywam się Filemon'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-6798822193469345282</id><published>2009-02-01T22:47:00.009+01:00</published><updated>2009-02-01T23:59:00.205+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Vágtázó Halottkémek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* felietony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nelly Furtado'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* autodiss'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Robert Wyatt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wishbone Ash'/><title type='text'>Test na muzyczną inteligencję.</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/SYYYe07aSKI/AAAAAAAAADI/yntcSkHfJ-o/s400/nellyfurtado-loose.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297948929530939554" /&gt;     &lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/SYYYjLDZblI/AAAAAAAAADQ/Z6cvMyld7Qo/s400/66wv4p.png" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297949004189494866" /&gt;     &lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/SYYYm4-cx8I/AAAAAAAAADY/1UHbAERgdrY/s400/200px-Rock_bottom-cover_smaller.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297949068056381378" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Dane są trzy albumy. ‘Loose’ nieodżałowanej gwiazdki pop-folku - Nelly Furtado, ‘Argus’ blogaskowej persona non grata - Wishbone Ash i ‘Rock Bottom’ czwartego wieszcza - Roberta Wyatta.&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt; Między ich okładkami wstaw sobie, Czytelniku, po jednym z następujących znaków: (&lt;), (+), (&gt;) oraz (=), tak aby powstało równanie lub nierówność. Masz na to trzy godziny.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#ff0000;"&gt;Wyniki testu:&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nelly Furtado (+) Wishbone Ash (&lt;) Robert Wyatt, &lt;br /&gt;Nelly Furtado (=) Wishbone Ash (&lt;) Robert Wyatt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W tym miesiącu będziesz pewny siebie i niespokojny. Poszukasz nowych wyzwań i zrobisz wszystko, aby uciec przed nudą i codzienną rutyną. Będzie więcej okazji do spotkań z przyjaciółmi i wspólnego układania fantastycznych planów. Porozmawiaj z nimi o tym, jak przestałeś słuchać Vágtázó Halottkémek, bo ich liczba odsłuchań na last.fm przekroczyła 15.000 i już nie są awangardowi. Zwróć baczną uwagę na bezpieczeństwo zwierząt domowych, koniunkcja Merkurego sprzyja wypadkom samochodowym. Daj się ponieść fantazji, bo w tym miesiącu czeka cię mniej trudności i kłopotów. Do 1.03 bądź jednak ostrożny, bo półsekstyl Wenus to aspekt plotek, zamieszania i niepewności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nelly Furtado (&gt;) Wishbone Ash (=) Robert Wyatt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Intuicja podpowie Ci, abyś trzymał się jak najdalej od ryzykownych spraw. Posłuchaj jej, bo czas sprzyja odpoczynkowi i odnawianiu sił życiowych. Denerwujące Cię sprawy postaraj się od razu wyjaśniać, bo inaczej ogranie Cię jeszcze większa złość i nie zapobiegniesz poważnej awanturze. Nie zrywaj plakatów. Jowisz, planeta sukcesów, znajduje się w kwadraturze do Twojego znaku zodiaku. Choć możesz mieć wrażenie, że sprawy toczą się zbyt wolno, to Twoja cierpliwa praca przyniesie spodziewane efekty. Ogranicz słuchanie indie, bo Ci szkodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nelly Furtado (+) Wishbone Ash (=) Robert Wyatt, &lt;br /&gt;Nelly Furtado (&lt;) Wishbone Ash (&gt;) Robert Wyatt, &lt;br /&gt;Nelly Furtado (=) Wishbone Ash (+) Robert Wyatt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wykorzystaj niezwykłą aurę tego miesiąca, aby zdobyć nowych przyjaciół i zakończyć niepotrzebne towarzyskie konflikty. Będziesz wszędzie mile widziany, a ludzie chętnie opowiedzą Ci o swoich troskach. Dzięki temu uda Ci się pomóc i dodać otuchy niejednej osobie. Spełnij czyjeś marzenia, a od razu poczujesz się zadowolony i jeszcze bardziej potrzebny. Nie rozpaczaj, dojrzałość muzyczna jeszcze nadejdzie, czemu sprzyja kwinkunks Urana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nelly Furtado (&lt;) Wishbone Ash (=) Robert Wyatt.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Będziesz teraz bardziej senny i spokojny. Miesiąc nie sprzyja ryzykownym sportom czy męczącym podróżom. Twoja kondycja wymagać będzie troski. Po 4.03 grozi ci przeziębienie lub problemy z gardłem. Dbaj o dietę i ubieraj się ciepło! Opozycja Saturna względem sekstyla Plutona rokuje dobre nadzieje na ucywilizowanie Twoich poglądów na muzykę, pamiętaj jednak, że co nagle, to po diable.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Nelly Furtado (=) Wishbone Ash (=) Robert Wyatt. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czeka cię bardzo udany miesiąc. Trygon Słońca sprawi, że wydarzenia biec będą szybko i zgodnie z twoją wolą. W wolnych chwilach twoje myśli krążyć będą wokół niesamowitych zjawisk i zagadek nauki. W ten sposób możesz odkryć hobby, które niezwykle cię pochłonie i stanie się wspaniałą okazją do zdobycia nowych przyjaciół. Podczas długich dyskusji i interesujących wykładów poczujesz, że domowe porządki to nie twoja domena. Trójkątna kwadratura Jowisza dodaje Ci mądrości i pozwala zrozumieć, że jakości muzyki nie można oceniać w obiektywnych kategoriach.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;(Nawiasem mówiąc, nie wyobrażacie sobie, ile walki stoczyłem z tym postem, zanim blogasek zrozumiał, że (&gt;) bez nawiasów to niekoniecznie musi być htmlowe cośtam).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-6798822193469345282?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/6798822193469345282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/test-na-muzyczna-inteligencje_01.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6798822193469345282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6798822193469345282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/02/test-na-muzyczna-inteligencje_01.html' title='Test na muzyczną inteligencję.'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/SYYYe07aSKI/AAAAAAAAADI/yntcSkHfJ-o/s72-c/nellyfurtado-loose.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1314515955169810772</id><published>2009-01-29T04:04:00.021+01:00</published><updated>2009-01-29T17:21:25.426+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Section 25'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joy Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Factory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>Section 25 - From The Hip [1984]</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/9/90/Section25_fromthehip.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 299px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/9/90/Section25_fromthehip.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;BeBe: Damski wokal w zespole post-punkowym - bania na pełnej linii imho !!&lt;br /&gt;Jester: Przecież siouxie już to robiła.&lt;br /&gt;BeBe: Siouxie brzmi jak facet.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Section 25 to zespół, który zadziwia mnie coraz bardziej. Założony w roku 1977, rozwiązany w 1988 i reaktywowany w 2001 nagrał pięć płyt. Pomiędzy debiutem Always Now, wydanym w roku 1981, a ocenianą przeze mnie płytą, trzecią w dyskografii zespołu jest przepaść trzech lat, ale także muzyczna, wręcz gatunkowa. Prawie jak w przypadku Joy Division i New Order. I porównania do tych zespołów są zupełnie nieprzypadkowe*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy w roku 1979 Section 25 pojawił się w studiu nagraniowym Factory, za konsoletami do wyprodukowania Ep-ki Girls Don't Count zasiadły dwie osoby - menadżer Joy Division a później New Order, Rob Gretton oraz...Ian Curtis. Singiel ma typowe brzmienie post-punkowe: ostre, przytłumione, oszczędne, bardzo suche.&lt;br /&gt;W takich klimatach też prezentował się album Always Now. Tym razem wyprodukowany przez Martina Hannetta, pod względem produkcji przypominał debiut Joy Division. Sucha, metaliczna perkusja, głęboki bass, typowe echo gitar i sprzężone głosy. Męski wokal Larry'ego Cassidy do złudzenia przypominał Curtisa. Płyta ogólnie brzmiała jak kopia Unknown Pleasures, bądź wczesne Bauhaus z pewnymi ozdobnikami i bardziej żywszymi kompozycjami. Ale nie trudno odnieść wrażenia iż, nawet jeżeli debiut jest płytą dobrą, Section 25 mówiąc brzydko - zrzyna z Joy Division.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakże zostałem zaskoczony przesłuchując From The Hip. Otwierający album utwór Procession już nasuwał klimat całego krążka - elektroniczny album w stylu Power, Corruption &amp; Lies, New Order następcy Joy Division. W tle pojawia się delikatny, wyjątkowy kobiecy wokal, przywołujący mi na myśl Régine Chassagne z Arcade Fire. Następujący zaraz po tym najsławniejszy kawałek Section 25, Looking from a Hilltop, to kompletne zaskoczenie. Utwór zupełnie inny stylistycznie i w wymowie niż to, co bracia Cassidy pokazywali na pierwszym krążku. Mówią, że małżeństwo nie ogłupia ? Looking for a Hilltop zbliża się niebezpiecznie do granicy techno, jednakże jeżeli chodzi o utwory taneczne z kategorii new wave bez problemu mogłoby stanąć w szranki z New Orderowym Blue Monday. Co tutaj się zresztą dziwić - płyta ta została wyprodukowana przez Bernarda Sumnera, więc brzmienie całości jest zbliżone do dzieł New Order, szczególnie tych wyprodukowanych przez zespół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno mi oceniać tę płytę po kawałkach. From The Hip, choć odmienny zupełnie od pierwotnych cold-wave'owych dźwięków Section 25, jest albumem średnio spójnym stylistycznie, ale tworzącym jednak pewną, nierozerwalną całość. Zmieniający się wokal Larry'ego ze zmarłą niedawno Jenny Cassidy [dla której został zadedykowany najnowszy album Part-Primitiv] oraz Angelą Flowers powoduje, że płyta ma w sobie dużo więcej świeżości i jest bardziej otwarta od poprzedniczek. Jednakże mieszają się tutaj mocne, taneczne numery [Looking from the Hilltop, Program for the Light], nastrojowe, melancholijne ballady [Desert], post-punkowe numery, uderzająco podobne do No Love Lost Joy Division [Beneath the Blade, Inspiration] oraz lekkie, synth-popowe pioseneczki. A wszystko to przyprawione jest szczyptą zdobywającej wówczas sławę muzyki new wave.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;From The Hip to album, który prowadzi nas tak na dobrą sprawę przez całą muzykę, która była popularna w latach 70 i tej, która dopiero ową popularność zdobywała w latach 80 w Manchesterze. Choć płyta może wydawać się trochę niespójna, poprzez lawirowanie gatunkowe, to jest to podróż magiczna, którą warto odbyć. Ewidentnie czuć tutaj wpływy przede wszystkim Joy Division i New Order. Nie da się słuchać tego zespoł, bez chociażby cienia takiego przeświadczenia, ale na szczęście na From The Hip wyłania się też własny styl Section 25, który został nieco przytłumiony na Love &amp; Hate ale wyeksponowany na Part-Primitiv. Ostatecznie jednak Section 25 nagrał album oryginalny, jednocześnie przebojowy, melancholijny i świeży nawet dziś. Starał się zrzucić brzemię porównań do Joy Division i udało im się to, co prawda w bólach, ale udało. W niektórych momentach może ich kompozycje przypominają dokonania New Order, to jednak Section 25 zaczął na tej płycie tworzyć swoją własną historię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio znajomy powiedział mi, że gdyby Ian Curtis żył, Joy Division brzmiałoby jak Section 25 tylko bez tych paniuś. Wydaje mi się, że miał trochę racji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: 7/10&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Ot, chociażby ciekawostka - w 2008 roku z Section 25 na kilku koncertach wystąpił Peter Hook. Zespół zaprezentował parę piosenek z repertuaru Joy Division i New Order.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1314515955169810772?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1314515955169810772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/section-25-from-hip-1984.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1314515955169810772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1314515955169810772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/section-25-from-hip-1984.html' title='Section 25 - From The Hip [1984]'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1568293897566676505</id><published>2009-01-24T14:48:00.010+01:00</published><updated>2009-01-30T10:59:28.389+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# kater'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='System Of A Down'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Scars On Broadway'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serj Tankian'/><title type='text'>Pojedynek gigantów</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SXswmNkxnaI/AAAAAAAAAbE/nEw5bVImx-0/s1600-h/Elect-The-Dead.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294879219941219746" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 300px; CURSOR: pointer; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SXswmNkxnaI/AAAAAAAAAbE/nEw5bVImx-0/s400/Elect-The-Dead.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SXswmLDq-wI/AAAAAAAAAbM/XyxjImumZ5I/s1600-h/24137.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294879219265501954" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 300px; CURSOR: pointer; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SXswmLDq-wI/AAAAAAAAAbM/XyxjImumZ5I/s400/24137.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;&lt;br /&gt;Pojedynek gigantów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- kolega katera w podstawówce, kiedy kater zmierzył się w tenisie stołowym z godnym siebie przeciwnikiem, który też nie widział piłeczki.*)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;To eksperymentalna, czasem bardzo odważna muzyka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- John Dolmayan o debiucie Scars on Broadway.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co łączy te dwa mądre zdania? Ironia. A przynajmniej taką mam nadzieję. Zawsze sądziłem, że John ma poczucie humoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od wydania solowych płyt obu amerykańskich Ormian minęło już sporo czasu, ale raz, że wtedy nie miałem szalonego blogaska muzycznego, a dwa, że mój szybki refleks nie ogranicza się li tylko do tenisa stołowego i albumy te pozostają nadal jednymi z najnowszych, które słyszałem. Nie wińcie mnie, ja tu tylko rysuję. Wreszcie trzy - jestem jedynym tutaj fanem Systemu (i nie wstydzę się tego! no ok, trochę się wstydzę), więc pierwszy mój w pełni autorski wpis nie mógł być o niczym innym. Co prawda między Daronem i Serjem nie ma otwartej rywalizacji, ale porównania nasuwają się same, zatem - kto wyszedł cało z tego pojedynku? W sumie nikt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw obawiałem się co też ten Serj stworzy. W końcu za muzykę w SOAD w lwiej części odpowiedzialny był Daron. Z drugiej strony eksperymenty z muzyką świata na &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Serart&lt;/span&gt; robiły mi nadzieje, że Tankian nagra coś oryginalnego, a przy okazji w moich klimatach (nie tylko Le Mur ma zboczenia). A co nagrał? Niespodzianką był głównie brak niespodzianki: &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Elect The Dead&lt;/span&gt; to muzyka w stylu Systemu (choć, oczywiście, nie tego najlepszego, z pierwszej płyty), różniąca się od niego - niespodzianka - brakiem Darona. Ma to swoje zady i walety oczywiście. Z jednej strony nareszcie można wpełni nacieszyć uszy wokalem Tankiana i żadne jęki duszonego kota nie przeszkadzają mu w radosnych wokalizach. Z drugiej - przez całą płytę Serj serwuje nam nie tyle odgrzewane, co już dawno przetrawione kotlety. Płyta brzmi jak rozwodnione Toxicity - te same schematy, te same "numetalowe" riffy, te same melodie nawet czasami, za to mniej wyraziste gitary i więcej klawiszy. Słucha się dobrze, ale &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;wszystko już było&lt;/span&gt; jak śpiewał Rychu. Teksty oczywiście w większości poruszają bardzo ważne sprawy wojen, polityki i głodujących dzieci, dlatego lepiej ich nie słuchać. Najmocniejszymi punktami są imho zdaniem: otwierające płytę &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Empty Walls&lt;/span&gt;, &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Money&lt;/span&gt; (te urocze wrzaski przypominają stare piękne czasy) i &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Sky Is Over&lt;/span&gt; z rozbrajającym "lalalalalalala" (to się nazywa dobry tekst). Do tego ostatniego jest przerażający teledysk - nie wiem, czy on chciał nim wygrać jakieś wybory Mister Armenia 2007, czy co. Dodałbym jeszcze &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Saving Us&lt;/span&gt;, gdyby nie ten finezyjny refren.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na odpowiedź ze strony Malakiana nie musieliśmy czekać długo - założył zespół co się zowie Scars On Broadway i wydał debiutancką płytę po roku. Miało być eksperymentalnie i elektronicznie - to był z resztą główny powód przerwy od System Of A Down, ograniczała go forma. Kto uwierzył w odejście od stylu Systemu, ten pewnie poczuł się jak ja po przesłuchaniu &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Elect The Dead&lt;/span&gt;. Główną nowością jest wygląd naszego ukochanego wyjca - zapuścił brodę na wzór Serja i przywdział kapelusz (nie tak zacny jak cylinder autora pierwszego z opisywanych dzieł, ale i tak piękny). Zresztą chyba ich przejrzałem: pokłócili się, po czym Serj postanowił udowodnić, że potrafi robić zajebistą systemową muzykę bez Darona, więc podpieprzył co lepsze motywy z płyt SOAD'u i wyskoczył z płytą zanim tamten zdążył się w dupę podrapać. Co pozostało gitarzyście? Ucharakteryzował się na Serja i wyje do mikrofonu, żeby popsuć mu reputację!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No a cóż takiego mamy na tej płycie? Powiedzmy, że z tą elektroniką trochę się sprawdziło - od czasu do czasu coś elektronicznego tam pierdzi, raz bardziej, raz mniej zabawnie, ale zazwyczaj bez sensu. Reszta to szybkie, ostre riffy w stylu dwóch ostatnich płyt Systemu i melodyjne refreny. Czyli jak zwykle. Zwłaszcza w przypadku dwóch pierwszych kawałków to się świetnie sprawdza - melodyjne i z wykopem. Singlowe &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;They Say&lt;/span&gt; (chociaż na Hypnotize byłoby gofrem) też wpada w ucho, a Daron radośnie piłuje gitarę. Ale nic specjalnie nowego tu nie ma. Początek &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Insane&lt;/span&gt; przypomina &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Lost In Hollywood&lt;/span&gt;, refren &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Chemicals&lt;/span&gt; - &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Stealing Society&lt;/span&gt;, &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Cute Machines&lt;/span&gt; jak się rozpędza (a rozpędza się fajnie) - &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Streamline&lt;/span&gt;. W pozostałych, bardzo do siebie podobnych kawałkach da się znaleźć lepsze momenty - głównie refreny. Teksty są koszmarne, wokal również - jak zwykle. Dlaczego ten człowiek śpiewa? I to jeszcze momentami a capella? W końcówce &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Universe&lt;/span&gt; wyraźnie siadają mu baterie. Po czymś takim trudno wytrzymać nadciągające &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;3005&lt;/span&gt;, które zaczyna się podobnym jękiem (&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Let's sing this soooong...&lt;/span&gt;). Melodia nawet niezła, ale litości - czy on się kiedyś słyszał? We chwytającym za serce niczym nieodżałowany "lonlydej" &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Whoring Streets&lt;/span&gt; linijka&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt; I'm dyyyyyyying&lt;/span&gt; brzmi jakby podmiot liryczny umierał z bólu brzucha. Przynajmniej płyta kończy się optymistycznie, słowami &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;thank God it's all about to end&lt;/span&gt;. Dzięki Ci Panie Boże, żeśmy bałwany.**)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując - Serj pokazał, że nie jest natchnionym kompozytorem tylko zajebistym wokalistą. Daron zaś udowodnił, że nie jest od śpiewania, tylko od pisania muzyki. Krótko mówiąc powinni wreszcie pojąć, że - chcą czy nie chcą - są dla siebie stworzeni. Gdyby tak wziąć co lepsze rzeczy z &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Elect The Dead&lt;/span&gt; i &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Scars On Broadway&lt;/span&gt;, dać Serja na wokalu i Darona w chórkach spokojnie można by to uznać za całkiem przyzwoitą trzecią część trylogii i też dać jej nazwę kończącą się na -ize. Nikt by się nie połapał, że oto mamy do czynienia z solowymi dziełami muzyków.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Serj Tankian - &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Elect The Dead &lt;/span&gt;[2007] - 6/ 10&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scars On Broadway - &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Scars On Broadway&lt;/span&gt; [2008] - 5/ 10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*) kater przegrał.&lt;br /&gt;**) Morza Czerwonego suchą przeszli nogą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1568293897566676505?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1568293897566676505/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/pojedynek-gigantw.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1568293897566676505'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1568293897566676505'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/pojedynek-gigantw.html' title='Pojedynek gigantów'/><author><name>kater</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14216627163261874459</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SZiA3upiKtI/AAAAAAAAAcE/d7AGA76TWso/S220/katerdrunk.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SXswmNkxnaI/AAAAAAAAAbE/nEw5bVImx-0/s72-c/Elect-The-Dead.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-6627880150747396708</id><published>2009-01-19T23:42:00.004+01:00</published><updated>2009-01-20T00:22:58.831+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Le Mur'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='falco'/><title type='text'>Austriackie gadanie czyli o debiucie Falco</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_aQE-4419LRY/RoB-lwXcuNI/AAAAAAAAABc/ZDZ8mvF5r6Y/s320/Falco+-+Einzelhaft.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://bp1.blogger.com/_aQE-4419LRY/RoB-lwXcuNI/AAAAAAAAABc/ZDZ8mvF5r6Y/s320/Falco+-+Einzelhaft.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Lubić austriackiego piosenkarza, który dodatkowo śpiewał po niemiecku i zmarł na autobus wbity w swój samochód to całkiem sroga perwersja, jak sądzę. Ale za to w Polsce i wszędzie poza obszarem niemieckojęzycznym nawet elitarna. Bez większych oporów dokonuję więc muzycznego coming-outu i jako swój debiut na tym uroczym blogasku przedstawię postać Johanna Holzela, który do historii muzyki przeszedł pod mianem Falco, oraz jego pierwszy album z 1982 roku zatytułowany „Einzelhaft”. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Najśmieszniejsze, że właściwie nie jest to album rockowy, tylko coś pomiędzy new wave, synth-popem, czymś, co można nazwać synth-funkiem oraz niemieckim dysko. Jeśli jeszcze nie pozabijaliście się w drzwiach w trakcie ucieczki, to znaczy, że przełkniecie już wszystko w życiu jak młode pelikany. Wasza droga do wykolejenia właśnie się zaczęła a dalej znajdują się już tylko „Anton Aus Tirol” i Coldplay. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Na „Einzelhaft” jest syntetycznie (żywych, potężnych bębnów prawie nie uświadczysz, wszystkie Niemcy zabili) i raczej mało przestrzennie – produkcja sprawia wrażenie przygaszonej. Dominują „so 80’s” klawisze (o nieco funkowym kolorycie) zaś gitara pełni funkcje najwyżej drugoplanowe, napędzając rytm bądź ozdabiając utwory oszczędnymi i mało skomplikowanymi zagrywkami. Sam rytm jest nierzadko mocno, bardzo mocno taneczny jak choćby w singlowym „Der Kommissar” i oparty na, rzecz jasna syntetycznym ale wyrazistym, basie. Tym, co przede wszystkim przykuwa uwagę jest głos Falco. Nie chodzi tylko o wylewający się z głośników teutoński szwargot. Holzel już na pierwszej swojej płycie zaprezentował bardzo charakterystyczną manierę wokalną, która miała stać się jego znakiem rozpoznawczym. To mieszanina emocjonalności, nonszalancji i zamiłowania do pastiszu podlana na dodatek skłonnościami do niby-rapowania (ktoś nazwał Falco „ojcem chrzestnym białego rapu”, więc proszę o szacunek ludzi ulicy) oraz czegoś na kształt scatu (nie chodzi tu o pewną intrygującą odmianę pornografii, w której specjalizują się Japończycy, ale o technikę śpiewania bez słów). Jeśli kojarzycie z VH1 jego największy przebój (który osiągnął również popularność na obszarze cywilizacji anglosaskiej) czyli „Rock Me Amadeus” to mniej więcej wiecie o co może chodzić. Jak nie znacie, to najwyraźniej &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;siedzieliście długie lata pod lodem razem z Katerem.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Świetnym przykładem na to, jak umiejętnie Falco potrafił połączyć w jedno różne style jest satyra na aroganckie klasy wyższe zatytułowana „Hinter und die Sintflut” („Po nas choćby potop”). W warstwie muzycznej to dość typowy synth-pop z echami reggae bądź innego calipso. Natomiast partia wokalna w zwrotkach przybiera dekadencką stylizację jakby piosenki z lat 30 by w refrenie przemienić się w rytmiczną skandowankę. Rezultat jest uroczy, świeży i potrafi naprawdę zaskoczyć. Zresztą, taki styl niezwykle Falco służy, czego dowodem chociażby genialne, wzięte prosto z kabaretu czasów Republiki Weimarskiej „Dance Mephisto” z albumu „Nachtflug” &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Otwierająca album piosenka „Zuviel Hitze” jest z kolei świadectwem, iż Holzel potrafił stworzyć aurę niezwykle klimatyczną i melancholijną. To chyba jedyny utwór na „Einzelhaft”, gdzie melodia odgrywa rolę ważniejszą niż rytm i groove. Oszczędna aranżacja i pełen emocji głos Falo (uwielbiam moment, gdy jakby zniechęcony i zmęczony śpiewa &lt;i style=""&gt;Ich komme viel zu spät)&lt;/i&gt; budują atmosferę miejskiej nocy pełnej prochów i beznadziei. Podobne tematy stanowią tło dla zdecydowanie bardziej tanecznego i funkującego „Ganz Wien”, gdzie wokalista jakby cedząc słowa przez zaciśnięte zęby opowiada o wiedeńskich narkomanach przełomu lat 70 i 80. To zresztą charakterystyczne, że spora część tekstów artysty nie stanowi jedynie popowego pustosłowia. Dylanem może Holzel nie był (choć melodia zwrotek „Zuviel Hitze” wydawać się może niebezpiecznie podobna do „All Along The Watchtower”), dość często miał jednak słuchaczom do zaoferowania więcej niż zwykłe „Ich liebe dich”. Dodać należy, że motyw Wiednia przewija się przez całą karierę Falco, czyniąc go jednym z tych artystów, którzy najsilniej podkreślali swoje geograficzne korzenie. &lt;i style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;„Helden Von Heute” to wariacja na temat nieśmiertelnych „Heroes” Davida Bowiego, troszkę przypominająca dokonania Ultravox. „Siebezehn Jahr” – łagodnie bujający kawałek z chilloutowym saksofonem i przyjemnie dźwięcząca gitarką w tle. Pozostałe piosenki to trochę zapychacze, choć np.: „Auf der Flucht” („W biegu”) zwraca uwagę ciekawym społeczno-historycznym tekstem i przyjemnym zastosowaniem vocodera. W sumie, najmniej udanym numerem wydaje się być po niemiecku toporne „Nie mehr Schule” z tragicznym dziecięcym chórkiem w refrenie i riffem gitarowym całkowicie wypranym z finezji. &lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Dla ucha wypieszczonego przez progrockowe odjazdy bądź gitarowe gonitwy obcowanie z tą płytą może w pewnych okolicznościach okazać się zabójcze. Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś szuka sobie fajnego muzycznego zboczenia, to któż nada się do tego lepiej niż pretensjonalny Austriak (połączenie austriackości i zboczeń to istny cymes) o pozie macho, nonszalancko szprachjący o narkotykach i polityce na tle syntezatorowych podkładów? Mnie bierze, no. Mam przemożną ochotę opisać tu wszystkie jego albumy. I kiedyś to, Mein Gott, zrobię!&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Ocena: 8/10&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;Łukasz Bertram znaczy się Le_mmor&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: 150%;"&gt;PS. Po nazwisku, żeby mieć więcej trafień w Google&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-6627880150747396708?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/6627880150747396708/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/austriackie-gadanie-czyli-o-debiucie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6627880150747396708'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/6627880150747396708'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/austriackie-gadanie-czyli-o-debiucie.html' title='Austriackie gadanie czyli o debiucie Falco'/><author><name>Le Mur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15164566734513302616</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_aQE-4419LRY/RoB-lwXcuNI/AAAAAAAAABc/ZDZ8mvF5r6Y/s72-c/Falco+-+Einzelhaft.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1634359566308591311</id><published>2009-01-16T17:11:00.005+01:00</published><updated>2009-01-29T06:26:25.536+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Joy Division'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Factory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>Joy Division - The Complete BBC Recordings</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://images-eu.amazon.com/images/P/B00004TRDL.02.LZZZZZZZ.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 296px;" src="http://images-eu.amazon.com/images/P/B00004TRDL.02.LZZZZZZZ.gif" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;"Oni są lepsi niż Hendrix. Nawet jakby znaleźli taśmę, na której przez godzinę Curtis sadzi bąki do mikrofonu to pocięliby to i wydali jako koncertówkę" - Kolega BeBe&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, mój kolega trochę racji miał. Wydawnictwa takie jak "Les Bains Douches", koncerty dodawane do reedycji dwóch studyjek Joyów, czy box "Heart And Soul" który tak na dobrą sprawę zawierał w sobie wszystko, co Joy Division kiedykolwiek nagrało potwierdzają je. No bo gdzie tu frajda, jak przez cały utwór słychać szum przeplatany "pituł, pituł" z syntezatora, który brzmi jak zwieszona Amiga lub Windows. No dobra, może Raziel by mi powiedział, że gdzieś tutaj frajda jest, ale ja jej nie widzę. Cóż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, ale. The Complete BBC Recordings jeszcze wcale takie złe nie są. Znajdują się na nim piosenki nagrane dla specjalnego programu niejakiego Johna Peela, który wsławił się tym, że wyciągał za uszy wiele kapel [zwłaszcza z kręgu Manchester] na salony i pokazał ich masom. Generalnie, ktoś pewnie powie, że to zwykłe pójście na kasę, ale co tam, skoro do Love Will Tear Us Apart nagrali nawet specjalnie an tę okazję nowy teledysk. Naczy się, no. Stworzyli. Nieważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc, mamy tutaj stałe 'szlagiery' Joy Division, o dziwo, brzmiące całkiem nieźle. Ba, wręcz mają jakość studyjną, czasem brzmią lepiej niż na dwóch LP Joyów. Może tutaj producent nie zapomniał o miksie i poprawieniu dźwięku po Peelu, który nagrywał ów piosenki na czterościeżkowej taśmie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrząc na to dość obiektywnym okiem, jest to trochę takie Substance w pigułce, ale z większym pałerem. Muzycznie, miejscami lepiej niż na studyjnych [generalnie to wersję studyjną She's Lost Control biją prawie wszystkie następne, z jako takim masteringiem] zwłaszcza Twenty Four Hours gdzie cudnie brzmi perkusja Morrisa, pierwsze Transmission i Sound of Music, ale raczej bez nowości i fajerwerków. Love Will Tear Us Apart nabiera tutaj pewnej świeżości, to samo dzieje się z Transmission. Brakuje mi wyjątkowo Disorder, bo te z innych nagrań "live" brzmią wyjątkowo biednie [no tak, jak się puszcza w obieg płyty live nagrywane na kaseciaku, to nie dziwne]. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drażni mnie natomiast dodanie Transmission i She's Lost Control nagrane w pełni na żywo w programie Something Else. Nie trzyma się to zbytnio kupy, tak jakby wydawca tej płyty chciał po prostu zapchać miejsce na płycie bele czym, więc znalazł najlepiej nagrane piosenki live i wrzucił je, ot tak. Jako ciekawostka dodany też jest wywiad z Morrisem i Curtisem przeprowadzony przez niejakiego Richarda Skinnera. Ale który głos jest Morrisa, a który Curtisa to nawet górale nie wiedzą, pewnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie, kupić to powinien tylko fan. Ja np. kupiłbym to dla okładki. Nie wiem czemu, ale wyjątkowo mnie bawi i intryguje. Ale posłuchać może każdy, który nie wie co to za zjawisko to Joy Division.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: 5/10&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1634359566308591311?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1634359566308591311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/joy-division-complete-bbc-recordings.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1634359566308591311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1634359566308591311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/joy-division-complete-bbc-recordings.html' title='Joy Division - The Complete BBC Recordings'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-7528760862108565832</id><published>2009-01-16T16:03:00.003+01:00</published><updated>2009-01-16T16:51:57.982+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gong'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><title type='text'>Latające Czajniki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i4.tinypic.com/6kz8a3m.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 320px;" src="http://i4.tinypic.com/6kz8a3m.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Upodobania muzyczne (i nie tylko) Raziela tradycyjnie dryfują w dziwne kierunki. Lubi on obdarzać czcią grupy mało znane, nie przeszkadza mu rock bez gitar itd. Dzisiaj małe co nieco o mało znanej (hehe) grupie o dźwięcznej nazwie GONG. Jej członkowie, a było ich wielu mają nie po kolei w głowach, ale o tym później&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Że nie każdy zna Gong, wypadałoby jakoś ich historię zarysować. Generalnie ich liderem jest był Daevid Allen. Chłopak urodził się w Australii, grał w Soft Machine, zadawał się ze śmietanką Canterbury bla bla bla. Gong założył w 1968. Pierwszą płytę wydali w 1970, a omawiana "Flying Teapot" jest z 1973 i jest jedną z trzech części trylogii o nazwie "Radio Gnome Invisible". No.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Żeby opisać rzetelnie, jakiego kalibru jest to muza, muszę się trochę nagimnastykować. Mogę napisać, że jest "jedyna w swoim rodzaju", "przedziwna" albo stwierdzić, że to "po prostu Gong", ale nie będę tego robił. Więc generalnie można ich umieścić w worku z nazwą "rock progresywny". Bliżej im jednak tak naprawdę do tzw. jazz-rocka (jakby jedno drugie wykluczało hehe). Wypada dodać o zapędach psychodelicznych w krótszych kawałkach szczególnie. Dodajmy do tego wstawki z muzyką elektroniczną, space rocka i ogólną awangardowość i mamy niezły bajzel. Fajnie, nie? &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Muzyka jest trudna, złożona, niepiosenkowa, ale jednak nie męczy. Głos Allena i wszechobecne chórki (śpiewa też pani, która nazywa się Gilli Smyth) są sympatyczne. Wszystko jest zagrane na luzie i z poczuciem humoru. Muzycy przechodzą bezbłednie i naturalnie przez poszczególne partie utworów, czy to proto-punkową zagrywkę na gitarze, czy jazzowy fragment, czy też elektroniczny pasaż. Rozległe kosmiczne akordy utworu tytułowego albo duet wiedźmy z mistykiem w "I Am Your Pussy" poruszają wyobraźnię. No dobra, nie ma co się zbytnio rozpisywać, świetne to jest. Jedna z lepszych płyt art-rockowych i tyle.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Osobną kwestią jest warstwa tekstowa. Jest to koncept album, a jego tematyka jest dość...specyficzna. Gdzieś w kosmosie istnieje planeta Gong, jej mieszkańcy są szczęśliwi i latają w Latających Czajnikach. Ich przesłanie dociera tylko do wybranych mieszkańców Ziemi (miedzy innymi Allena hehe). Porozumiewają się telepatycznie. Generalnie zadaniem zespołu Gong jest przygotowanie ludzi na rychłe przybycie kosmitów (O Dziecięcych Twarzach ;D). Trudno powiedzieć, czy taka nić fabuły jest efektem zbyt wybujałej wyobraźni czy skutkiem ubocznym nadużywania narkotyków (może jednego i drugiego), ale wypada to świetnie. Trzeba posłuchać, aby zrozumieć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jest czego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ocena: 8/10&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 255); font-style: italic;"&gt;Tak, to prawda. - Mówi Rękawicą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-7528760862108565832?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/7528760862108565832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/latajce-czajniki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7528760862108565832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7528760862108565832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/latajce-czajniki.html' title='Latające Czajniki'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://i4.tinypic.com/6kz8a3m_th.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-8154582345040051450</id><published>2009-01-13T17:07:00.012+01:00</published><updated>2009-01-13T21:43:18.251+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wishbone Ash'/><title type='text'>Wielka płyta z lordem Vaderem na okładce.</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color:#996633;"&gt;(przedstawienie Ci, Czytelniku, tego albumu jest prawdziwą przyczyną, dla której wpisałem się w całe przedsięwzięcie tego blogaska. Nawet jeśli nie ruszyły Cię inne zespoły, o których pisałem lub napiszę, i nawet jeśli uważasz, że nic nie wiem o muzyce, zadaj sobie trud poznania Argusa. Nie słuchaj pieprzenia reszty „redakcji” blogaska, nie słuchaj fragmentów na YouTube, broń Boże nie zaczynaj od wersji koncertowych - posłuchaj od razu albumu. W całości. - Ass)&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 455px; height: 455px;" src="http://images.amazon.com/images/P/B000062X90.01._SCLZZZZZZZ_.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;“Ted Turner* and Andy Powell are probably the most interesting two-guitar team since the days when Beck and Page graced the Yardbirds.” – Melody Maker, czerwiec 1972.&lt;br /&gt;“Nie tylko Echoes zaczyna się od ‘ping’.” – Ass, styczeń 2009.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt; &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Zanim przejdziesz dalej, musisz odpowiedzieć sobie, Czytelniku, na kilka prostych pytań. Czy lubisz muzykę gitarową? Czy podoba Ci się riff z Layli Erica Claptona? Czy będąc na koncercie patrzysz dużo częściej na gitarzystę, niż wokalistę, nawet jeśli jest brzydszy? Czy potrafisz zanucić z pamięci całą solówkę ze Stairway to Heaven? Czy gdybyś znał Blind Eye Uriah Heep, lubiłbyś ten kawałek? Czy lubisz Iron Maiden, Thin Lizzy, The Allman Brothers Band albo Lynyrd Skynyrd? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jeśli odpowiedziałeś na większość (lub też wszystkie) pytania twierdząco, nie czytaj dalej. Załóż kurtkę, włóż do kieszeni 80 złotych i przespaceruj się szybkim krokiem (zdrowie, zdrowie!) do najbliższego Empiku lub dobrego sklepu muzycznego, gdzie na półeczce z literką ‘W’ znajdziesz upchnięte w najdalszym kącie dwie, góra trzy płyty z obszernej dyskografii Wishbone Ash. Śmiało wyciągnij rękę po pięknie wydanego Argusa w wersji deluxe (z bonusową płytą oraz dwoma dodatkowymi utworami z EPki Live In Memphis), dotknij, obróć w rękach, zachwyć się. Po chwili wahania (‘I ja niby mam wydać prawie osiem dych, bo jakiś nieprawdziwy człowiek z Internetu mi tak kazał? Takiego wała!’) udaj się do kasy. Jeśli jesteś dziewczyną i kupujesz w warszawskim Traffic Club na Brackiej, licz się z tym, że miły pan w kasie spojrzy na Ciebie z zainteresowaniem i pochwali gust. Wróć do domu i do wieczora kontempluj piękną okładkę i czytaj sobie historię zespołu z książeczki. Wieczorem zasiądź w wygodnym fotelu, wyjmij płytkę numer jeden, włóż do odtwarzacza i puść sobie na słuchawkach. Jeśli masz ładny widok, możesz wyglądać za okno. Jeśli nie masz, to nie wyglądaj. Rano napisz komentarz pod recenzją, że płyta Cię urzekła i poproś o tytuły innych albumów Wishobone Ash, które mógłbym polecić. Zrobię to z ogromną przyjemnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, a teraz część dla opornych.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;br /&gt;Choć muzyka wszystkich zespołów, które wymieniłem powyżej, różni się od muzyki bohaterów dzisiejszej recenzji, wszyscy oni (poza Allmanami) inspirowali się stylem Wishbone Ash. Stylem, którego kwintesencją i najwspanialszym dzieckiem jest album Argus, i który był na tyle rewolucyjny, że przyniósł grupie sławę pionierów. Na czym polegał ich genialny pomysł? Najkrócej rzecz ujmując, Wishbone Ash w założeniu miało być power trio. Na szczęście, na przesłuchaniu, które miało wyłowić uzdolnionego gitarzystę do dopełnienia skladu, zjawiło się dwóch niesamowicie uzdolnionych gitarzystów, a basista z perkusistą nie umieli wybrać. Widzę błysk zrozumienia na Twoim obliczu, Czytelniku, i nie mylisz się – panowie Martin Turner* i Steve Upton zatrudnili obu, tworząc prawdopodobnie pierwszy na świecie zespół z dwoma gitarzystami prowadzącymi w składzie, który w pełni wykorzystywał ogromny potencjał takiego rozwiązania. &lt;br /&gt;Co z tego zamieszania wynikło?&lt;br /&gt;Można sprawę uprościć i spróbować ująć to wszystko w słowa, ale równie dobrze można opisywać The Dark Side of the Moon dźwięk po dźwięku. Na szczęście można też powiedzieć ‘Posłuchajcie sami, bo to trzeba usłyszeć’, nie psując satysfakcji, jaką daje przesłuchanie po raz pierwszy Warriora/Throw Down The Sword na słuchawkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchajcie sami, bo to trzeba usłyszeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wishbone Ash – Argus [1972] – 10/10 &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;*zbieżność nazwisk - informuję na wypadek gdybyście zauważyli ten ciekawy zbieg okoliczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-8154582345040051450?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/8154582345040051450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/wielka-pyta-z-lordem-vaderem-na-okadce.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8154582345040051450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8154582345040051450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/wielka-pyta-z-lordem-vaderem-na-okadce.html' title='Wielka płyta z lordem Vaderem na okładce.'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-8209292704721003661</id><published>2009-01-13T15:15:00.006+01:00</published><updated>2009-01-29T06:26:57.081+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Factory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Happy Mondays'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>Happy Mondays - Bummed [1988]</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.leftlion.co.uk/images/1/Image/Happy_Mondays_bummed.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 300px;" src="http://www.leftlion.co.uk/images/1/Image/Happy_Mondays_bummed.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tony Wilson: You know, I think that Shaun Ryder is on a par with W.B. Yeats as a poet.&lt;br /&gt;Yvette: Really?&lt;br /&gt;Tony Wilson: Absolutely. Totally.&lt;br /&gt;Yvette: Well, that is amazing, considering everyone else thinks he's a fucking idiot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;To generalnie było tak, że chyba tylko Tony Wilson wierzył w Happy Mondays. No bo kto by wierzył w dziwaczny zespół, który składał się prawie z samych psycholi, którzy wcinali extasy jak cukierki i wciągał tyle koksu, że można by nim wyłożyć całe Koloseum. Od góry do dołu.&lt;br /&gt;Niejaki Bernard Sumner uznał, że nie potrafią grać, że fałszują [chyba się mu zapomniało, że muzyka Joy Division była prosta jak budowa cepa, a i jego umiejętności gry na gitarze nie były powalajce] i, że nie dadzą Factory Records nic, poza długami.&lt;br /&gt;No dobra, długi dawali, ale dzięki Happy Mondays - Factory jako tako wiązało koniec z końcem. Chociaż, ostatecznie przyczyniło się w znaczącej mierze do jego upadku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po debiutanckiej płycie, o wdzięcznej nazwie Squirell and G-man Twenty Four Hour Party People Plastic Face Carnt Smile (the White Out), Happy Mondays wypromowane przez Tony'ego Wilsona ruszyło w ogromną trasę po Wielkiej Brytanii. Ich muzyka, która łączyła w sobie stare, dobre i znane elementy muzyki rockowej i rodzącej się muzyki tanecznej trafiała do wszystkich. Była tym, czym dla wielu w późnych latach 70 był Joy Division, choć na innej płaszczyźnie. Tony Wilson po raz kolejny, trafił w gusta ludności mu podległej w Manchesterze i rodzącej się Haciendzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bummed to krążek przedziwny. Ma w sobie psychodelicznego kopa, brzmienie dopieszczone przez Martina Hanneta jest niesamowite, zwielokrotnione głosy, efekty echa i jaskini. Teksty Shauna to abstrakcja do kwadratu ["You start to melt 'cos you're not made of cheese"]. Mimo to, recepta jaką sami sobie Mondaysi wypisywali była receptą na sukces. Raczej dziś, zwłaszcza, chyba, w naszym kraju, jest to zespół zapomniany [o ich koncercie w roku 2008 dowiedziałem się już po fakcie] możliwe, że przez fakt upadku Factory, to trzeba o nim przypominać . W końcu to była duma Wilsona. Nawet jeżeli musiał, za czterdzieści funtów, odkupywać od Shauna Rydera taśmy z nagrań .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby mówią, ze to Pills ‘n’ Thrills to opus magnum Happy Mondays, ale – bo ja wiem ? Tam w sumie dobre jest tylko Kinky Afro [ba, wręcz genialne], a na tej płycie nie ma słabych momentów. To jest całość, którą po prostu trzeba wchłonąć. Jest jednocześnie przebojowe, ale poważne. Świeże, choć czuć klimat lat 80. Bummed stała się bodaj początkiem zwariowanego okresu w Manchesterze, zwanego Madchester. I choć dziś Happy Mondays brzmią jak brzmią, nie są już raczej zespołem, który stworzył Tony Wilson - są wręcz żałośni, bo Unkle Dysfunktional to coś jak paw po dwudniowej imprezie, to tę płytę trzeba znać. Bo to czołówka. Albo kolanówka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: 8/10&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Niech żyje orgia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7PhALXW7Jsg&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7PhALXW7Jsg&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-8209292704721003661?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/8209292704721003661/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/tony-wilson-you-know-i-think-that-shaun.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8209292704721003661'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/8209292704721003661'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/tony-wilson-you-know-i-think-that-shaun.html' title='Happy Mondays - Bummed [1988]'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-5313226901218456198</id><published>2009-01-11T15:02:00.010+01:00</published><updated>2009-02-16T22:51:42.172+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* obsada'/><title type='text'>Ass</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/ass.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 280px;" src="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/ass.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ass to pantoflarz. &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;– powiedział kiedyś kater.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ach ten Ass!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; – powiedzieliby unisono dwaj oficerowie z klubu tenisa stołowego, gdyby Ass był Yossarianem.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czemu pan znowu nie rozumie, panie Marcinie?&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;  - powiedział, załamując ręce, pan Hassan, kiedy pan Marcin [Ass - przyp. tłum] znowu nie rozumiał.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ass studiuje arabski i do dziś pluje sobie z tego powodu w przepisową koranową brodę. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ass święcie wierzy, że USA zatrzymało się na etapie czasów Easy Ridera, Lynyrd Skynyrd, Fear and Loathing in Las Vegas oraz - obowiązkowo - czerwonych kadilaków z gitarą i skrzynką whisky w bagażniku, a wolnych chwilach snuje w głowie szaleńcze plany zjechania Stanów wzdłuż i wszerz (a zwłaszcza wszerz, no oczywiście zależy to od tego, jak rozumiemy wszerz, ale myślę, że żaden zdrowy na umyśle człowiek nie pojechałby oglądać Chicago, kiedy można być w, powiedzmy, Teksasie). Według najlepszych recenzji jest przemądrzały, bezczelny, arogancki i nie da się go polubić. Używa trudnych słów na ogół zgodnie z ich znaczeniem i we właściwym kontekście. Według katera jest pantoflarzem, ale kater gówno tam wie. Rzucił last.fm (on, Ass)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; *podziw fanek*&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ass ma gitarę. [informacja dla znawców i nimfomanek: dużą i czerwoną]&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;To nieprawda, że Ass słucha tylko Led Zeppelin. Uważa, że wystarczy grać na przełomie lat 60 i 70, żeby być fajnym zespołem i to mówi wszystko o jego "guście" muzycznym.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-5313226901218456198?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/5313226901218456198/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/ass.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/5313226901218456198'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/5313226901218456198'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/ass.html' title='Ass'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-2983399292880810460</id><published>2009-01-10T22:12:00.002+01:00</published><updated>2009-01-10T22:47:47.974+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* obsada'/><title type='text'>Arsen</title><content type='html'>&lt;img src="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/arsen.png" align=left&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Arsen to nieuleczalny kujon&lt;/span&gt; - Kater&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Takich trzech jak jego dwóch to nie ma ani jednego&lt;/span&gt; - Nikt tak nie powiedział&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 lata 7 miesięcy 21 dni 8 godzin 43 minuty i 21 sekund spędził na Alasce na poszukiwaniu Katera zakopanego pod lodem. Następnie próbował uchronić się od brania udziału w tym znamienitym projekcie, na którego zrealizowanie wpadł odkopany Kater. Niestety żaden inny z twórców (łącznie z nim) nie umie malować komiksów. Przez co teraz prezentuje się w nim jako człowiek w niebieskiej bluzie mimo ze naprawdę jest szara. Podobnie jak Bebe, jedyny uczący się przedstawiciel grona obsady. Zajmuje się malowaniem powyższego komiksu, przy czym przy wpisywaniu dymków robi 3 literówki na pasek i zawsze wciska shift i alt w niewłaściwym momencie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ulubione zespoły:&lt;/span&gt; Porcupine Tree, Dream Theater, Led Zeppelin, Blackfield, Anathema, Riverside&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ulubiona płyta:&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Porcupine Tree&lt;/span&gt; - Fear Of A Blank Planet (prawdopodobnie)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ulubiony utwór:&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Porcupine Tree&lt;/span&gt; - Nine Cats&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-2983399292880810460?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/2983399292880810460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/arsen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/2983399292880810460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/2983399292880810460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/arsen.html' title='Arsen'/><author><name>Arsen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04177729303260805804</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zCMwsVJRMYw/SVOQrg2j5DI/AAAAAAAAAAM/3iVgsMmdVTE/S220/ar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-4176291617339647354</id><published>2009-01-10T20:08:00.003+01:00</published><updated>2009-01-10T20:24:42.204+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* obsada'/><title type='text'>Raziel</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/raziel.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 280px;" src="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/raziel.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Życiorys: &lt;/strong&gt;Urodził się we wschodnich Niemczech w roku 1966 jako syn samuraja i pokojówki. W wieku lat dwóch wyemigrował do Ameryki (przepłynąwszy wpław Atlantyk). Edukował się (w przebraniu) w żeńskim gimnazjum, wieczorami zaś trenował sztuki walki pod czujnym okiem Mistrza Taj-Paja-Chun-Wo. W wieku lat 15 został porwany przez Kosmitów O Dziecięcych Twarzach i poddany eksperymentom, dzięki którym stał się cyborgiem. Ukryte w ciele implanty pozwalają między innymi na słyszenie języka migowego, przenikanie wzrokiem ludzkich ubrań i  wielokrotny orgazm. W wieku lat 20 wygrywa turniej Mortal Kombat pokonawszy wrogów falą kamehameha. W następnych latach prowadzi działalność wywiadowczą i szpiegowską. W wieku lat 30 na drodze medytacji i samozaparcia uzyskuje nieśmiertelność i niezniszczalność. Jest dwukrotnym mistrzem świata pchełek tradycyjnych i jednokrotnym wytrysku na odległość. I to chyba byłoby na tyle.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-4176291617339647354?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/4176291617339647354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/raziel.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/4176291617339647354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/4176291617339647354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/raziel.html' title='Raziel'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-7996475103782057614</id><published>2009-01-10T07:23:00.010+01:00</published><updated>2009-01-10T14:12:47.901+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* obsada'/><title type='text'>BeBe vel Bejbe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/bebe.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 280px;" src="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/bebe.png" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Jedyny nadal uczący się przedstawiciel szanownego grona obsady, redakcji i Komitetu Centralnego.  Jak nie ma się z kogo śmiać, śmieją się z niego. Pisze drętwe recenzje, o powszechnie znanych zespołach i małym czytelnictwie, ale pomimo to nadal zachowuje równowagę ducha. Przekonany o swoim posłannictwie, pragnie wyrwać naród z okowów zaborców, przyjmując często 'pozycję wieszcza'. Wyrozumiały i zarozumiały jednocześnie. W sekrecie przed wszystkimi założył (or reaktywował) Zjednoczoną Partię Przyjaciół Piwa i Alkoholi Wysokoprocentowych, która hołubi tradycje narodowe. Stara się wciągnąć do niej Katera, żeby mieć seksowną sekretarkę. Nadal zbuntowany, jak na licealistę przystało. Dużo czyta, główie o alkoholikach (niejaki Bukowski i ostatnio Hłasko) ale w przypływie słabości - gówniane fantasy spod znaku Forgotten Realms. Typowy nerd, który chce być mięśniakiem. W przyszłości, zapewne nauczyciel. Jest wdzięczny Jesterowi za sprowadzenie go na ścieżkę epilepsji i generalnie, to powinien dać mu buzi. Ale nie da, bo się wstydzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ulubiony zespół(y):&lt;/span&gt; The Doors, Joy Division, Pink Floyd, Queen, The Smiths,&lt;br /&gt;Happy Mondays, New Order, Depeche Mode&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ulubiona płyta:&lt;/span&gt; the Doors - the Doors&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ulubiona piosenka:&lt;/span&gt; wg. last.fm to będzie Joy Division - Love Will Tear Us Apart&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-7996475103782057614?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/7996475103782057614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/bebe-vel-bejbe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7996475103782057614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7996475103782057614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/bebe-vel-bejbe.html' title='BeBe vel Bejbe'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-7782557707264980521</id><published>2009-01-10T01:09:00.007+01:00</published><updated>2009-02-16T15:03:05.207+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* obsada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# kater'/><title type='text'>kater</title><content type='html'>&lt;img src="http://serwer.bukomiks.com/kabaragaj/obsada/kater.png" align="left" /&gt;&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Kater to rolnik z maturą.&lt;/span&gt; - &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Filip&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedoszły ochroniarz przyrody i przedszkolanka (też niedoszła). Z zawodu - seksowna sekretarka. Z zamiłowania - rysownik amatorskich webkomiksów (m.in. tego). Daltonista. Nie zna się na muzyce, bo pół życia przeleżał pod lodem. Pierwszym, co usłyszał po odmrożeniu był jakiś kawałek System Of A Down, co zwichnęło mu psychikę. Pomysłodawca całego przedsięwzięcia zerżnię... tzn. zainspirowanego komiksem &lt;a href="http://themovie.com.pl/"&gt;&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;The Movie&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; Roberta Sienickiego. Kocha Tove Jansson i w przyszłości chce, jak ona, zostać lesbijką. Ma prawdziwą fankę - nimfomankę i awangardowe binkle bez oprawki u góry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;ulubione zespoły:&lt;/span&gt; Pink Floyd, Tool, Radiohead, King Crimson, Porcupine Tree, System Of A Down, Saxon Shore, Queen, Led Zeppelin, Dead Can Dance, Shivaree, Elektryczne Gitary. No i Sumio Shiratori - napisał soundtrack do Muminków.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;ulubiona płyta:&lt;/span&gt; &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;System Of A Down&lt;/span&gt; - System Of A Down. Naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;ulubiony utwór:&lt;/span&gt; &lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;Echoes&lt;/span&gt; - Pink Floyd.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-7782557707264980521?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/7782557707264980521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/kater.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7782557707264980521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7782557707264980521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/kater.html' title='kater'/><author><name>kater</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14216627163261874459</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_tqlrgH1P_L8/SZiA3upiKtI/AAAAAAAAAcE/d7AGA76TWso/S220/katerdrunk.png'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-5555979872641895992</id><published>2009-01-09T18:46:00.007+01:00</published><updated>2009-01-20T08:53:58.099+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Morrissey'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>Morrissey - Years of Refusal</title><content type='html'>&lt;center&gt;&lt;img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/3/3c/YearsOfRefusal.jpg" /&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left; font-weight: bold;"&gt;&lt;span class="medium"&gt;&lt;span class="medium"&gt;"ja słucham tylko the smiths. tego geja solo nie....żeby nie było." - smith&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Dawno, dawno temu, niemalże w odległej galaktyce zwanej Manchesterem był sobie zespół, który większość zna, a nosił wdzięczną nazwę The Smiths. Niestety, rozpadł się, bo Mike Joyce zaczął się zastanawiać, dlaczego Morrisey ma złote pierścienie, a on nosi od pięciu lat tę samą koszulkę. Morriseya oskubano, prawnie równie skutecznie jak 'panów feudalnych' w Rosji podczas rewolucji październikowej. Ale Moza to obeszło i zaczął karierę solową. Wyszło to połowicznie dobrze, ale iż ponieważ bo, moim jakże skromnym zdaniem, pierwsza płyta była słuchalna. Potem Moz poszedł w jakieś dziwne smęty. I tak to jest, że Smithsów może słuchać każdy, a solowego Morriseya tylko najwięksi fani The Smiths. A i Ci czasem nie bardzo mają na to ochotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, przyznaje się. Ukradłem tę płytę blisko miesiąc przed premierą. Ale nie mam się czego wstydzić, bo i tak dwa kawałki - All You Need is Me i That's How People Grow Up - pojawiły się już wcześniej w wersji niezmienionej na wielkim hicie na wyspach - Greatest Hits. To było zabawne, podczas mojego dwutygodniowego pobytu w Anglii rok temu wszędzie widać było Moza z uśmiechem na ustach, jakby ktoś tam w dole, pod okładką robił mu dobrze...&lt;br /&gt;Jednakże. Okładka Years of Refusal przynosi, przynajmniej mi, brzydkie skojarzenie z Michaelem Jacksonem. Generalnie, okładki Moza to jakieś zupełne niewypały. Smithsi zadziwiali swoją popartowością, normalnością, zwykłością, natomiast Moz albo wygląda jak ruski gangster, który udaje Włocha, albo jak pedofil. Co poradzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Treść muzyczna jest taka s'e, jak to mawiają górale. Co prawda po pierwszym przesłuchaniu byłem zachwycony, tak teraz powoli dochodzę do wniosku, że czegoś tej płycie brak. Brzmienie to ewidentna kontunuacja poprzedniczek - You Are The Quarry i &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: normal;"&gt;Ringleader of the Tormentors. Album, choć zawiera blisko dwanaście kompozycji, jest wyjątkowo krótki bo trwa tylko 37 minut. Jednak, mimo to, po którymś już przesłuchaniu, ciągnie się potwornie. Szczególnie w You Were Good In Your Time, gdzie przez bodaj minutę słychać jakieś pierdolenie, które chyba mimowolnie ma wpłynąć na podświadomość i zawładnąć umysłem, abym kupił tę płytę. Ale jak na razie to tylko doprowadza mnie do szału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tle reszty płyty wybijają się przede wszystkim - singiel I'm Throwing My Arms Around Paris, When Last I Spoke To Carol, który ma trochę klimat tango, z kastanietami w tle i mimo wszystko zabawowe All You Need Is Me, które pokazuje trochę inne spojrzenie na miłość wg. Moza.&lt;br /&gt;Reszta jest raczej przyzwoita, poza You Were Good In Your Time i zamykającym album I'm Ok By Myself. Mimo wszystko, sesje nagraniowe do Years of Refusal zakończyły się blisko rok przed jej wydaniem, a te dwa kawałki brzmią jak jakieś odrzuty, jedenaste palce u stóp Moza. Raczej mierne, choć bardzo "Mozowe" jeżeli chodzi o jego twórczość solową. Tak samo ma się sprawa z It's Not Your Birthday Anymore, które brzmi co prawda dobrze, ale za szczeniacko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie - to tragicznie wcale nie jest, mimo wszystko. Mówią, że Moz przeżywa kryzys twórczy, znajduje się w samej twórczej dupie, ale to i tak album który pewnie kupię (może jednak podświadome sygnały w smęciarskim You Were Good In Your Time działają) , bo w moim mało obiektywnym oku, obok debiutu, to najlepszy krążek w solowych dokonaniach Morriseya.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena BeBe: 6-/10&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-5555979872641895992?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/5555979872641895992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/ja-sucham-tylko-smiths.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/5555979872641895992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/5555979872641895992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/ja-sucham-tylko-smiths.html' title='Morrissey - Years of Refusal'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1980258825259811612</id><published>2009-01-09T11:13:00.013+01:00</published><updated>2009-01-09T21:33:05.243+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Guns n&apos; Roses'/><title type='text'>Guns n', panie, Roses - Chinese Democracy [A.D. 2008]</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;strong&gt;A szlag by bodaj, panie, trafił tego cholernika Axla, kulawa koza jego mać, Rose'a za te wszystkie krzywdy i męt, jaki w naszej wsi robi ten zatraceniec.&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 300px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/1/1f/GNRchinesedemocracy.jpg" alt="" border="0" /&gt;Tam, że warkoczyki jakieś, jak to miastowi mówią, kiedy pedała, odmieńca chorego na myśli mieją - homoseksjualne,  sobie splata, miast z normolnym, rokjendrolowem tapirem po scenie w stodole biegać, najkraśniejsze dziouchy we wsi za tyłek chytać i na siano wlec, miast legendę swoją, kurważ jego mać, no nie zdzierżę, kultywować, to mu wybaczę jeszcze, w końcu duży już jest, lata swoje ma, za siebie musi zacząć decydować, spod maminej kiecki wyjść. Że panie, z zespołu wszystkich wpizdu przegnoł i woła tyroz, że zespół jego, to jużem niemal nie zdzierżył, panie. Bo to i nawet ten biedny od Krychy, pan miarkuje, Slash, ten no, wie pan, co to zawsze gównem w okna tego pierona rzuca, jak mu kole chałpy przechodzi. Ten to ma z nim utrapienia. Nic ino cięgiem wulgaryzma pod nosem przeżuwa, złym okiem patrzy, gorzołę ino by chloł, sztachety łamoł i jakieś kasety pod kościołem przedawoł, żeby na wódę mieć. Mie to go szkoda, bo, miarkujcie, dobry to chłop, tylko go do kurwicy ciężkiej ten Rose przyprowadza. Daję mu nawet kiedy jakie drobne, jak tam stoi z tym drugim swoim, co to tak zalany, że stoi ledwo, niech no chopoki cuś za swój wysiłek mają. Bo to i po prawdzie te ich kasety nie takie znowu… że od tematu odbiegam? A może i prawda.&lt;br /&gt;Więc ten Axl, tfu, zaraza na jego chałpę i mać jego! Się, pan miarkujesz, zamyka w oborze z instrumentami na roków nie mniej jak, a może i nawet, panie, więcej, bo kto tam wie, co mu się w tym łbie roi, zresztą, kto by to, panie, liczył, na roków nie mniej, powiadam, jak czternaście, na pośmiewisko się całej wsi wystawia, już nawet Krzych, mleczarz nasz, mówi, że jak ów cholernik z obory w zeszłym roku pańskim wyjdzie, to on, Krzych, przysięga na cnotę swojej siostry, że każdemu jednemu we wsi sysa mleka od krów swoich da i grosza złomonego nie wyźmie. I wyszedł, patrz, jaka szelma! dziad cholerny z obory, Axl ten znaczy, ledwie Krzych skończyć mówił, a w ręku kasetę jakąś miał, co to ją niby nagrywoli i zawołał do Krzycha coś, alem nie usłyszał co, bo za daleko żem stał. No i pluł sobie gęsto w brodę biedny Krzych, bo nijak mu się było wymigać od przysięgi, nawet mimo, że po prawdzie to z jego siostrą to już każdy we wsi już był, a co poniektórzy to już i po dwa razy.  Ja sam zresztą, pamiętom, jesieni zeszłej, jak to żniwa akurat… że pan nieciekaw, co żem za figle z siostrą Krzycha po żniwach odstowioł i nijak to pana interes? A może i prawda.&lt;br /&gt;No i wziął każdy we wsi sysa od krów krzychowych, co to mleko najlepsze we wsi dawały, a ostatni przyszedł ten Axl i takiego sysa wziął, tak się napiął, że aż krowie ta taka mała żyłka w mózgu pynkła, a krowa przyklynkła, zamuczała i wzięła i zdechła. No i, prawdę rzekłszy, Krzych to już więcej się we wsi nie pokazał, w chałpie zamknął i z nikim gadać nie chce, bo krowom jego mleko odjęło, jakby gacopyz jaki nad niemi przelecioł. No, a mowię, mleka takiego, jak krzychowe… że farmazony pieprzę, miast z sensem gadać? A może i prawda.&lt;br /&gt;No i chociaż krzywdę krzychową w pamięci miałem, wziąłem kupiłem te kasete od tego, panie, obsrańca, do Michała żem poszedł, tego, co to pod lasym zaroz mieszka, bo Michałowa za uciułane piniądzory se ostanio magnetofon od Romana, tego co do wsi co roku pół zjeżdża z tym wózkiem pełnym tych różnych, panie, miastowych rzeczy, kupiła była i można u niej za łyk wódki alebo za chleba pajdę, ino ze smalcem i aby grubo smarowaną, posłuchać. No i panie, kiepskie to było, jak, nie przymierzając, kasety tego, co to podle młyna ma pole, wielkie, że sam diabeł na drugi koniec by nie napluł, a chałpę to ma… będzie ta chałpa chyba tam zaraz koło wdowy po młynarzu, dobrze prawię? A wróć, podle młynarzowej to mieszka córa sołtysa, a ten cały, co tom jego miana też po prawdzie przepomnioł, to chyba koło strumyka będzie miał dom. Że gówno to pana obchodzi? A może i gówno.&lt;br /&gt;No i panie, kiepska ta kaseta, jak pierogi mojej stary, już miałem, panie, gęsiom rzucić, coby miały se co pogryzać, jak się im będzie nudzić, dałbym koniu albo psu, ale pan wiesz, że jak się kuń nudzi, to se pobiegoć idzie, czy tam trowy poskubać, obroku poszczypoć czy tam powierzgoć krzynkę, a jak się sobaka nudzi, to zawsze se rozrywkę jaką wynajdzie. A to jajca se do połysku wyliże, a to… ano, rozumiem, co pan masz na myśli, kiedy pan te siekiere wyciągosz. Już do rzeczy istoty wracam.&lt;br /&gt;No i pacz pan, sztuczka diabelska! Ino się kaseta skończyła, siła jakaś straszliwa wbrew woli włączyć raz jeszcze mi każe, a bacz pan, że na karku mi Michałowa stoi i o pajdę ze smalcem drugą woła. No to dał żem i Michałowej pajdę i nuże, drugi raz kasetę puszczać. Ledwo się skończyła – znowu diabeł włączyć każe, a i ta muzyka nie taką złą mi się zdała. Więcy – zdało mi się nawet, szatańskie podszepty! że to niekiepska kaseta jest! Krew się we mię zagotowoła. Myślę sobie, o ty cholero jedno, ty się w oborze zamykasz, z diabłem konszachty jakieś pogańskie odstawiasz, krzychowe krowy do sucha jednym sysem osuszasz, czekaj no, chycę no ci ja ino widły i tak ci w dupę wrażę, że…! Ale żem i nie zdążył, bo Michałowa już mi się do łucha drze, żem trzeci raz włączył, a ona w spiżarce to ino dwie pajdy ze smalcem mo. No to żem się i zdenerwował, bo pan wiesz, jaki smalec w dzisiejszych czasach drogi i mówię Michałowej, żeby mnie w dupę pocałowała i żadnego smalcu jej nie dam, kutwie starej, bo to przecież kto to widział, żeby aż trzy kromki ze smalcem zjeść. Jedno zji. Dwie zji. Ale jakże to trzy aż kromki ze smalcem? Jeszcze chłop to rozumiem. Pajde zji. Dwie zji. Spręży się, napnie, to i trzecio zji. Ale choćby się nie wiem jak napioł, naprynżył i nadymoł, to czwarty nie zji. Że o piąty nie powiem. To i mówie Michałowej, o ty kutwo staro, bodaj by cię… co pan?! Rozum panu…?! &lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ngh. Khrrr. Yyyyh.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Guns n' Roses - Chinese Democracy [2008] - 7/10 &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0); font-style: italic;"&gt;Pamiętajcie, drodzy czytelnicy, że to jedynie subiektywna ocena (z Dupy swoją drogą) i reszta redaktorów bloga nie podziela zdania autora recenzji - w tym na przykład ja. - smith&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 255); font-style: italic;"&gt;Nie dajmy się, drodzy czytelnicy, zwieść propagandzie muzycznych relatywistów. Prawda jest tylko jedna, tym razem zresztą całkiem zbieżna z wypowiedzią Assa. Howgh. - Mówi Rękawicą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1980258825259811612?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1980258825259811612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/guns-n-panie-roses-chinese-democracy-ad.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1980258825259811612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1980258825259811612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/guns-n-panie-roses-chinese-democracy-ad.html' title='Guns n&apos;, panie, Roses - Chinese Democracy [A.D. 2008]'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-4239243890588266429</id><published>2009-01-05T16:34:00.011+01:00</published><updated>2009-01-13T21:37:41.279+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Free'/><title type='text'>Był taki zespół, który grał za czasów Jimiego Hendrixa, Led Zeppelin i Ten Years After.</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Był taki zespół, którego basista w wieku 15 lat grał w The Bluesbreakers u boku Johna Mayalla.&lt;br /&gt;Był taki zespół, którego wokalista śpiewał w drugiej najważniejszej grupie spod znaku Swan Song Records - wytwórni płytowej prowadzonej przez słynnego Petera Granta i założonej przez samych Led Zeppelin - który wizerunek sceniczny ewidentnie zrzynał z Roberta Planta i który śpiewał w zespole Jimmy’ego Page’a, by wreszcie po wielu latach zastąpić Freddy’ego Mercury w Queen.&lt;br /&gt;Był taki zespół, którego gitarzysta płakał podczas solówek, który grał rocka i zmarł jak prawdziwy rockandrollowiec, w wieku 25 lat, u szczytu sławy. Zabiły go narkotyki.&lt;br /&gt;Był taki zespół, w którym w bębny walił człowiek, który w 1980 roku zagrał razem z Johnem Bonhamem podczas przedostatniego koncertu perkusisty Zeppelina.&lt;br /&gt;Był taki zespół, który wylansował jeden wielki hit. Nikt nie zna dziś tego hitu.&lt;br /&gt;Zespołu też nikt nie zna.&lt;br /&gt;Zespół nazywał się Free.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p align="justify"&gt;Nie musicie znać ich wszystkich płyt, nie wszystkie są nawet tego warte. Musicie znać jedną. &lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Płyta, o której mówię, nosi tytuł Fire and Water. Jeśli założymy, że ogniem jest bluesrock z posuwistym basem i soczystym brzmieniem płaczącej gitary, a wodą smutne ballady zaaranżowane głównie na pianino, tytuł ten będzie bardzo adekwatny do zawartości krążka.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 500px; height: 500px;" src="http://farm1.static.flickr.com/32/92303508_930aab14d5.jpg?v=0" border="0" alt="" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Tutaj bas gra solówki.&lt;br /&gt;To tutaj Paul Rodgers śpiewa w tak klimatyczny sposób, że wybaczam mu, że na wcześniejszych płytach jest jeszcze nudny i przewidywalny. Wybaczam mu nawet Cosmos Rocks.&lt;br /&gt;To tutaj Paul Kossoff, którego nazwiska nigdy nie słyszeliście, pokazuje, że umie grać z kunsztem i uczuciem, jakich nie powstydziłby się żaden z gitarzystów, których nazwisko zna każdy.&lt;br /&gt;To na tym albumie znajduje się ich największy hit, &lt;em&gt;All Right Now&lt;/em&gt;.&lt;br /&gt;To na tym albumie znajduje się ich najlepszy kawałek, &lt;em&gt;Mr Big&lt;/em&gt;, który jest na szczycie listy moich ulubionych utworów wszechczasów. W którym bas i gitara jednocześnie tną solówki. Z klasą porównywalną tylko do Wiadomego Utworu na &lt;a href="http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/wielka-pyta-z-lordem-vaderem-na-okadce.html"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wiadomej Płycie&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Free grali bardzo krótko. Ta płyta też jest bardzo krótka.&lt;br /&gt;Cholerna szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Free – Fire and Water [1970] - 9/10.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Panowie i Panie, Mr Big w pełnej krasie i na żywo.&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_FhCilozomo&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*o której napiszę kiedyś.**&lt;br /&gt;**...i jak powiedziałem, tak zrobiłem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-4239243890588266429?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/4239243890588266429/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/by-taki-zesp-ktry-gra-za-czasw-jimiego.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/4239243890588266429'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/4239243890588266429'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/by-taki-zesp-ktry-gra-za-czasw-jimiego.html' title='Był taki zespół, który grał za czasów Jimiego Hendrixa, Led Zeppelin i Ten Years After.'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-3636675701631070056</id><published>2009-01-03T15:24:00.010+01:00</published><updated>2009-01-04T16:21:08.527+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Throbbing Gristle'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><title type='text'>Jubileuszowe wydawnictwo Throbbing Gristle</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.throbbing-gristle.com/tg/pics/32ARframed.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 370px; height: 370px;" src="http://www.throbbing-gristle.com/tg/pics/32ARframed.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Throbbing Gristle już 32 lata temu wydali swój debiutancki album. Zwał się on "Second Annual Report Of". Płytę powszechnie uważa się za przełomową, od niej datuje się oficjalne narodziny nurtu Industrial. W tym roku grupa wydała reinterpretację klasycznego działa, o sensownej nazwię "Thirty-Second Annual Report Of" zawierającą nieco uwspółcześnioną wersję klasycznych kawałków. Jest to znakomita okazją, by przypomnięć sobie tą niezwykle wpływową kapelę. Utwory w nowych aranżacjach nic nie straciły ze swojej nieokiełznanej energii. Tyle na początek. Teraz proponują krótki quiz z wiedzy o Throbbing Gristle, z życia, test na inteligencję i bycie homo. Zapraszam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytań jest 10.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Czy widzisz ten tekst?&lt;br /&gt;a) nic nie słyszę&lt;br /&gt;b) jaki tekst?&lt;br /&gt;c) co?&lt;br /&gt;d) tak, widzę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli wybraleś odpowiedź a,b lub c możesz opuścić następne 9 pytań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.Co oznacza nazwa Throbbing Gristle&lt;br /&gt;a) przejście dla niepełnosprawnych&lt;br /&gt;b) nic&lt;br /&gt;c) grzechoczace chrząstki&lt;br /&gt;d) fiut w erekcji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3.Ilu czlonków liczy sobie Throbbing Gristle&lt;br /&gt;a) a fu, jakie pytania!&lt;br /&gt;b) miliard&lt;br /&gt;c) czterech&lt;br /&gt;d) trzech członków + jedna wagina&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.Utwór "Slug Bait" opowiada wzruszającą historię&lt;br /&gt;a) miłosną&lt;br /&gt;b) Bolka i Lolka&lt;br /&gt;c) Petera Christophersena&lt;br /&gt;d) Charlesa Mansona&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5."Zyklon B Zombie" nawiązuje nieco do innego kawałka grupy&lt;br /&gt;a) Throbbing Gristle&lt;br /&gt;b) The Beatles&lt;br /&gt;c) Fink Ployd&lt;br /&gt;d) The Velvet Underground&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Jakiej płci jest obecnie Genesis P-Orridge&lt;br /&gt;a) ???&lt;br /&gt;b) kobieta&lt;br /&gt;c) mężczyzna&lt;br /&gt;d) chuj wie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Cosey Fanni-Tutti grała na&lt;br /&gt;a) grzebieniu&lt;br /&gt;b) harfie&lt;br /&gt;c) nerwach&lt;br /&gt;d) gitarze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Które zwierzę nie pasuje do pozostałych&lt;br /&gt;a) świnia&lt;br /&gt;b) owca&lt;br /&gt;c) kaczka&lt;br /&gt;d) kura&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Ile jest setek w miliardzie&lt;br /&gt;a) miliard&lt;br /&gt;b) dużo&lt;br /&gt;c) y = 1*(1+n)*(1+n^2)*(1+n^3)+...&lt;br /&gt;d) tysiąc razy więcej niż w milionie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Czy jesteś gejem?&lt;br /&gt;a) a czy Ziemia jest płaska?&lt;br /&gt;b) no&lt;br /&gt;c) tylko w poniedziałki&lt;br /&gt;d) jestem kobietą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to już wszystko! Punktacja jest następująca: odpowiedż d-1pkt, pozostałe 0pkt. Jeśli udało Ci się zdobyć 10 punktów jesteś zwycięzcą!&lt;br /&gt;Nagrodą jest paczka krakersów, do odebrania na Dworcu Centralnym w Bożechowicach Wklęsłych. Zapraszamy i życzymy smacznego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: 7/10&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.throbbing-gristle.com/"&gt;Zapraszam też na stronę oficjalną po więcej informacji&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/results?search_query=THROBBING+GRISTLE+-+LIVE+IN+PARIS+%282008-06-06%29&amp;amp;search_type=&amp;amp;aq=f"&gt;Kliknij, aby zobaczyć fragmenty koncertu na którym TG grali opisywaną płytę &lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-3636675701631070056?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/3636675701631070056/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/jubileuszowe-wydawnictwo-throbbing.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3636675701631070056'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3636675701631070056'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2009/01/jubileuszowe-wydawnictwo-throbbing.html' title='Jubileuszowe wydawnictwo Throbbing Gristle'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-2031183331585959748</id><published>2008-12-31T15:55:00.002+01:00</published><updated>2009-01-05T16:48:33.788+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Led Zeppelin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='The Raconteurs'/><title type='text'>Zeppeliny nie spadają</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;31 maja 1980 roku John Henry Bonham hucznie świętuje swoje 32 urodziny.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Zaledwie cztery miesiące później, 24 września, perkusista jedzie do studia na próbę, mającą przygotować zespół do pierwszej od trzech lat trasy po Stanach Zjednoczonych. Po drodze nabiera ochoty na śniadanie, zatem natarczywym tonem domaga się postoju. Rex King, który tego dnia jest jego kierowcą, nie kłóci się z Bestią i zjeżdża do przydrożnej knajpy. Przy okazji sutego śniadania Bonham wypija, w zależności od relacji, mniej więcej 400ml czystej wódki. Większość dnia spędza z zespołem na próbach, od czasu do czasu regenerując siły kolejnymi dawkami alkoholu. Następne zespół jedzie do mieszkania Jimmy'ego Page'a, gdzie około północy Bonham zasypia. W niecałe dwie godziny później John Paul Jones wchodzi do pokoju, w którym ułożono śpiącego Bonzo i odkrywa śmierć perkusisty. Pośmiertne badania wykazują, że w ciągu ostatniej doby swojego życia wypił on ponad litr czystej wódki.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;4 grudnia 1980 pozostali muzycy Led Zeppelin ogłaszają, że zespół przestaje istnieć.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Mniej więcej w tym samym czasie pięcioletni John Anthony Gillis rozpoczyna naukę gry na perkusji. Jeszcze wtedy nie wiedział, że to gitara będzie jego znakiem rozpoznawczym.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Kiedy Jimmy Page i Robert Plant grają słynny koncert Unledded dla MTV, opublikowany potem zarówno na CD, jak i DVD, Gillis poznaje swoją przyszłą żonę. Dwa lata potem biorą ślub, on przyjmuje jej nazwisko i od tej pory znamy go jako Jacka White'a. Rok później, podszywając się pod rodzeństwo, zakładają zespół The White Stripes.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Kiedy cały świat zastanawiał się, czy pogłoski o reaktywacji Led Zeppelin są prawdziwe, na półkach sklepowych pojawiła się ich nowa płyta. Rok po pamiętnym koncercie w Londynie, gdy wszyscy zastanawiali się, czy był to tylko incydent jednorazowy, czy oznacza to pełnowymiarową trasę koncertową, Led Zeppelin wydał kolejną płytę.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dla niepoznaki obie pod szyldem The Raconteurs.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Założę się, że nad łóżkiem Jacka White'a wisi plakat z Jimmym Pagem. Kiedy słucham riffów tego pierwszego, przed oczami mam cwaniacki uśmieszek, szpanerskie zagrywki i pretensjonalne ciuchy jego starszego kolegi, które tak doskonale zapamiętałem z oglądanego miliardy razy DVD Led Zep. Kiedy w genialnie nośnym Top Yourself czy lekko dylanowskim Carolina Drama słyszę banjo, widzę sposób, w jaki John Paul Jones aranżował spokojniejsze kawałki z akustycznej i wyciszonej „trójki”. Kiedy słucham &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Zy5Uyo-gaEo"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Blue Veins&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, sam nie wiem, co mam myśleć, ale podejrzewam, że to najlepszy utwór Led Zeppelin co najmniej od czasów Presence. W każdej nucie, która płynie z gitary White'a, w jego głosie i sposobie frazowania, i wreszcie w genialnym pomyśle ze środkową częścią odtworzoną od końca, słyszę esencję zeppelina. Ostatnia enklawa roku 1970 w XXI wieku. Czysta magia.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;A jednak, choć nad tym wszystkim wisi ogromny sterowiec, są to płyty na wskroś współczesne. Trochę jak nowe ubranie, zamknięte przypadkiem na miesiąc w starej szafie z ubraniami babci. Niby nienoszone, na pierwszy rzut oka w porządku, a pachnie starością. Mamy więc, obok szlachetnych bluesowych korzeni, siermiężne połamane rytmy, przesterowane gitary, modulowane wokale i riffy-siekiery leciutko tylko gdzieniegdzie trącające The White Stripes. Tu i ówdzie znajdziemy jedną czy drugą balladkę o zróżnicowanym stopniu zarówno akustyczności, jak i współczesności.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Wszystko to po sumowaniu daje nam bardzo zgrabną mieszankę i dwie bardzo niezłe rockowe płyty. Rozsądek wymaga jednak, by lekko pohamować entuzjazm w ocenianiu. Albumy zdecydowanie warte uwagi, lekko jednak niespójne, to i tamto można by śmiało pominąć. Albo wcisnąć na płytę Strajpsów, tam pewnie by nie odstawało. Koniec końców, odpowiednio:&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;The Raconteurs – Broken Boy Soldiers [2006]– 6/10&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;The Raconteurs – Consolers of the Lonely [2008]- 7/10&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zresztą, co tu mówić i wydziwiać z ocenami – to ja może po prostu pokażę. To mniej zeppelinowe oblicze, bo pewnie więcej osób zaciekawi. Ale Blue Veins też przesłuchajcie. Koniecznie.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/doPBoKt3OAI&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-2031183331585959748?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/2031183331585959748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/zeppeliny-nie-spadaj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/2031183331585959748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/2031183331585959748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/zeppeliny-nie-spadaj.html' title='Zeppeliny nie spadają'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-7341859634021905318</id><published>2008-12-30T18:00:00.003+01:00</published><updated>2009-01-20T18:03:32.010+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='P.J. Harvey'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* felietony'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duffy'/><title type='text'>Mary Jane's Last Dance in California</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Radiowa Trójka złożyła ostatnio (nie dalej chyba, jak w zeszłym tygodniu) listę, na której znalazło się pięć bardzo znanych piosenek, które w upływającym roku zagościły na falach rozgłośni radiowych. Wraz z ich pierwowzorami. Panowie Korsun i Ambroziewicz gracko obnażyli bezczelność inspiracji (gdzieniegdzie faktycznie bezczelnych – patrz: sprawa &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=dvgZkm1xWPE"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Coldplay&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; vs. &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=240S04eCCC0"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Alizee&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;*) i wybatożyli nowe gwiazdki za brak kreatywności. Słowem – w powietrzu zaśmierdziało bezczelnym plagiatem.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;(Pełna lista ofiar lustracji &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.polskieradio.pl/trojka/ftop5/"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;tutaj&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;).&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Generalnie jestem w stanie przyznać panom rację. Ale tylko generalnie, bo zaraz potem wracam myślami do pamiętnej kwestii Red Hot Chili Peppers, którzy zagrali &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mary Jane's Last Dance&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Toma Petty'ego z innymi słowami tudzież całkiem niezłą, nawiasem mówiąc, solówką Fru i wydali to jako &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dani California&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;, trzepiąc na tym zapewne niezłą kasę. Sprawa wprawdzie w sądzie się nie skończyła, ale znaleźli się eksperci gotowi twierdzić zarówno, że plagiat miał miejsce, jak i że takowego nie było. Stąd wynika ciekawe pytanie – jaki wyrok zapadłby w ewentualnym procesie: czy niemal identyczny rytm i podobne akordy (Am, G, D, Am kontra Am, G, Dm, Am) to dość, by wydać sprawiedliwy wyrok, a przy tym zachować powagę urzędu i jeszcze nie obrazić zdrowego rozsądku? Może ten malutki niewinny molik przy D powinien przesądzić sprawę i uratować RHCP dupska i niezłe przychody z singla? A może należałoby przykładnie ukarać? A może Fru nie znał tej piosenki?&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Porównując utwory zwyciężczyń plebiscytu – umiarkowanie urodziwej Duffy z seksownym głosem oraz jeszcze mniej zachwycającej estetycznie P.J. Harvey z ustami gekona – mam, nazwijmy to, dylemat. Podobieństwa może i są, kto się uprze, usłyszy je sam, ale czy można powiedzieć z czystym sumieniem, że są one na tyle ogromne, by mówić o plagiacie roku? Albo w ogóle, o plagiacie jako takim? Przecież nie odkryję Ameryki, kiedy powiem, że prawie wszystko było już zagrane – a ciekawą oznaką tego, dokąd zmierza muzyka rozrywkowa, jest niegasnący fenomen muzyki techno, która wszak jest z założenia odtwórcza. &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pewne podobieństwa do czegoś są nieuniknione. Wystarczy zerknąć na historię bluesa – gdyby w Deltę wkroczyli prawnicy, kamień na kamieniu by nie został, a biedni bluesmani zamiast &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Traveling Riverside Blues&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; mogliby grać &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Courtroom Blues&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;. O ile zostawiono by im gitary.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I jakoś wydaje mi się niesprawiedliwym napiętnowanie Duffy, przy jednoczesnym tolerowaniu szalonej żaby gwałcącej po kolei większość mniej lub bardziej rockowych klasyków (czekam na wypierdziane &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Stairway to Heaven&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; i chyba tylko nieradiowa długość kawałka Zeps uratowała go przed egzekucją). Owszem, szanowny Axel F zapewne zapłacił co trzeba, komu należało i pewnie jego potworki podpadają pod miano kowerów, a nie plagiatów. Ja wiem.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Miejmy na uwadze, żeby nie przesadzić. Póki jakieś Korsunie i Ambroziewicze robią sobie takie listy dla zabawy, żeby ciekawą audycję strzelić, wszystko jest ok. Ale niepokoi mnie czy za parę lat gwiazdy i gwiazdki sceny muzycznej nie będą zarabiać pieniędzy w sądach, ścigając plagiaty i plagiaciki, zamiast na scenie.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Na pożegnanie Duffy w eksportowej wersji teledysku. Czemu? Bo to jedyny utwór grany w Radiu Zet z tego roku, który autentycznie lubię. Dla usprawiedliwienia dorzucam P.J. dla wygodnego skontrastowania sobie, chociaż &lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Down By The Water&lt;/span&gt;&lt;/em&gt; nie znoszę. Co niech będzie niepodważalnym i ostatecznym dowodem na brak zrzyny. Bo kto i jak mi go podważy?&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/j1R-c1Haljw&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/j1R-c1Haljw&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/object&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_zZr1VDmZ2k&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_zZr1VDmZ2k&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;*notabene, też mi inspiracja. Chociaż teledysk na swój sposób uroczy.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-7341859634021905318?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/7341859634021905318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/mary-janes-last-dance-in-california.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7341859634021905318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/7341859634021905318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/mary-janes-last-dance-in-california.html' title='Mary Jane&apos;s Last Dance in California'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-1974126841584318432</id><published>2008-12-30T02:00:00.001+01:00</published><updated>2009-01-05T18:47:02.649+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bob Dylan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>Bringing It All Back Home [1965]</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://www.dance-lyrics.com/ama/bringing_it_all_back_home_b0000c8avx.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Don't be afraid, it's just halloween, i have my Bob Dylan mask on !"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest taki gość,  który od blisko 50 lat występuje na scenie, praktycznie bez przerwy. Ten ów gość, gentelmen, starszy pan nagrał 32 płyty studyjne, dał chyba z milion koncertów. Mówią o nim 'ostatni beatnik', 'bard', 'przywódca' a on to wszystko opluł w swojej biografii.&lt;br /&gt;A najśmieszniejsze jest to, że covery jego utworów brzmią lepiej w wykonaniu innych twórców, niż w jego własnym. Co z tego, skoro ten gość to Bob Dylan, facet który wpłynął chyba na każdy rodzaj muzyki, który znał Allena Ginsberga, Johnny'ego Casha, a w latach sześćdziesiątych był swoistym głosem pokolenia [mimo, że później się tego wyparł]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było ciepłe lato roku 1965. Newport Folk Festival. Tam gitara elektryczna była przeklęta i zakopana sześć stóp pod ziemią. I wtedy jeden z najsławniejszych 'bardów', folkowców i późnych beatników, Bob Dylan wyszedł z gitarą elektryczną, a za nim stanął zespół dzierżący podłączone do wzmacniaczy Fendery. To miało być wiekopomne wydarzenie. 'Wielki' Bobby miał właśnie napluć na całą swoją legendę i zacząć wszystko od początku. Dylan uderzył pierwsze akordy Maggie's Farm, potem poszło Like a Rolling Stone i Phantom Engineer. I na tym występ się skończył. W atmosferze gwizdów i buczenia, Bob Dylan zszedł ze sceny. Nie zszedł jednak pokonany. To nie był koniec jego przedstawienia. Całą trasę promującą album, a także następne Dylan grał praktycznie "podłączony". Poza kawałkami z drugiej strony płyty, które grywał już na Newport 1964 czyli Mr. Tambourine Man, Gates of Eden, It's Allright Ma (I'm Only Bleeding), It's All Over Now, Baby Blue.&lt;br /&gt;Niedługo po tym skandalu, w roku 1971, festiwal upadł, ze względu na małe zainteresowanie. Powrócił w 1988 i działa do dziś. Bob Dylan nigdy więcej na nim nie wystąpił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bringing It All Back Home to tzw. album przełomowy. Podzielony na dwie części - elektryczną i akustyczną - był zupełną nowością w dyskografii Boba Dylana. Przeplatały się na niej piosenki szybkie, rockowo-bluesowe [Subterranean Homesick Blues, Maggie's Farm, On The Road Again czy Bob Dylan's 115th Dream] i melancholijne [She Belongs to Me, Love Minus Zero/No Limit, Mr. Tambourine Man]. Wiele z nich zyskało sławę, były wielokrotnie coverowane [jak Mr. Tambourine Man, który został nagrany przez the Byrds, co ciekawe jeszcze przed Dylanem] i nadal są sztandarowym punktem w trackliście koncertowej Dylana. W przeciwieństwie do jego okresu 'folkowego'. Z czasem Mr. Tambourine Man czy Love Minus Zero/No Limit też zyskały elektryczną oprawę. Nadal jednak, sporadycznie bo sporadycznie, Bob grywa te kawałki tylko na gitarze akustycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyta osiągnęła ogromny sukces, a Dylan zapoczątkował nią zupełnie inny okres w swojej muzyce. Z czasem nawet Ci, którzy nazywali go Judaszem, podobno, przekonali się do jego późniejszego wizerunku. Bob Dylan po raz kolejny zagrał na nosie całej publiczności. Jego kolejna płyta, Highway 61 Revisited, która zajęła 4 miejsce na liście najlepszych płyt wszech czasów wg. magazynu Rolling Stone, kontynuowała politykę z Bringing It All Back Home.  Przechodząc ze stricte folkowo/country wykonawcy, Dylan zaczął skłaniać się w stronę rocka, czy specyficznego bluesa, który cechuje go do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena: 10/10&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="left: 0px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-06227812961521784 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/_mhnflEQKhg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a style="left: 0px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-06227812961521784 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/_mhnflEQKhg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a style="left: 0px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-06227812961521784 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/_mhnflEQKhg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a style="left: 0px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-06227812961521784 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/_mhnflEQKhg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a style="left: 0px ! important; top: 15px ! important;" title="Kliknij tutaj, aby zablokować ten obiekt" class="abp-objtab-06227812961521784 visible ontop" href="http://www.youtube.com/v/_mhnflEQKhg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_mhnflEQKhg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_mhnflEQKhg&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-1974126841584318432?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/1974126841584318432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/bringing-it-all-back-home-1965.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1974126841584318432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/1974126841584318432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/bringing-it-all-back-home-1965.html' title='Bringing It All Back Home [1965]'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-4986065886697767883</id><published>2008-12-29T22:16:00.000+01:00</published><updated>2008-12-30T18:55:04.323+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='13th Floor Elevators'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Raziel'/><title type='text'>Windy na Trzynaste Piętro</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://soledadrecords.com/images/13th_Floor_Elevators_Psychedelic_Sounds.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 400px;" src="http://soledadrecords.com/images/13th_Floor_Elevators_Psychedelic_Sounds.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mówi się, że po debiucie The Velvet Underground muzyka rockowa straciła niewinność. Możliwe, ale faktem jest, że po debiucie 13th Floor Elevators ludzie, którzy ją wykonują przestali być trzeźwi.&lt;/strong&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„LSD to środek z grupy halucynogenów, związek kwasu lizergowego, powszechnie znany jako "kwas", powodujący omamy wzrokowe, słuchowe i dotykowe. LSD jest jednym z najtańszych i najszerzej dostępnych narkotyków. Praktycznie całkowicie wyparło ono inne psychodeliki. Od ponad dwudziestu lat jest to najpopularniejszy środek halucynogenny.”&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główna inspiracja muzyków streszcza się do trzech liter. L-S-D. Cudowna substancja otwerajaca umysł i umożliwiająca uzyskanie zupełnie nowych doznań. Halucynacje i odjazdy starana się przełożyć na język dźwięk i w ten prosty sposób narodził się nowy gatunek – rock psychodeliczny. Do dzisiejszych czasów powstały rzeczy bardziej ryjące psychikę niż „Psychedelic Sound Of 13th Floor Elevators”, ale ekscytujący wokal Rocky-ego Ericksona (oraz jego szaleństwa na scenie, później zamknięto go w wariatkowie) i po prostu świetne songi do dziś robią wrażenie. Poza tym, w którym zespole mamy faceta, który gra na czajniku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Riff otwierający „You’re Gonna Miss Me” i piskliwy krzyk chwilę później są więcej warte niż niemal wszystko co napisali Deep Purple. „Reverberation” to kapitalny hymn dla wszystkich ezoteryków. W „Fire Engine” wykorzystano syreny pożarowe. I tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez 13th Floor Elevators nie byłoby The Red Krayola i Butthole Surfers a The Beatles nie nagraliby „Magical Mystery Tour”. Zapomniany kamień milowy rocka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena 8/10&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Widzisz, myślę, że narkotyki zrobiły dla nas dobre rzeczy. Naprawdę tak uważam. I jeśli mi nie wierzysz, że narkotyki zrobiły je dla nas, zrób mi przyjemność - wróć wieczorem do domu, weź wszystkie albumy, wszystkie kasety, wszystkie kompakty i spal je. Bo wiesz co - wszyscy muzycy, którzy stworzyli tą świetną muzykę, która rozszerzała twoje życie przez całe lata, chhhhhholernie ćpają...” Bill Hicks&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cYh5oMDlWwQ&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/cYh5oMDlWwQ&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-4986065886697767883?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/4986065886697767883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/windy-na-trzynaste-pitro.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/4986065886697767883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/4986065886697767883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/windy-na-trzynaste-pitro.html' title='Windy na Trzynaste Piętro'/><author><name>Raziel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17387673722320151265</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-3701847171926445582</id><published>2008-12-28T16:17:00.001+01:00</published><updated>2009-01-05T18:47:33.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Queen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# BeBe'/><title type='text'>A kind of Magic</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://film.org.pl/soundtrack/images2/highlander.jpg" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Wiecie jak to jest, gdy zespół odnosi ogromny sukces komercyjny. Gdy PudloWłosy May, wąsaty Fred, 'jestemtlenionąblondyną' Taylor i 'niewielemówięaleitakkoszęniezłąkasę' Deacon nagrali The Works zwęszyli żyłę złota. Choć Queen zawsze podążąło za trendami muzycznymi [tworząc takie potwory, bazyle, kateroassopodobne Hot Space i Flash Gordon] to na A Kind of Magic nie dość, że uderzyli w tę żyłę i sztabki zaczęły walić ich w nos, to jeszcze nagrali płytę, jak to mówią, bardzo dobrą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby po marnym przyjęciu soundtracka do kiczowatego filmu, Flash Gordon, powinni się poddać w tworzeniu tego typu albumów. Ale, ale ! PudloWłosy miał wehikuł czasu i wiedział, że polskie tłumaczenie serii jest prorocze i naprawdę ten film będzie nieśmiertelny, więc - czemu nie spróbować? Tym bardziej, że najpierw zobaczyli film, potem nagrali muzykę. Więc, łatwizna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;One Vision straszy. Straszy początkiem, bo jak słucha się tego na słuchawkach, to bębenki ledwo wytrzymują. Nawet jeżeli 80 % tekstu to "one" to i tak jest to piosenka i do bujania i do...no, do bujania. I choć podobno piosenka ta została zainspirowana występem na Live Aid to i tak pewnie kryje się w tym Lambert z Mieczem i szatan, jeżeli puścimy to metodą backmaskingu. Nie od dziś wiadomo, że Freddie Mercury sprzedał duszę diabłu i w listopadzie roku pańskiego 1991 Lucyfer upomniał się o nią.&lt;br /&gt;A kind of Magic w sumie mnie nie ruszał. Za dzieciaka uważałem to za kontyunację One Vision, bo tak w sumie to brzmi. No i kto weźmie na serio tekst "to szczypta magii"? Tutaj już pojawia się to mroczne nawiązanie do tasiemca Highlander czyli sławetne "there can be only one". Szpanerski utwór, wielki hit. Super się przy tym sprząta [obalam mit, że dobrze się sprząta przy I Want To Break Free].&lt;br /&gt;Następuje teraz smęt, ale lubię ten smęt. To chyba nawet mój ulubiony kawałek na płycie One Year Of Love. Kater..."It's always a rainy day, without you !"&lt;br /&gt;Zbiorowo wezmę dwie największe, albo i nawet jedyne, psie odchody czyly - Pain is so close to pleasure i Don't Lose Your Head. To pierwsze, w sumie marnie znam. Słyszałem chyba ze dwa razy, zawsze na albumie przeskakuję dalej, bo jest mocarne Friends will be friends. Nie mam w zwyczaju przeskakiwać piosenek na płycie, więc Pain is so close to pleasure musi być naprawdę kiepskie.&lt;br /&gt;Co do Don't Lose Your Head. Nie wiem co fani Queen [pozdrawiam PFQ i Katera oraz siebie :*] widzą w Taylorze. Dla mnie już I'm in love with my car, poza tym, że wiało dziwnym fetyszem do samochodów..., to było kiepskie. Don't Lose Your Head brzmi jak popłuczyny z Hot Space, które w kanale zmieszały się z Modern Talking, klimatem Highlandera i szybkością I'm In Love With My Car. Naprawdę, zastanawiam się, co przyświecało Taylorowi do nagrania tego kawałka. I ile musiał zapłacić chłopakom, żeby pozwolili mu to umieścić na albumie.&lt;br /&gt;Teraz zbiorowo - rockowe wymiatacze - Friends Will Be Friends, Gimme The Prize i Princess of the Universe. To pierwsze zna każdy, a znają szczególnie Ci, którzy lubią się nachlać w barze z grupą kumpli, która jeszcze przed chwilą obrzucała się kurwami. Gimme the Prize to typowy kawałek soundtrackowy, trochę przypominający niesławnego Flasha Gordona, z tymi wstawkami z filmu, ale na szczęście całość jest całkiem niezła i słuchalna.&lt;br /&gt;Princess of the Universe...zastanawia mnie, czemu Freddie śpiewa "We're the princes of the universe"...&lt;br /&gt;Dla mnie apogeum tego albumu, opus magnum, alfą i omegą całości, zbawicielem, najmocniejszym punktem, Riczardem Czemberlejnem w Szogunie jest Who Want's To Live Forever. Niby z serii "ckliwe", ale łapie za serce, z panienką się można przy tym pościskać [nie robić tego przy nowym Bloc Party, bo jeszcze w ryja od niej dostaniecie], a i napić się idzie, bo solówka miażdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogółem - było to tak, że po tej płycie Queen przestało koncertować. Osiągnęli ogromny sukces, Freddie załapał co załapał, Lucyfer parę lat później przyszedł i nakazał w roku 2000 którymś stworzyć Q+PR, który przekazuje religię czarnego pana. Generalnie, straszny ten projekt, ale to chyba na osobną notkę temat.&lt;br /&gt;Album A Kind Of Magic to dobra rzecz na początek dla każdego, kto zna Queen tylko z hiciorów. Bo ten album w sumie jest taki, samohiciorski i  szpanerski. Tym razem Queerom się udało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena BeBe: 8/10&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-3701847171926445582?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/3701847171926445582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/kind-of-magic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3701847171926445582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3701847171926445582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/kind-of-magic.html' title='A kind of Magic'/><author><name>BeBe vel Bejbe</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14861692729093112850</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='23' src='http://4.bp.blogspot.com/_jCPEppGnzZM/SWhC6Y_oXbI/AAAAAAAAAAQ/OFgplPsmNjM/S220/bez%C2%A0tytu%C5%82u.bmp'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4483678915725912482.post-3472648166655099098</id><published>2008-12-28T13:28:00.005+01:00</published><updated>2009-01-09T15:47:39.987+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='# Ass'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='* recenzje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pink Floyd'/><title type='text'>Pink Floyd - The Piper at the Gates of Dawn [1967]</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://descargasixtlan.files.wordpress.com/2007/12/allcdcovers_pink_floyd_the_piper_at_the_gates_of_dawn_1994_retail_cd-front.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 300px;" src="http://descargasixtlan.files.wordpress.com/2007/12/allcdcovers_pink_floyd_the_piper_at_the_gates_of_dawn_1994_retail_cd-front.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;&lt;strong&gt;Jest taka płyta, wspaniałe dzieło, będące prawdziwą perłą w dyskografii wielkiej grupy*. Dzieło, mające rzesze oddanych fanów, którzy uważają je za jedno z pięciu, jak nie trzech najlepszych płyt zespołu. Zespołu mającego na swoim koncie, lekko licząc, 15 albumów studyjnych. W ich (fanów, a co sobie myśleliście?) wypowiedziach padają takie słowa, jak „niepowtarzalna”, „przełomowa”, „jedyna w swoim rodzaju”.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Na potrzeby recenzji dokonałem piątego w moim życiu odsłuchu tej płyty. &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zmuszałem się bardzo i tradycyjnie żałuję jak cholera.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ale pewnie nie wszyscy znają, więc może do rzeczy. Jest to płyta, nagrana przez prawdziwe Pink Floyd plus jednego człowieka z problemami natury psychiczno-narkotykowej. Człowiek ten nazywa się Syd Barrett, nie umie grać na gitarze i obecnie nie żyje, co stawia mnie w nieco niekomfortowej sytuacji, jako, że będę o nim mówił źle. Co do albumu, nosi on piękny tytuł 'The Piper at The Gates of Dawn' i zawarto na nim piosenki w liczbie jedenastu. Po odjęciu jedynej właściwie perełki, czyli Lucifera Sama (który sam w sobie jest połączeniem melodii z Bonda i Stawki większej niż życie i generalnie jest dość, niespodzianka, zabawny), mamy pieśni dziesięć. Dla wygody podzielimy je na Piosenki Złe i Potwory Marszczące Dupę W Spazmach Zgrozy. Ze względów marketingowo-przyciągajacych czytelnika, Potwory przedstawimy w pełnej krasie, a resztę po łebkach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Potworem sztandarowym jest The Gnome. Boże Abrahama! Przaśna melodia, żałosne rymy spod znaku „zupa-dupa”, jakiś chory rosyjski akcent Barretta ('drrrinkin') i walnięta historyjka gnoma o wdzięcznym imieniu Grimble Gromble, który świetnie się bawi, jedząc, pijąc i śpiąc. Dodałem, że ma szkarłatną tunikę i przygody? Nie? Sporo straciliście.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Flaming. Podmiot liryczny bredzi o flamingu, bądź też sam nim jest, ewentualnie pieśń ta jest wyznaniem flaminga do flaminga. Nie można też wykluczyć opcji, że nikt wspomnianym flamingiem nie jest, a poczciwa ta ptaszyna jest ino metaforą. Czegoś. Barett zaćpanym głosem woła co chwilę, niechaj zacytuję 'Yippie! You can't see me, but I can you', a tle przygrywa infantylna melodyjka zapewne zerżnięta z płyty „Muzyka animacyjna dla dzieci w wieku przedszkolnym niewykazujących aktywności psychoruchowej”.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Matilda Mother. Lepsze riffy niż to ta-ra-da-da-dadada to ja grałem w drugim dniu od kupienia sobie gitary. Oooooch mamo, opowiedz mi jeszcze. Nie, dziękuję, postoję.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Take Up Thy Stethoscope and Walk. Jeśli znacie pierwsze dwie płyty The Beatles, to pewnie wiecie, że chłopcom z Liverpoolu się nie wszystkie piosenki udały. Możliwe, że również jesteście zdania, że Money jest jednym z ich najgorszych kawałków. Take Up... brzmi tak samo, z tą różnicą, że w środku mamy jakieś klawiszowe odjazdy spod znaku The Doors (którego to zespołu zresztą nie rozumiem ni w ząb**), przyprawione Barrettem, który zmaga się z nauką gry na gitarze elektrycznej.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;The Scarecrow opiera się głównie na pseudoperkusyjnym kląskaniu i głupiej melodii, którą Rick Wright pozwala sobie zagrać na organach, uwaga, Farfisa. Na końcu wchodzi gitara i to wszystko, co można o niej powiedzieć. Strach na  wróble stoi na polu jęczmienia, co przypomina Barrettowi, że ma problem z narkotykami i że właściwie to trzeba by sobie strzelić trochę LSD, zanim nagramy następny kawałek.&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W Bike dowiadujemy się, ze Barrett ma rower. Ha, mało tego – jest on na tyle łaskaw, że pozwala się na nim przejechać, jeśli tylko ktoś zechce, a na dodatek odkrywamy, że Barett w kwestii układania melodii zatrzymał się na etapie sześcioletniego dziecka. Reasumując: toporna nuta przekładana posranymi dźwiękami, obsypana żałosnymi rymami typu The Gnome, okraszona jakimiś skrzekami na końcu, a to wszystko oblane mleczną czekoladą. Bogu dzięki, że to koniec płyty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Reszta kawałków jest tylko zła, co rozumiem przez: nudna i niecharakterystyczna. Może za wyjątkiem Interstellar Overdrive, gdzie fajny riff zostaje zniszczony przez 8 minut bezładnego potykania się o instrumenty. W A Saucerful of Secrets ta kakofonia ma przynajmniej jakiś sens, bo przygotowuje na piękny finał. Tutaj to sztuka dla sztuki. No i mamy jeszcze Astronomy Domine, które do tej pory pojawia się czasem na koncertach i jest nawet znośne. Co nie znaczy, że go słucham.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;To właściwie byłoby na tyle. Chore dzieło chorego człowieka, którego nikt by nie znał, gdyby nie sukces, jaki Pink Floyd odnieśli i gdyby nie słynny problem kultu nazwy. Skoro Pink Floyd, to musi być dobre. Skoro debiut, to musi być kultowe.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jeśli chodzi o ocenę końcową, to wygląda to tak: obiektywnie powinno być 3, bo Lucifer Sam to naprawdę fajna piosenka, a z pozostałych kawałków może by się i wykroiło w sumie w miarę sensowne dwie minuty. Jednakże za niesłuszny kult, którym otoczony jest ten potworek, i ku przestrodze odejmuję jeden (a co? Moja recenzja, wolno mi), co daje końcowy wynik &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;2/10&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dziękuję za uwagę, ulżyło mi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;*) Niech ci będzie, Gro, ale nie myśl sobie, że miałeś rację.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;**) Tu BeBe trafia jasny szlag i przeklina pod nosem moje elementarne braki w edukacji muzycznej w zakresie wielkich grup (pozdro, Gro).&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4483678915725912482-3472648166655099098?l=kabaragaj.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kabaragaj.blogspot.com/feeds/3472648166655099098/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/pink-floyd-piper-at-gates-of-dawn.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3472648166655099098'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4483678915725912482/posts/default/3472648166655099098'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kabaragaj.blogspot.com/2008/12/pink-floyd-piper-at-gates-of-dawn.html' title='Pink Floyd - The Piper at the Gates of Dawn [1967]'/><author><name>Ass</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09067751927694478810</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='28' src='http://1.bp.blogspot.com/_33HJkD19V9A/ST_kDfM2oKI/AAAAAAAAAAM/JWV8tSlXEfw/S220/Tweek-90349235.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry></feed>
